Po odchodzącej dyrektor płakać nie będę

Po odchodzącej dyrektor płakać nie będę – jedno wydaje się pewne: po odchodzącej dyr Dorocie Ignatjew płakać będą tylko jej faworyci w „Osterwie”

Bardzo się cieszę, że moje artykuły o sytuacji w Teatrze Osterwy w Lublinie spowodowały, że zaczęli o tym pisać uczciwie prawdziwi dziennikarze, a nie tylko zawodowi i nadworni klakierzy “spółdzielni teatralnej”, a pan Konrad Rękas znakomicie opisuje sytuacje w teatrze i tak zwane “dokonania” pani dyrektor, które spowodowały, że nikt komu dobra sztuka i publiczność teatru jest bliska sercu, płakać po odchodzącej pani dyrektor nie będzie!

Tekst czytelny na komórce:
https://www.facebook.com/grzegorz.kempinsky/posts/10219592488457234

Po odchodzącej dyrektor płakać nie będę

Po odchodzącej dyrektor płakać nie będę

Partyjna awantura w (nie)kulturalnej sprawie

Zaczęło się od alarmu: „PiS przejmuje kolejną lubelską instytucję!”. Zwłaszcza lokalni działacze Platformy Obywatelskiej pospieszyli z wyrażaniem oburzenia konkursem przeprowadzanym w celu wyłonienia dyrektora Teatru im. Osterwy. Sprawdziliśmy. Niezależnie od tego, co można myśleć o polityce kulturalnej Zarządu Województwa (a raczej o jej braku) – jedno wydaje się pewne: po odchodzącej dyr Dorocie Ignatjew płakać będą tylko jej faworyci w „Osterwie” Reszta pracowników raczej trzyma kciuki za powodzenie konkursu.

PiS wcale nie pali się rządzić kulturą

Wbrew politycznym i plotkarskim pogłoskom – PiS, ani nawet marszałkowie nie podjęli żadnej szczególnej inicjatywy, aby akurat lubelski teatr dramatyczny przejąć pod swoje skrzydła. Przeciwnie, cała praktyka tej formacji w samorządzie Lubelszczyzny dowodzi raczej, że marszałkowie najchętniej wszystkie podległe sobie instytucje kultury oddali hurtem, ciupasem, za dopłatą i z dobrodziejstwem inwentarza każdemu chętnemu. Świadczy o tym nie tylko wciśnięcie ministerstwu kultury Muzeum Lubelskiego na Zamku (byle tylko nie musieć samemu ani zwalniać, ani utrzymywać na stanowisku kierującej tą instytucją żony prezydenta Lublina, Krzysztofa Żuka z PO),, ale też szczere pragnienie obarczenia resortu przyjemnością kierowania również Centrum Spotkania Kultur (na którego działalność nie ma i prawdę mówiąc nigdy nie było ani pomysłu, ani pieniędzy), Teatru Muzycznego i Filharmonii Lubelskiej. Jak dotąd Zjednoczonej Prawicy przydał się bodaj tylko Skansen – a i nim obecna szefowa, Bogna Bender-Motyka kieruje z pewnością nie gorzej od swoich (też przecież politycznych, tyle, że z PSL) poprzedników. W tym zresztą główny problem, że wszystkie główne partie nasyłały na instytucje kulturalne dyrektorów układowych – czy to wprost z odpowiednią legitymacją czy w takie koneksje wżenionych/wmężonych. Z „Osterwą” jednak wyraźnie chodzi o coś innego.

Kadencja pełna nieporozumień

Dyr Ignatjew przychodząc do Lublina obiecywała odświeżenie repertuaru, nową filozofię pracy z widzami, wyjście zespołu na forum ogólnopolskie. Nie udało jej się dotrzymać niczego, natomiast gdy jej kadencja dobiegła końca wszyscy – zarówno aktorzy, jak administracja i pracownicy techniczni nie szczędzą gorzkich słów zdolnościom kierowniczym, a nawet samej osobowości odchodzącej szefowej. „Promowanie donosicielstwa, używanie budżetu Teatru jako narzędzia budowania własnego dworu, obniżenie poziomu artystycznego” – to najlżejsze z zarzutów, jakie usłyszeliśmy w „Osterwie”. – W wyniku nietrafionych decyzji pani dyrektor straciliśmy jakieś 40 proc. widowni – mówią sfrustrowani artyści. – Ludzie zaczepiają nas na ulicach i mówią, że bardzo im przykro, ale nie widzą sensu, by chodzić na takie spektakle… I wypada się z nimi zgodzić – „Kowboje” byli absurdalnym, nieczytelnym eksperymentem, w dodatku źle pomyślanym i zagranym, wariacja na temat „Pana Tadeusza” – nieporozumieniem, a pomysł inscenizowania… reportaży, byle zapewnić sobie dobra prasę i korzystne recenzje grupce klakierów – oby popadł szybko w zapomnienie.

Wymuszą na Stawiarskim?

Co ciekawe, mimo tych poważnych zastrzeżeń – nikt dyr Ignatjew nie odwołuje. Po prostu, jej kadencja dobiegła końca – i właśnie odstąpienie od procedury konkursowej byłoby ze stroną Zarządu Województwa decyzją wyjątkową, mogącą znaleźć uzasadnienie tylko wobec jakichś szczególnych, niekwestionowanych zasług dotychczasowego kierownika placówki lub konieczności utrzymania ciągłości jej działań. Przeciwnie, po przerwie spowodowanej pandemią powrót „Osterwy” w nowym sezonie aż prosi się o realną zmianę.

Jak już wiemy – komisja konkursowa oceniając szóstkę kandydatów (w tym dyr Ignatjew) nie wskazała zwycięzcy, decyzję podjąć więc musi Zarząd. Nagła kampania odchodzącej szefowej i polityków PO sprawia wrażenie właśnie próby wywarcia nacisku na marszałka Jarosława Stawiarskiego, by swoim zwyczajem machnął ręką „a niech zostanie…”. Dla lubelskiej sceny dramatycznej byłoby to zaniechanie… dramatyczne w skutkach, bo skutkujące dalszym rozkładem tak zasłużonego i obdarzonego dużym potencjałem (zwłaszcza ludzkim) Teatru. – Albo będzie nami rządzić ta sama spółdzielnia, co zawsze, układzik rączki w rączkę, nie dbający o poziom, tylko kto się komu umie podlizać, albo wreszcie będziemy mieli szansę budowy „Osterwy”, jakiego chcą i na jaki zasługują nasi widzowie – mówią pracownicy. I tak być może, chyba, że Zarząd znowu ustąpi…

Kłócą się kto jest bardziej niekompetentny?

Spór między PO-PiS akurat w zakresie kultury jest więc tym bardziej żałosny, że żadna z tych partii nie ma ani wizji, ani kadr, ani przede wszystkim woli, by prowadzić działalność artystyczną czy wystawienniczą na zadowalającym choćby poziomie. Na teatry, muzea, biblioteki – nasyła się więc nagminnie odrzuty kadrowe, ludzi, którym liderzy boją się dać do rąk coś poważniejszego, bo przecież w szpitalach to by ludzie poumierali, a dziury w drogach to wszyscy widzą! (co bynajmniej nie oznacza, że akurat w ochronie zdrowia czy drogownictwie nominanci partyjni są z jakichś lepszych półek…).

Oczywiście, niektórzy bywają wyuczalni, kiedy jednak narzekamy na krótką ławkę kadrową PiS-u – miejmy też świadomość, że Platforma też nie znajdowała swoich dyrektorów muzeów i teatrów ze sklepiku z niezależnymi menedżerami. A nawet przeciwnie – to z nadania PO namaszczeni zostali:

– na dyrektora Muzeum Lubelskiego na Zamku Katarzyna MIECZKOWSKA. Kwalifikacje? Żona prezydenta Lublina ŻUKA (ona akurat się wyuczyła, przynajmniej PR-u, ale przecież nie dlatego trzyma się na stanowisku…);

– na dyrektora Centrum Spotkania Kultur w Lublinie Piotr FRANASZEK. Kwalifikacje? Działacz PO, jeden z byłych chłopaków posłanki Joanny MUCHY. Nb. PiS dokonywało zmian kadrowych w tej instytucji wg tego samego klucza – w ramach wewnątrzpartyjnej wojny frakcji nie mogąc się zdecydować, czy CSK ma rządzić żona szefa regionalnego partii, Krzysztofa MICHAŁKIEWICZABeata – czy też żona właściciela agencji reklamowej robiącej PiS-owi kampanie wyborcze. Ostatecznie wygrała ta druga, Katarzyna SIENKIEWICZ;

– na dyrektora Teatru Muzycznego Krzysztof KUTARSKI. Kwalifikacje? Handlarz butelek, ale jego tatuś, znany lekarz załatwiał leczenie marszałkowi GRABCZUKOWI z PO (który jak kiedyś obiecał, że nigdy niczego nie załatwi żadnej kobiecie, zanim… nie pozna jej bliżej, tak dotrzymał słowa, ale w końcu przeciążony organizm nie wytrzymał).

Niech więc może Platforma przestanie udawać partię takich… kulturalnych fachowców! I PO, i PiS wystarczająco dobitnie udowodniły i jak same reprezentują niską kulturę, i jak pogardzają gustami artystycznymi normalnej publiczności i odbiorców kultury. Tymczasem dopóki nie zniknie z niej (oczywiście nie tylko na Lubelszczyźnie) cały ten partyjny szlam – dopóty będzie jak w tym ponurym sowieckim dowcipie: „Nikakoj kultury u nas niet i nie nada!”.

Bo partyjni ze sztuki – to najbardziej lubią cyrk.

Konrad Rękas

https://www.salon24.pl/u/myslec/1065053,partyjna-awantura-w-nie-kulturalnej-sprawie?fbclid=IwAR2VD2sgLBSCcXD9oqWiHXvdeXK-on6biVbpCYVZsfdvU60RU3Mf0BNBZJU


#TeatrOsterwy