Po co zmieniać dyrektora

Po co zmieniać dyrektora – Kiedy nowa dyrekcja gra w zasadzie wyłącznie spektakle poprzedniej dyrekcji to po co było w ogóle zmieniać dyrekcję?

Jeżeli wszystkie spektakle nowej dyrekcji są porażkami, które schodzą momentalnie z afisza i gra się głównie przedstawienia poprzedniej dyrekcji to po co zmieniać dyrektora?

 

Po co zmieniać dyrektora

 

Po co zmieniać dyrektora?

Odbyłem niedawno rozmowę z pewną aktorką z teatru, w którym nie tak dawno zmieniła się dyrekcja.

Narzekała ona, że nowa dyrekcja opiera się głównie na głoszeniu propagandy nieistniejącego sukcesu, albowiem w zasadzie jej wszystkie nowe premiery były całkiem chybione i mimo tego, że zostały ogłoszone wielkimi sukcesami, po zaledwie kilku przedstawieniach zeszły z afisza w obliczu braku widzów, którzy by chcieli tych arcydzieł oglądać.

Zastanawialiśmy się, czy w takiej sytuacji zmiana dyrekcji miała w ogóle jakikolwiek sens, no bo przecież oprócz szumu medialnego, który tworzy ten całkiem wirtualny sukces, nowa dyrekcja nie wniosła w zasadzie nic nowego.

Niestety jest to regułą rodem ze spółdzielni teatralnej, która dzięki zaprzyjaźnionym pismakom ogłasza sukces za sukcesem, a w rzeczywistości nikt na te majstersztyki nie chce chodzić i gra się głównie farsy i bajki.

Tak było latami całymi we Wrocławiu, Bydgoszczy, Poznaniu i jeszcze kilku innych Spółdzielnianych Zagłębiach i tak jest najwyraźniej teraz w owym teatrze.

Czy rzeczywiście w polskim teatrze musi być tak, że grupa wyrachowanych karierowiczów tworzy całkowicie wirtualne sukcesy, a w gruncie rzeczy prowadzi teatry w sposób, który jest odrzucany przez większą część widowni i zamiast dawać lokalnym społecznościom repertuar, który byłby dla nich interesujący, woli co chwila ogłaszać swoje nieistniejące sukcesy, wszystko w imię skoku na kasę i stanowiska?

Czy nie lepiej byłoby zamiast owych wyrachowanych teatralnych luminarzy skupionych wyłącznie na przylutowaniu własnych tyłków do dyrektorskich foteli, mianować dyrektorów, których naprawdę interesowałyby teatry, w których pracują i widownia, do której adresują swój repertuar?

Czy bez totalnej reformy teatru jest to w ogóle możliwe?

Obawiam się, że nie. Dlatego należy przynajmniej głośno i wyraźnie głosić oczywistą prawdę, że król jest nagi, być może to w końcu przyniesie jakieś efekty. Czego sobie samemu, mojej zaprzyjaźnionej aktorce i przede wszystkim polskiej publiczności teatralnej życzę.

Amen


#teatrpolski