POLECAM ZNAKOMITEGO LEVINA

45-image-26100715195111-237871710

fot. Dorota Czarnecka

WCZORAJ MIAŁEM PRZYJEMNOŚĆ KONTESTOWAĆ ZNAKOMITE PRZEDSTAWIENIE HANOCHA LEVINA „SZYC” W TEATRZE BARAKAH.

W bardzo kameralnej przestrzeni, bardzo, bardzo blisko aktora, na odległość oddechu, podziwiałem wyśmienite aktorstwo czwórki aktorów, ale przede wszystkim Kajtka Wolniewicza i Lidii Bogaczównej.
Nie będę tu próbował napisać recenzji, bo to nie mój zawód, ani moja ambicja, więc podzielę się tylko wrażeniami i zachęcę gorąco do wybrania się na ten spektakl.

Podoba mi się to odczytanie Levina, w odróżnieniu od większości Levinów, które widziałem (nie powiem, których, bo posądzicie mnie o zawiść i małostkowość, ale na ucho zdradzę Wam, że dotyczy to także tych nagrodzonych, okrzyczanych i „renomowanych”)

Nawiasem mówiąc najbardziej, jak do tej pory spodobał mi się inny Levin, także z udziałem Kajtkamianowicie,  „Jakobi i Leidental” w Scenie Pod Ratuszem Teatru Ludowego ze znakomitymi kreacjami Kajtka Wolniewicza, Marty Bizoń i Adrzeja Franczykato przedstawienie, moim zdaniem najlepiej uchwyciło jakże trudny język sceniczny Levina, pełen poezji, wdzięku, ale także smutku i przewrotnego dowcipu. Ale o „Jakobim” postaram się napisać innym razem bardziej wyczerpująco.

„Szyc” natomiast powalił mnie kilkoma scenami – i pomysłami reżyserskimi i wykonaniem. Nie mogę jednak nie powiedzieć, że był to chwilami spektakl dla mnie niewygodny w odbiorze i nie mam tu bynajmniej na myśli komfortu siedzeń, lecz niesłychaną bliskość do aktora, czułem się czasami zbyt blisko.

Zazwyczaj siadam w bezpiecznym dystansie od sceny, gdzieś koło 8 rzędu, bo mam wrażenie, że gdzieś w tych okolicach, obejmuję wszystko co się dzieje na scenie i doceniam w pełni zarówno grę, jak i obrazy. (Po za tym nigdy nie wiadomo, co reżyserowi strzeli do głowy i siedząc blisko zawsze ryzykuje się, że zostanie oblanym, oplutym, albo w bardziej ekstremalnych przypadkach obrzuconym fekaliami.)

Na scenach kameralnych, także staram się siadać jak najdalej od sceny, gdyż nie jestem zwolennikiem „współuczestniczenia” w przedstawieniu, a poza tym, jak wiadomo w teatrze nie siada się kolegom na widoku, bo to ich peszy i dekoncentruje.

Wracając do„Szyca” już sama formuła „zaczepiania” widza nie należy do moich ulubionych (gdybym chciał współuczestniczyć w przedstawieniu, zostałbym aktorem), a bycie zmuszonym do siedzenia prawie na kolanie aktora na scenie, jest co prawda frapującym, ale także mocno krępującym dla mnie doświadczeniem.

Po za tym jestem też zboczony zawodowo i kiedy aktorka wykonująca jakąś figurę taneczną bardziej uważa na to żeby nie wsadzić widzowi palca w oko, niż będąc skoncentrowaną na przebiegiem wewnętrznym swoich emocji, także wytrąca mnie to z równowagi i pozbawia magii teatru.

Nie mogę jednak równocześnie nie przyznać, że takie wręcz voyeurystyczne podglądanie aktora z bardzo, bardzo bliska, nie jest przeżyciem niezwykłym i ciekawym.

Reasumując ta bliskość, która była dla mnie czasami niekomfortowa, jest dla mnie  równocześnie największym atutem tego niezwykłego przedstawienia, które ze spokojnym sumieniem Wam polecam!

http://www.teatrbarakah.com/spektakle/szyc.html

„SZYC” to głośny już spektakl muzyczny krakowskiego Teatru BARAKAH. Reżyserka, Ana Nowicka, z sukcesem wprowadziła na polską scenę tekst pisarza izraelskiego pochodzenia – Hanocha Levina, autora „Kruma” (wyreżyserowanego w 2004 roku przez Krzysztofa Warlikowskiego) czy „Sprzedawcy gumek” (granego właśnie na scenie Teatru IMKA).

Sztuka „SZYC” jest współczesną groteską przeplataną songami w brechtowskim stylu. Odważnym, bezceremonialnym językiem opowiada o żydowskiej rodzinie pozbawionej duchowości, skupionej na pożeraniu dóbr materialnych: ojciec i zięć są niczym skarbonki bez dna, przyjmują każdą ilość pieniędzy, ale żadna nie jest w stanie ich zaspokoić. Córka pożera nieprzebrane ilości jedzenia, chłonie świat ustami. Najsubtelniejsza w tym towarzystwie matka żywi się nadzieją awansu społecznego. Hanoch Levin bawi się stereotypami: dla żydowskiej rodziny Szyca człowiek to towar, za którym stoi banknot o określonym nominale. Stąd też główny wątek skupia się na „handlu mięsem”, czyli wydaniu córki Szyców za mąż. Pojawienie się narzeczonego to początek walki między młodymi i starym, w której kartą przetargową nie są ideały, a majątek i władza. W XXI wieku, uzależnionym od konsumpcjonizmu, sztuka zyskuje nowy wymiar. Za sprawą spojrzenia reżyserki Any Nowickiej, muzyki autorstwa Renaty Przemyk, choreografii Iwony Olszowskiej oraz ekspresywnego aktorstwa zespołu Teatru BARAKAH – okazuje się niepokojąco uniwersalna. Śmieszy i bawi, ale zasiewa też w widzu ziarno podejrzliwości wobec samego siebie i motywów, którymi kieruje się życiu. Jak napisał Łukasz Drewniak w „Dzienniku Gazecie Prawnej”: „Szyc” Hanocha Levina, czyli tragikomedia z przyśpiewkami i wojną siedmiodniową w tle, jest jak szmonces, który zmienia się w bluzg. To obsceniczna modlitwa, która obraza i rani wszystkich dookoła.”

Szyc

(„Shitz”)

autor: Hanoch Levin

tłumaczenie: Michał Sobelman

 

muzyka: Renata Przemyk

reżyseria: Ana Nowicka

choreografia: Iwona Olszowska

realizacja, produkcja muzyczna: Piotr LALA Lewicki

scenografia: Lesław Kostka 

występują:
Kajetan Wolniewicz/Paweł Sanakiewicz – PEPHES SZYC 
Lidia Bogaczówna – CESIA, ŻONA SZYCA
Monika Kufel – SZEPRAHCI, CÓRKA SZYCÓW
Karol Śmiałek – CZERHES PELTZ

Gościnnie w nagraniach udział wzięli:
Magdalena Brudzińska – Altówka 
Kuba Mietła – Akordeon
Przemek Sokół – Trąbka, Tuba Tenorowa, piano
Romek Ślazyk – Kontrabass

Prapremiera polska w Teatrze BARAKAH – 18 CZERWCA 2010
czas trwania: około 1 godz. 30 minut

Spektakl powstał w koprodukcji z Tarnowskim Teatrem im. Ludwika Solskiego w Tarnowie.

___________________________________________________________________________________________
#Szyc #HannochLevin #TeatrBarakah #KajtekWolniewicz #LidiaBogaczówna #JakobiiLeidental #MartaBizoń #RenataPrzemyk