Powinnaś mieć więcej oleju w głowie

Powinnaś mieć więcej oleju w głowie –  to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym we współczesnej Polsce.

 

Powinnaś mieć więcej oleju w głowie

 

Powinnaś mieć więcej oleju w głowie

Jesienna nie paliła od urodzenia Mrówki. Udało jej się bezboleśnie wyjść z nałogu, ale za to chyba popadła w inny – kochała obżerać się słodyczami. Jak spadało jej ciśnienie, to zaraz musiała rąbnąć batonika z nadzieniem orzechowym, a jak było jej smutno, to sięgała po pastylki miętowe w czekoladzie. Każde spotkanie z Poważną obowiązkowo kończyło się w kawiarence przy filiżance gorącej czekolady i gofrze  z dżemem i bitą śmietaną. W domu zawsze było coś energetycznego „na cukrze”: rodzynki w czekoladzie, baryłki z likworem, ptasie mleczko albo chociaż sezamki. Jeśli jakimś cudem zapomniała uzupełnić zapasy tego asortymentu, był jeszcze niezawodny cukier w kostkach i krople miętowe. Kilka łezek lekarstwa i biała kostka zmieniała się w mocno orzeźwiającego miętusa.

Znała ten sposób, bo dzieciństwo upłynęło jej w socjalizmie po polsku.

To były czasy, kiedy wszystko było na kartki, nawet cukier, a ona mieszkała w zagłębiu buraka cukrowego i jako dziecko za cholerę nie mogła zrozumieć dlaczego z takiej ilości buraków, które wożono codziennie do pobliskich cukrowni nie można wyprodukować tyle cukru, żeby starczyło bez reglamentacji dla całej Polski.

Spojrzała odruchowo na swój talerz: czerwono-zielona breja zalatywała ziołami i tłustymi oliwkami i wyglądała na całkowicie niejadalną. Mimo to, wzięła do ust parę łyżek  tego świństwa. Smakowało jak oliwa z małej  oliwiarki do „Singera” – starej maszyny do szycia, której używała jej świętej pamięci Babcia.

Pamiętała doskonale ten smak stąd, że jako kilkulatka usiłowała uszyć suknię ślubną dla swojej ukochanej laleczki. W tym celu pocięła kawał pierwszej stylonowej firanki, którą Babcia zdobyła w SDH-u, stojąc po nią dwa dni w kolejce. Kiedy wreszcie przyniosła do domu zdobycz – zwój ślicznej siatkowej tkaniny w małe różyczki, pięcioletnia wówczas Jesienna wykorzystała fakt, że utrudzona Babcia wcześniej zasnęła i wycięła z firanki dwa kawały materiału: na długi welon i suknię z trenem dla lalki. Cichutko rozłożyła prawie stuletniego „Singera” z kołem zamachowym i zaczęła szyć.

Wtedy obudziła się Babcia i na widok swojej wnuczki w roli projektantki mody i poharatanej firanki w roli sukni ślubnej zerwała się od razu na równe nogi.

-Boże mój, co ty robisz? Pozszywasz sobie palce! A moja śliczna firanka? Powinnaś mieć więcej oleju w głowie, przecież masz już pięć lat!

Jesiennej zrobiło się strasznie głupio i przykro. Najgorzej z tego powodu, że Babcia nie doceniła siły jej intelektu, zdolności krawieckich i najnowszych trendów w modzie lat sześćdziesiątych XX wieku.

Szybko czmychnęła do drugiego pokoju, po drodze zwijając oliwiarkę do maszyny. Kiedy Babcia oglądała straty i zastanawiała się głośno czy w tym roku jeszcze rzucą jakiś stylon do sklepu, Jesienna, żeby błyskawicznie zmądrzeć duszkiem wypiła całą zawartość oliwiarki. Niestety, przysporzyła tym biednej Babci kolejnych kłopotów. Staruszka musiała posprzątać pokój, w którym ukryła się jej wnuczka tak niedoceniona przez nią od strony artystycznej. Kiedy obie ochłonęły, Babcia zaparzyła gorącej mięty, a potem z resztek materiału o pierwszej w nocy uszyła krótszą firankę z falbankami, a laleczka Jesiennej dostała suknię ślubną z welonem.

Następnego dnia sąsiadki zazdrościły Babci pięknie udekorowanego okna, a koleżanki Jesiennej ślicznej lalki – panny młodej…….

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy #zyciecoedziennewpolsce