Ośmieszenie w teatrze

JOANNA OSTROWSKA w swojej znakomitej recenzji spektaklu „Elvis” pt „Strategia popołudniówki, zwraca uwagę na kilka bardzo bolesnych zjawisk w obecnym teatrze polskim. Jednym z takich zjawisk, które stały się kluczem, albo raczej wytrychem do wszystkiego w teatrze, jest ośmieszenie i obśmianie wszystkiego i wszystkich.

 

Ośmieszenie w teatrzeNajlepiej wychodzi to pewnemu obsypanymi nagrodami dyrektorowi teatru, którego niedawno chciały odwołać nowe władze państwa.

Ośmieszenie jest jego głównym, jeśli nie jedynym środkiem inscenizacyjnym i słusznie stwierdził kiedyś pewien znakomity reżyser teatralny starszej daty, kiedy ów dyrektor dostał nagrodę na jednym z festiwali polskich, że jego spektakle są znakomitymi…. KABAREATAMI.

Strategia popołudniówki (fragment)

Elvis, reż. Michał Siegoczyński, Teatr Nowy w Poznaniu
JOANNA OSTROWSKA
18-03-2016

„…Mam ostatnio wrażenie, że ośmieszenie i obśmianie stało się jednym z naczelnych chwytów inscenizacyjnych stosowanych przez reżyserów. Na scenie nie tyle pojawiały się postacie znanych ludzi, co ich karykatury stworzone na poziomie przysłowiowego już polskiego telewizyjnego kabaretu. Jeśli mamy Michaela Jacksona (Anna Mierzwa), to obowiązkowo trzyma się on ręką za przyrodzenie i pod koniec wyśpiewywanego wersu wycina wysokie, histeryczne „kogutki” i ten greps powtarzany jest do znudzenia (przynajmniej mojego). Kiedy Lennon (Grzegorz Gołąszewski) razem z Yoko Ono (Martyna Zaręba) przychodzą wręczyć Presleyowi broń, z której ma on zastrzelić prezydenta Nixona, dzielą wypowiadanie nazwy przedmiotu – ex-Beatles mówi: „pisss” a kobieta dopowiada „tolet”. To też jest powtarzane. Kiedy Lenon używa w zdaniu „ono”, Yoko natychmiast się zrywa, sądząc, że chodzi o nią. Tego rodzaju humor słowny dominuje w przedstawieniu, co w połączeniu z wulgarnym, quasi-potocznym językiem, chamskimi awanturami, jakie urządza Elvis-Mierzwa, daje wrażenie z jednej strony nieudolnego naśladowania rytmu frazy Masłowskiej, z drugiej, moim zdaniem, obnaża pewną bezsilność twórczą, ponieważ spektakl zatrzymuje się na poziomie wygłupu. Od dawna mam poczucie, że im więcej „kurew” czy innych „pierdoleń” autor wkłada w usta postaci, tym bardziej pragnie ukryć, iż nie wie, co one miałyby mieć do powiedzenia. Nieważne co, byle widzowie rechotali, a kilka bluzgów zwykle działa.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że u podłoża takiego konstruowania opowieści, jak wElvisie leżała przede wszystkim zwykła ludzka zawiść wobec artystów, którym się udało, odnieśli sukces i weszli do historii kultury. I tego im wybaczyć nie można, więc trzeba ich poniżyć i obśmiać….”

Innym zjawiskiem jest kompletny brak przygotowania reżyserów od strony warsztatowej:

„…Ostatnio coraz częściej okazuje się, że tymi, którzy ratują spektakl przed całkowitą klapą, są aktorzy. Tak właśnie stało się też i w Elvisie. Wydaje się, że mamy coraz większą rzeszę bardzo świadomych swojej pracy, dobrze technicznie przygotowanych aktorów, którzy posiadają bardzo szerokie umiejętności zawodowe i którzy oddawani są w ręce reżyserów nie do końca potrafiących docenić i wykorzystać materiał ludzki, jaki mają do dyspozycji, a także mających czasem kłopoty z określeniem tego, co chcą poprzez swój spektakl powiedzieć. Dlatego po doświadczeniu z Teatru Nowego przyłączam się do hasła Kaźmierczaka: Teraz aktorzy! Wygląda na to, że ich pomysły na teatr są lepsze niż niejednego reżysera…”

cały tekst:
http://teatralny.pl/recenzje/strategia-popoludniowki,1479.html


#teatr