Po co robić teatr dla nikogo?

Po co robić teatr dla nikogo? – W czyim interesie jest obsadzanie dyrektorów teatru, którzy nie potrafią robić teatru dla absolutnie nikogo?

W Polsce szerzy się plaga dyrektorów, których w ogóle nie interesuje widz, a jedynie przyspawanie swoich czterech liter do dyrektorskiego fotela, co w efekcie skutkuje tym, że spektakle często są nagradzane na festiwalach i wszelakich innych imprezach wzajemnej adoracji, ale w siedzibie są zdejmowane po kilku – co najwyżej kilkunastu przedstawieniach. Spróbujemy zatem odpowiedzieć na pytanie po co robić teatr dla nikogo.

 

Po co robić teatr dla nikogo

 

Po co robić teatr dla nikogo?

Zadzwonił do mnie ostatnio kolega z jednego z polskich teatrów i płakał mi w telefon, że jego teatr, który przez wiele lat funkcjonował znakomicie, po przejęciu go przez nową dyrekcję schodzi na psy.

Nie mógł zrozumieć w czyim interesie jest to, że nowa dyrekcja robi spektakle, które w ogóle nie interesują lokalnego widza, że aktorzy się napocą i napracują, że zostanie wydane mnóstwo pieniędzy na realizatorów, kostiumy i scenografię, a potem taki spektakl schodzi z afisza po kilku, lub co najwyżej kilkunastu razach, bo pies z kulawą nogą nie chce tego oglądać.

Jak to jest, że w minionych latach robiło się cztery premiery rocznie i grało się je po kilkadziesiąt, a nawet w niektórych przypadkach ponad sto razy, a teraz premier co roku robi się bezliku i nikt nie chce tego oglądać. Teatr zwyczajnie stracił swoją widownię i jest już nikomu potrzebny.

Otóż myli się mój kolega sromotnie, bo teatr jest baaaaaardzo potrzebny, ale tylko jego dyrekcji. Dlatego robi się przedstawienia modne, mainstreamowe, realizowane przez modnych realizatorów, opisywane przez przekupionych recenzentów jako wiekopomne i uczestniczące w zamkniętym obiegu festiwalowym, gdzie ręka rękę myje.

Taka strategia bardzo dobrze wygląda na papierze i przynosi dyrekcji “chlubę” bo jest się czym pochwalić w urzędzie, a poza tym daje znakomitą amunicję na wypadek, jeśli ktoś chciałby taką dyrekcję odwołać, bo przecież można wtedy te wątpliwej wagi “sukcesy” wyciągnąć z szuflady i zacząć krzyczeć o tym, że zabija się teatr artystyczny, że władza knebluje usta prawdziwym artystom, że to próba cenzurowania prawdziwej sztuki i że w ogóle to hańba i poruta. Znamy ten model z Wrocławia, Krakowa, Bydgoszczy, Poznania i kilku innych miejsc.

Dlatego w niewątpliwym interesie samej dyrekcji jest tego typu działanie, bo daje duże szanse na pozostanie na lukratywnym stanowisku przez długie lata, a to, że najbardziej cierpi na tym lokalny widz, który najzwyczajniej w świecie nie ma na co do teatru pójść, nie ma dla tych luminarzy polskiego teatru absolutnie żadnego znaczenia.

Po to właśnie coraz częściej w naszym biednym kraju robi się spektakle dla nikogo.

Amen

 

PS.
Jak zwykle powyższy artykuł nie ma żadnego potwierdzenia w rzeczywistości i jest jedynie wytworem mojej chorej wyobraźni, a zbieżność z prawdziwymi miejscami i osobami jest całkowicie przypadkowa

 

dyrektor teatru

(ang. theatre director, fr. directeur, niem. Theaterdirektor)

Osoba pełniąca w teatrze o statusie instytucji kultury funkcję kierowniczą i zarządczą; w teatrze nieinstytucjonalnym mianem dyrektora teatru zwyczajowo nazywa się kierownika artystycznego.

W 1993 powstało Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów, którego jednym z celów statutowych jest „postulowanie kierunków zmian prawa określającego funkcjonowanie teatrów oraz opiniowanie uregulowań prawnych dotyczących teatrów”. Przedstawiciele SDT są członkami komisji w konkursach na dyrektorów teatrów. (sic!)

http://encyklopediateatru.pl/hasla/70/dyrektor-teatru


#teatr