Podsumowanie podsumowań

Koniec roku i początek nowego, czas, żebym ja także zrobił jakieś podsumowanie, więc postanowiłem zrobić podsumowanie podsumowań.

 

 

podsumowanie podsumowańW teatrze ukazuje się co roku kilka, albo nawet kilkanaście podsumowań roku – wymieniani są najlepsi aktorzy, najlepsze aktorki, najlepsze spektakle, najlepsi reżyserzy itd., itp., etc.

A mnie to jedynie śmieszy.

Nie tylko dlatego, że nie mam potrzeby odwoływać się do pseudoautorytetów i znakomicie wystarcza mi mój własny gust, aby wiedzieć, co dobre, a co złe, ale także ponieważ każdy trzeźwo myślący człowiek przecież musi sobie zdawać sprawę z tego, że nawet najwytrwalsze i najpracowitsze asy recenzenckiego fachu nie zdołają obejrzeć wszystkiego, co zostało w Polsce teatralnej wystawione w trakcie roku, a nawet jeśliby zechcieli, to po prostu nie chce im się.

Podsumowują i mądrzą się zatem na temat jakiegoś małego wycinka rzeczywistości, najczęściej w dodatku wycinka, który jest mocno zabarwiony korupcją i koterią, albowiem jeżdżą oni zazwyczaj tylko na spektakle znajomych reżyserów i do teatrów znajomych dyrektorów – no chyba, że jest się papieżem polskiego teatru i dodatkowo zasiada się w jury na kilku, albo kilkunastu festiwalach, ale to także złudne, bo te festiwale to zamknięty krąg tej samej koterii i tej samej korupcji.

Miałem w życiu wielki zaszczyt poznać wspaniałego przyjaciela teatru, jakim był doktor Zbigniew Gruca, który żartobliwie mówił sam o sobie, że zna się lepiej na teatrze, niż na medycynie. Oglądał on co roku prawie wszystkie nowe premiery w całej Polsce (sic !) – ja wcale nie przesadzam – on uwielbiał teatr i widział kilkanaście tysięcy przedstawień w swoim życiu. Nie było weekendu, żeby Zbyszek nie był w teatrze. Ba! tak naprawdę to rzadko kiedy zdarzał się dzień, w którym Zbyszek nie byłby na jakimś przedstawieniu. Znał go cały teatralny świat.

Często oglądaliśmy te same przedstawienia i zazwyczaj się zgadzaliśmy, co do ich jakości, a trzeba wiedzieć, że doktor Gruca nie przebierał w słowach i ostro wypowiadał się na temat chłamu zwanego „nowym teatrem” i całego tego szamba, którym obdarza nas „spółdzielnia teatralna” tak często wymieniana, jako pierwsza, kiedy sięgnie się po jakieś podsumowanie.

Ale, ponieważ był człowiekiem prawym, nigdy, przenigdy, nie przyszłoby mu do głowy, żeby robić jakieś zestawienia, listy i rankingi. Był jak najdalszy od wszelakich podsumowań, albowiem doskonale wiedział, to, co owi podsumowujący panowie i panie powinni wiedzieć, że jest tylko zwykłym widzem, ani mądrzejszym, ani głupszym od innych i nic nie daje mu prawa, aby próbować stawiać się w pozycji guru, Pytii delfickiej, albo jakiegoś innego autorytetu wydalającego następne podsumowanie.

Wydaje mi się, że ci państwo, którzy koniecznie muszą na koniec roku wystękać z siebie jakieś podsumowanie, cierpią na chorobę, która powinna być rasowym recenzentom daleka i zamiast opisywać i analizować teatralną rzeczywistość, głównie chcą tę rzeczywistość na siłę kształtować, a to już chyba nie tylko brak pokory, ale także grzech pychy, nieprawdaż?

Amen.

 

Zbigniew Gruca
Zmarł Zbigniew Gruca

7 lipca 2014 roku zmarł Zbigniew Gruca.

Lekarz, wybitny, niezwykle oddany swoim pacjentom chirurg. Miał 70 lat. Kochał teatr. To określenie pasuje do niego bardziej, niż do innych wyznawców Melpomeny.
Od najmłodszych lat aktywnie uczestniczył w życiu teatralnym Poznania, Krakowa, Katowic, Warszawy, a później całego kraju. Jego charakterystyczna sylwetka znana była wszystkim, którzy bywali w teatrze. Szczególną estymą darzył aktorów. Zawód ten był dla niego wyjątkowy, ponad wszystkimi zawodami teatralnymi. Wśród aktorskiego środowiska miał dziesiątki przyjaciół i setki znajomych, z którymi utrzymywał serdeczne kontakty.

Jego teatralne życie, które zaczęło się na początku lat 50., zapoczątkowało jego uczestnictwo w rekordowej liczbie spektakli. Z każdego z nich przywoził program, budując w ten sposób swoje prywatne archiwum teatralne. Zebrał ich niemal 10.000. Tyle przedstawień zdołał zobaczyć jeden człowiek w ciągu swojego życia.

Nigdy nie zabiegał o specjalne względy w teatrach. Mimo to nigdy nie zdarzyło się, by nie było miejsca dla Zbigniewa Grucy, kiedy pojawił się na widowni. Prawie zawsze po spektaklu zaglądał do aktorskich garderób, dziękując i wyrażając swoją aprobatę lub dezaprobatę wobec tego, co zobaczył na scenie.

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wyjeżdżał na „teatralne wyprawy” po Europie i oglądał dziesiątki spektakli we Włoszech, Czechach, Słowacji, a także w Wiedniu, Paryżu i Berlinie.

Gruca był także znawcą literatury, zwłaszcza dramatycznej. Posiadał kilkunastotysięczny zbiór dramatów, książek o ludziach teatru, albumów i beletrystyki. Tej wartościowej biblioteki mogła pozazdrościć mu niejedna specjalistyczna książnica.

Był wyspecjalizowanym kolekcjonerem sztuki. Na ścianach jego mieszkania wisiały interesujące grafiki i obrazy. Zbierał także rzeźbę ludową.

W teatralnym środowisku znane było jego zaangażowanie w zdrowie każdego człowieka teatru. Oprócz swojej ogromnej wiedzy lekarskiej i wybitnego talentu chirurgicznego dysponował również wielkimi pokładami empatii. Niemal każdy, kto go znał, prędzej czy później zadawał mu pytania na temat swojego zdrowia, a on z niezmienną energią i troską odpowiadał, doradzał, zalecał, diagnozował, leczył lub wysyłał do specjalistów.

Zbigniew Gruca do końca żył teatrem i dla teatru. Pod koniec życia właściwie wszystko podporządkował swojej pasji. Chłonął teatr ze wszystkich sił i wszystkimi zmysłami. Walczył z chorobą w jedynie jemu charakterystyczny sposób, nieustannie planując wyjazdy na kolejne przedstawienia. Kiedy choroba szczególnie dotkliwie odciskała na nim swoje piętno, liczył czas od spektaklu do spektaklu. Nie ma w tym żadnej przesady: teatr wyznaczał jego życiowy cykl. Ostatnim przedstawieniem, które oglądał, była „Ifigenia” w reżyserii Pawła Wodzińskiego w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej.

Wraz ze śmiercią Zbyszka polski teatr stracił jednego z największych swoich orędowników, przesiąkniętego myśleniem o teatrze, o jego istocie, jego roli w kulturze i o relacjach pomiędzy ludźmi teatru. W swym teatralnym zaangażowaniu wymyka się wszelkim klasyfikacjom.

Ryszard Klimczak
Dziennik Teatralny
8 lipca 2014

 

 

Pytia

Pytiadziewicza kapłanka w świątyni Apolla w Delfach. Pełniła rolę Wyroczni, piła wodę z źródła Kassotis i wpadała w trans. Kapłani układali ze słów wyroczni odpowiedź.

Według mitologii greckiej Zeus spłodził Achajosa z jedną z kapłanek.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pytia


#teatr