Podróżujemy w samotności poprzez noc

Podróżujemy w samotności poprzez noc – o tym jak brutalnie kruche jest nasze życie i jaki jest tak naprawdę jego prawdziwy sens.

Po śmierci naszego biednego Diamencika, któremy było dane tylko pożyć 6 miesięcy na tym świecie, przypomniałem sobie fragment sztuki “Człowiek, który odmówił jeżdżenia windą” Bengta Ahlforsa o małych kotkach i jak bezsensowne jest nasze życie i że treść nadaje mu chyba tylko, że istniejemy tak długo, jak ktoś o nas pamięta – Podróżujemy w samotności poprzez noc…

A my pamiętamy o naszym malutkim Diamenciku…..

Podróżujemy w samotności poprzez noc

Podróżujemy w samotności poprzez noc

Moja ciotka mieszkała w Åggelby i czasami bywaliśmy u niej latem, moja mama i ja, bo my nie mieliśmy własnego letniska. Pewnego dnia wrócił do domu Janne, mąż mojej ciotki. Był marynarzem i nie było go w domu przez całą zimę, a teraz wrócił, taki duży, silny i opalony. Śmiech też miał potężny. Kiedy śmiał się, wszystko trzęsło się wokół, a na ramieniu miał wytatuowanego orła. Bardzo go podziwiałem i marzyłem o tym, żeby był moim ojcem. On też mnie lubił. Podnosił mnie i sadzał na swoich ramionach, a potem galopował ze mną w kółko, “wio koniku”!

         A potem powiedział kiedyś:

         – Chodź to ci coś pokażę!

I zabrał mnie do szopy za domem, a tam kotka się okociła. Cztery małe kociaki, dwa czarne, jeden szary i jeden łaciaty. Nie mogły mieć więcej, niż kilka dni, bo były jeszcze ślepe, nie potrafiły porządnie chodzić i piszczały tak milutko.

         Janne wziął jednego z tych kotków swoją ogromną opaloną dłonią i bez uprzedzenia rzucił nim o duży kamień. Kotkiem tylko plasnęło i przestał się ruszać, leżał bez życia, a Janne chwycił następnego.

         Stałem tuż obok i nie mogłem ruszyć się. Nie odważyłem się zamknąć oczu i nie odważyłem się płakać. Nie odważyłem się zrobić nic, stałem tam tylko, jak słup soli, aż to się skończyło. A potem Janne zaśmiał się tym swoim potężnym śmiechem. Ja też próbowałem zaśmiać się, ale nie szło mi to zbyt dobrze.

         Jednak to, co w tym wszystkim jest najdziwniejsze to to, że nadal, tyle lat później, nie ma chyba miesiąca w którym bym nie myślał o tych czterech małych kotkach. Pamiętam je. Ech, czy nie dziwne jest, jak dziwnie potrafi wyglądać życie: Przyjść na świat w jakiejś szopie, poczołgać się w kółko parę dni i będąc jeszcze ślepym, zanim zdąży się obejrzeć ten świat, zostać rzuconym w powietrze, gruchnąć o jakiś kamień, i przestać oddychać. Jaki jest sens takiego życia? A potem, ponad siedemdziesiąt lat później, nadal żyć w czyjejś świadomości, jako obraz w cudzej pamięci.

         Bo przecież tylko ja pamiętam o tych czterech małych kotkach, nikt inny. A kiedy ja umrę, nikt w całym wszechświecie, nie będzie wiedział, że w ogóle istniały. Podróżujemy w samotności poprzez noc, nie wiedząc nawet dlaczego…

Bengt Ahlfors
Człowiek, który odmówił jeżdżenia windą


#życie