Off gra dla widzów bo chce

Off gra dla widzów to najnowszy tekst mojego stałego felietonisty Marcina Mochala. Tym razem o tym dlaczego na offie gra się dla widza, a w teatrze instytucjonalnym można widza mieć za nic.

Będzie o teatrze miejskim i offowym z perspektywy zwykłego widza.

off-gra-dla-widzow-bo-chcePrzez wiele lat uważałem off za scenę głównie eksperymentalną, zaś tzw. teatry miejskie dotowane z publicznej kasy za scenę teatru środka. Nie dokonywałem tego podziału na zasadzie wartościującej „lepsze/gorsze”, tylko po prostu inne.

Przyznaję się szczerze, że długo unikałem offu właśnie z tego powodu, że jak błędnie założyłem, po prostu nie bardzo wpisze się w moje gusta. Ja tylko i aż lubię żeby przedstawienie zmuszało do refleksji, lecz było zrozumiałe, a w wypadku inscenizacji klasyki by Wyspiański był Wyspiańskim a nie „wariacją na temat”, często bardzo luźną. Sądziłem, że o wiele większe prawdopodobieństwo trafienia na takie właśnie spektakle mam w teatrach miejskich, których swoją drogą zwiedziłem wiele, w różnych miastach.

Lata mijały a moje zdumienie rosło. Obok świetnych przedstawień w teatrach miejskich jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się spektakle nazwijmy je „dziwne”. Być może jestem głupi i nie rozumiem współczesnej sztuki. Być może większość widowni jest głupia i jej nie rozumie, skoro pojawiały się głosy że widzów trzeba edukować po to by pojęli przekaz co po niektórych spektakli.

Istnieje jednak alternatywne wyjaśnienie.

Z widzami wszystko jest OK, a część prezentowanych przedstawień jest niezrozumiała bo zwyczajnie w świecie jest marnej jakości. Ale jak rozumiem to tłumaczenie jest ignoranckie, by nie powiedzieć bluźniercze skoro niektóre „dziwne” przedstawienia otrzymały jakieś ‚pincet’ nagród.

No cóż, widać, że współcześnie widz musi poszukać informacji o danej produkcji przed pójściem do teatru, zwłaszcza na klasykę, gdyż można trafić na inscenizację nie mającą nic wspólnego z tekstem literackim, który teoretycznie przedstawia.

I jak mniemam po spadającej w skali ogólnopolskiej frekwencji w teatrach część widzów do teatru się zraziła. A szkoda ponieważ w teatrach miejskich jest sporo wartościowych inscenizacji, z reguły są jednak mniej medialne (czytaj: w ogóle niemedialne) i nagród, jeśli w ogóle jakieś dostają, to pięć, a nie ‚pincet’.

Spektakle, także inscenizacje klasyki, wystawia również zaniedbywany przeze mnie przez lata Off. Postanowiłem zobaczyć co tam w tej niszy słychać. I jakież było moje zdziwienie gdy po obejrzeniu zupełnie w ciemno nie takiej znowu małej liczby przedstawień czterech offowych teatrów musiałem przyznać, że te sztuki były skonstruowane w o wiele bardziej przemyślany i czytelny dla odbiorcy sposób niż „nowoczesne” przedstawienia w teatrach miejskich. I to niezależnie czy weźmiemy na tapetę klasykę, np. przesiąkniętego Witkacym „Wariata i Zakonnicę” wystawionego przez krakowski Teatr Odwrócony czy pięknie opowiadający historię bez słów performatywny monodram „Więzy” katowickiego Teatru A-Part.

Zacząłem się zastanawiać dlaczego tak jest. I doszedłem do hipotezy, starej jak świat, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że teatrom offowym raczej się nie przelewa. Kiedy wspomniany Teatr Odwrócony spotkało nieszczęście w postaci całkowitego zalania sceny spowodowanego awarią hydrauliczną był to dla Teatru poważny problem, który na szczęście, także przy wsparciu finansowym widzów, udało się rozwiązać i Teatr ponownie stanął na nogi. Przypuszczam, że dla każdego teatru offowego konieczność nagłego wysupłania kilku tysięcy złotych połączona z przymusowym zawieszeniem działalności mogłaby okazać małą apokalipsą, podczas gdy dla dotowane miejskie nie miałyby większych problemów ze zmieszczeniem takiej kwoty w swoich budżetach.

I tutaj dochodzimy do serca.

Teatrów offowych zwyczajnie w świecie nie stać na robienie spektakli, którymi odepchną od siebie widzów. Dochody z biletów stanowią dla nich o o wiele większy procent wpływów niż dla teatrów miejskich. Teatr miejski może to czy owo przedstawienie zagrać do pustych krzeseł, jasne uderzy to w ich budżet, ale będzie do przełknięcia. Dla teatru offowego niekoniecznie. Jeśli nie będzie widzów, off przestaje istnieć. I to nie z żadnych górnolotnych powodów, że „gra się przecież dla widza”, tylko z bardzo prozaicznych. Bez widzów, a co za tym idzie ich pieniędzy, nie będzie środków na dalsze funkcjonowanie.

Off gra dla widzów bo chce, ale też gra dla widzów bo musi.

Marcin Mochal

#teatr