Oczernianie Teatru Polskiego

Oczernianie Teatru Polskiego we Wrocławiu przez “spółdzielnie teatralną” nie miało granic. Okazało się jednak, że to bajki i fantasmagorie.


Oczernianie Teatru Polskiego

Oczernianie Teatru Polskiego

Oczernianie Teatru Polskiego we Wrocławiu przez “spółdzielnię teatralną” kontestującą nowego dyrektora teatru nie miało żadnych granic. Jedną z podstawowych tez tej mafii teatralnej była ta, że rozmontowuje się niejako “najlepszy” (tylko i wyłącznie w ich własnym mniemaniu) teatr w Polsce zarówno artystycznie, jak i frekwencyjnie.

Hymnom i mitologizowaniem poprzedniej dyrekcji nie było końca i obiegały media społecznościowe jak pożar australijskiego buszu wraz z niewyraźnymi fotkami pustych sal Teatru Polskiego na premierach, a pełnych na premierach Teatru w Podziemiu.

Chciałem sam organoleptycznie sprawdzić, jak rzeczy się mają i postanowiłem pojechać na wczorajszą premierę “Braci Karamazow” w TP.

Nie będę w tym miejscu budował napięcia tylko od razu powiem, że Teatr Polski na wczorajszej premierze był wypełniony po ostatnie miejsce i wszystkie te pogłoski, jakoby świecił pustkami, można między bajki włożyć.

Ponadto, przyglądałem się dokładnie publiczności i według mojego rozeznania składała się ona głównie ze zwykłych widzów – miłośników teatru. Owszem, jak zawsze na premierach było trochę urzędników, mam, cioć, wujków i innych znajomych królika, ale moim zdaniem nie było to więcej niż jakieś 20 % widowni.

Zapomniałbym też o wrogach nowej dyrekcji bo było ich także trochę i łatwi byli do rozróżnienia, kiedy chyłkiem opuszczali salę w trakcie przedstawienia. Podejrzewam, że w ramach bojkotu, czegokolwiek, co zaproponuje na scenie nowy dyrektor, w ramach demonstrowania swojego stosunku do tej “scenicznej miernoty” (w odróżnieniu od ich własnych nie znających końca ego wielkości teatralnych), akcji dalszego oczerniania teatru, jakże i w ramach ich najzwyklejszego chamstwa. Ale była to mała grupka osób i nie zdołali oni w żaden sposób zakłócić skupienia publiczności, która jak zahipnotyzowana śledziła bądź, co bądź długi, bo 3 godzinny spektakl.

Ku mojemu prawdziwemu zaskoczeniu, na końcowych oklaskach, widownia jak jeden mąż wstała i nagrodziła przedstawienie niekończącymi się owacjami na stojąco, które nie były w moim mniemaniu okazaniem poparcia dla kogokolwiek, lecz wyrazem zachwytu nad spektaklem.

Dodam też, że zanim zacząłem pisać ten artykuł, sprawdziłem na stronie, jak ma się sprzedaż “Braci Karamazow” na następne przedstawienia i czy w odróżnieniu od rządów Fałszywego Jezusika, kiedy na premierach było, owszem, pełno, ale na potem na szeregowych spektaklach, widza trzeba było ze świeczką szukać, nie był to jednorazowy, premierowy zryw. I o dziwo, przekonałem się, że prawie wszystkie miejsca na następne przedstawienia są już wyprzedane, a sala jak wiadomo w tym teatrze jest niemała. Dla niedowiarków załączam link, żeby sami mogli się na własne oczy przekonać: http://www.teatrpolski.wroc.pl/repertuar.

Także reasumując, strategia ciągłego i bezwarunkowego oczerniania wszystkiego w Teatrze Polskim we Wrocławiu, przez grupę wzajemnej adoracji w nadziei, że odstraszy to widza od teatru spaliła całkowicie na panewce, albowiem, jak widać, widz swój rozum ma i jak zawsze głosuje nogami.

Amen


#TeatrPolskiWroclaw