Patrzył zachłannie na okrągłe kształty

Patrzył zachłannie na okrągłe kształty – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

Zanim się dotknęli, Paweł patrzył zachłannie na okrągłe kształty Jesiennej.

Patrzył zachłannie na okrągłe kształty

Patrzył zachłannie na okrągłe kształty

Zdawało mu się, że słyszy zgrzyt kół pociągu, ale po chwili dźwięk wyklarował się na tyle, że Paweł odnalazł w nim stukot obcasów pantofli Jesiennej. Słychać go było coraz bliżej i głośniej.

„Jest, przyszła, chociaż nic nie obiecywała zabierając dzisiaj te tulipany. A jednak wróciła.”

Paweł czuje, że Jesienna jest bardzo blisko, tuż, tuż. Zapach jej perfum rozdzielił się na nutę głowy i nutę serca. Drzewo sandałowe, magnolia, dzika poziomka i jakiś bliżej nie zidentyfikowany związek chemiczny, który tak działa na jego zmysły.

Podchodzi do kanapy na wyciągnięcie ręki. Widzi ją zamkniętymi oczami.

W półmroku pokoju Jesienna szybko dostrzega, że Paweł śpi. Zsuwa z nóg pantofle, ostrożnie, żeby go nie obudzić zdejmuje z ramion zielony płaszcz i przykrywa nim Pawła. Powiew rozdartego tkaniną powietrza przynosi mu ciepło jej ciała. Pochyla twarz przy jego twarzy i wyciąga rękę, żeby go dotknąć. Jej dłoń powoli sunie po szpakowatych włosach, palcami zarysowuje linię jego czarnych, zrośniętych brwi, leciutko okrąża zamknięte oczy i wędruje wzdłuż prostej linii nosa. Paweł czuje zapach magnolii, pulsujący z jej wąskiego nadgarstka. Dłoń jest już na ustach, palec po palcu, jakby grała na pianinie, poznaje strukturę ust, które tak dawno nikogo nie całowały. Zielone oczy zrobiły się ciemno szmaragdowe, zupełnie jak morze ogarniające rozbitka z dala od brzegu i wciągające go w przepastną topiel. Rozchylił wargi, żeby złapać więcej powietrza i delikatnie wciągnął opuszki błądzących palców Jesiennej. Jej druga ręka zaczęła powtarzać ruchy pierwszej. Odsunął przykrywający go płaszcz i objął Jesienną. Czuł przez ubranie jak przez każdy milimetr jej ciała szybko płynie krew. Gładził lśniące w mroku brązowe włosy, końcem języka obrysował labirynt uszu, delikatnie przeciągając ustami kółeczka kolczyków, całował nadgarstki rąk, potem wrócił do szyi, na której srebrzył się łańcuszek z przewieszonym turkusem, wyglądającym jak duża, matowa łza. Rozpiął dwa guziki czarnego sweterka, rozsuwając go na ramiona. Miała na sobie czarną bieliznę, przetykaną intensywnie różową satynową tasiemką, zawiązaną na kokardę, która eksponowała piersi jakby podając je do pocałunku. Szybko pomógł jej pozbyć się swetra i spódnicy. Teraz patrzył zachłannie na okrągłe kształty, aż stanęła z tyłu za jego głową i powoli zaczęła całować jego włosy, czoło i nos, zatrzymując się na dłużej na wypukłości ust. Wyciągnął ręce chcąc na zawsze przytrzymać jej ciało w kuszącym zawieszeniu. Jej oddech ześliznął się teraz na szyję Pawła. Łzawy turkus, końce różowej tasiemki i pojedyncze, złotawe kosmyki włosów przesuwały się kolejno po jego twarzy i wydawało mu się, że są równie gorące jak jej ciało. Koniec języka niósł ze sobą apogeum pieszczoty. Najpierw okrążyła jego mocno bijące serce, żeby potem powoli i z rozmysłem wrócić do środkowej osi naprężonego ciała. Mimo wciąż zamkniętych oczu widział każdy jej najdrobniejszy ruch, wszystkimi receptorami odbierał najczulszy dotyk palców i języka. Turkus przesunął się już na jego klatkę piersiową. Centymetr po centymetrze wychylała swoje ciało nad nim, jakby chciała zrobić z niego figurę odwrotnie przystającą do jego ciała. Sięgnął rękami nad głowę i sunąc wzdłuż jej sylwetki powoli smakował linię piersi, rzeźbił wcięcie w talii jak niewidomy artysta, który może polegać jedynie na dotyku, aż zatrzymał się na biodrach, wpełzając dłońmi pod koronkową bieliznę. Turkus ułożył się już w zagłębieniu pępka. Przez chwilę nie czuł na ciele jej oddechu. Lecz kiedy rozsunęła zębami suwak od spodni, dał się ponieść wilgoci koniuszka jej języka i gorąca fala powietrza otoczyła nagle najintymniejszą  część jego ziemskiego bytu. Czarna koronka z różową kokardą ześliznęła się z jej ud i opadła na stopy. Wydawało mu się, że mimo zmroku zobaczył nad sobą jej rytmicznie falujące biodra, wprawiane w coraz szybszy ruch jego pocałunkami i wędrówką dłoni. Kiedy tak zachłannie starał się wydobyć z muszli jej ciała głęboko schowaną perłę namiętności, ona już syciła go smakiem swojej dojrzałej intymności, aż poczuł, że jego też zaczyna unosić ta sama ciepła fala. Miał wrażenie, że wchodzi nocą do gorącego morza i choć jeszcze czuje przyciąganie ziemskie zanurza się do wody coraz głębiej i głębiej, brak mu tchu, grunt usuwa się spod nóg, morze jest coraz bardziej spienione, fale coraz szybciej uderzają o jego biodra, zaraz cały pogrąży się w otchłani…już tonie…

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy