PO CO PÓŁDEBIL STUDIUJE REŻYSERIĘ?

idiotDo szkoły filmowej dostałem się stanowczo za wcześnie, bo już po pierwszym roku studiów na filmoznawstwie w wieku 20 lat.

Jak wcześniej już pisałem, postanowiłem studiować reżyserię ze wszystkich złych powodów, jakie można sobie wyobrazić i szczerze mówiąc nie wiem, jakim cudem dostałem się wtedy już za pierwszym razem, ale może szanowna komisja z Wojciechem Jerzy Hasem, Jerzym Bossakiem i Kazimierzem Karabaszem dostrzegła we mnie coś, czego ja w ówczesnym sobie z perspektywy lat nie dostrzegam.

Byłem najmłodszy na roku i w zasadzie nie miałem żadnego praktycznego doświadczenia z filmem, bo wtedy nawet kamera VHS była poza zasięgiem moich marzeń, w odróżnieniu od teraz, kiedy można nawet kręcić całkiem interesujące filmy własną komórką (jest nawet chyba festiwal poświęcony właśnie tej szlachetnej dziedzinie)

W każdym razie, ja miałem lat 20, a najstarszy student na moim roku miał 40 (!) i wszyscy jak jeden mąż byli wyszczekanymi, opancerzonymi artystami, którzy wciskali mnie w buty swoimi na moje oko niedościgniętymi pomysłami, błyskotliwością, inteligencją, oczytaniem, erudycją i doświadczeniem. (Z perspektywy czasu, z 10 osób na moim roku, jestem jednym z niewielu, który obecnie utrzymuje się z wyuczonego zawodu, ale wtedy wszystko wyglądało z mojego punktu widzenia zupełnie inaczej.)

Był to także czas, kiedy Łódzka Filmówka święciła ogromne tryumfy na ogólnoświatowych festiwalach i nadal była jedną z najbardziej elitarnych szkół na świecie.

W moim półdebilnym mniemaniu, wyniesionym prosto z liceum wydawało mi się, że wystarczy pilnie studiować, dostawać wysokie oceny, skończyć szkołę, a potem ustawi się kolejka producentów, którzy będą chcieli mnie zatrudnić jako reżysera (naprawdę tak myślałem!).

O jakże się wtedy myliłem! (Większość „prymusów” ze szkoły filmowej, nigdy nie doświadczyła zaszczytu pracy w zawodzie, a kluczem do sukcesu, wcale nie jest klasyczna metoda bycia dobrym studentem, a cechy takie, jak wytrwałość, upór, systematyczność, wyobraźnia, no i może mała domieszka talentu i ogromny łut szczęścia)

Wtedy jednak tego wszystkiego nie wiedziałem. Nie wiedziałem, że zawód reżysera, jest oprócz perfekcyjnego opanowania warsztatu (co zajmuje góra rok), raczej stanem ducha i postrzeganiem świata.

Dlatego wpadłem w ogromne kompleksy i zaczynałem każdą próbę napisania scenariusza, nawet na 3 minutową etiudę od dupy strony, czyli zastanawiałem się, jak być najbardziej oryginalny, jak wymyślić najbardziej zaskakującą historię , jak być najbardziej naj – słowem jak wygrać jakiś festiwal.

To oczywiście spowodowało ogromne „zatwardzenie intelektualne” i z trudem wyduszałem z siebie jakieś wypociny.

W wielkim skrócie w ogóle nie wiedziałem po co studiuje i męczyłem się strasznie przez dwa lata, co w efekcie spowodowało jedną z najrozsądniejszych decyzji w moim życiu, czyli że wezmę na rok „dziekankę” i się zastanowię po co i w ogóle czy studiować dalej.

Niestety równocześnie z przyczyn, które już w którymś wcześniejszym wpisie podałem, podjąłem jedną z najgorszych decyzji mojego życia, czyli, że poświęcę dziekankę na odrobienie obowiązkowej służby wojskowej w mojej ówczesnej ojczyźnie – Królestwie Szwecji…

CDN


#GrzegorzKempinsky #Reżyseria #ŁódzkaSzkołaFilmowa #PWSTViT