Prawda, czy fałsz?

Prawda, czy fałsz? to świetny artykuł Dominiki Węcławek pt. Jak odróżnić prawdziwe informacje od krążących w internecie oszustw i zwykłych bzdur?

 

Prawda czy fałszPrawda zawsze była i jest towarem deficytowym. Nasze czasy wcale pod tym względem się nie różnią od poprzednich.

Jednak w obliczu eksplozji społeczeństwa informacyjnego, gdzie każda informacja jest w zasięgu kliknięcia myszką, zasięg kłamstw, manipulacji, propagandy i oszustw jest o wiele większy i rozprzestrzeniają się one o wiele szybciej niż wcześniej.

To oczywista oczywistość.

Prawda jest także taka, że dzięki internetowi trudno jest obecnie cokolwiek ukryć, a weryfikacja faktów też jest o wiele szybsza i skuteczniejsza.

Nie przestaje mnie jednak zadziwiać, jak człowiek z przeciętnie funkcjonującym mózgiem, może kliknąć jakikolwiek post, który twierdzi, że dostanie coś za darmo, albo typu „nie uwierzysz co się stanie, kiedy klikniesz ten link”.

Dlatego, że niestety ludzie z tym przeciętnie funkcjonującym mózgiem myślą, że to prawda i klikają takie bzdury Facebook, który jeszcze niedawno był całkiem fajnym portalem stał się bardzo szybko ściekiem, w którym dominują właśnie takie pseudoinformacje i czysty spam.

Niestety problem internetu jest taki, jak całego naszego życia; że do niego nie trafia tylko prawda, ale także fałsz. Z resztą głównym problemem internetu zawsze było to, że jest był i będzie globalnym śmietnikiem do którego trafia wszystko, dlatego tak ważne jest krytyczne myślenie i zdrowy sceptycyzm, żeby prawda pozostała prawdą, a fałsz fałszem.

Amen

 

 

Jak odróżnić prawdziwe informacje od krążących w internecie oszustw i zwykłych bzdur?

26.09.2015 09:12
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że szlachetna sztuka powątpiewania odchodzi do lamusa, a społeczeństwo bezrefleksyjnie łyknie każdą ściemę – o terrorystach, imigrantach, zatrutych szczepionkach i płodach w jedzeniu!

„Czy podczas spaceru rzucasz się na znalezione w trawie gówno w pozłotku, a potem biegniesz do innych znajomych, aby i oni mogli zakosztować tych fekaliów? Nie? To dlaczego robisz tak z niesprawdzonymi informacjami znalezionymi w internecie?” – nie przebierając w słowach zapytał retorycznie znajomy. Prawda jest smutna, uwielbiamy dawać się nabierać. Im bardziej chcemy pokazać, jak strasznie mamy rację, tym łatwiej nam przychodzi dzielenie się niesprawdzonymi informacjami. Ucapimy się byle drzazgi, nie patrząc nawet, czy odpadła z brzytwy, której chcieliśmy się chwycić tonąc w kolejnym dyskusyjnym sztormie.

Oduczyliśmy się wątpić

Wątpienie ma czarny PR, no wiecie, wątpią jakieś cieniasy. Twardziele wiedzą wszystko od razu. „Wątpię, więc jestem” staje się dziś mało istotnym nudziarstwem, które nie zasługuje nawet na zrobienie mema z ładnym zdjęciem w tle. Nie to, co cytaty z Coelho.

Woda jest gorąca, gdy nie jest zimna, choć czasem bywa inaczej. Blablabla.

Zresztą jak by napisać, że z tym wątpieniem, to kartezjańska myśl której źródeł można upatrywać już w pismach św. Augustyna, to przeciętny czytelnik dostałby nerwowej wysypki już przy „kart”, a zasnął zanim wybrzmi imię świętego. Nie wątpimy, a szkoda, bo może gdyby więcej osób nauczyło się krytycznego myślenia (nie mylić z krytykanctwem), byłoby…  no właśnie.

Czy byłoby lepiej?

Ostatnio przez media internetowe i serwisy społecznościowe przetoczyła się prawdziwa lawina zdjęć pokazujących terrorystów reprezentujących Państwo Islamskie wmieszanych w tłum uchodźców, zdjęcia wariatów machających flagami PI na ulicach europejskich miast (TERAZ! TO JUŻ SIĘ DZIEJE, ZOBACZCIE!), fotografie pokazujące skalę napływu ludności, na których widzimy statki dosłownie oblepione ludźmi. Wszystko na zdjęciach. Zdjęcia nie kłamią. Wreszcie starożytna internetowa maksyma mówi „Pics or didn’t happen” (zdjęcia, albo to się nie wydarzyło), skoro więc jest fotka, to znaczy, że to prawda. Kolejne osoby podchwytywały te obrazki, dokładały do nich czasem krótki tekst przywodzący na myśl ton tabloidowego nagłówka, czasem zwyczajnie przeklejały z krótkim komentarzem „groza!”. Dziennikarze społeczni pisali pełne wzburzenia felietony. Wszystko pięknie, ładnie, ale też wszystko ściema. Nie wątpię, że w takim chaosie po pierwsze znacznie łatwiej jest przemycić do Europy bojowników PI, nie wątpię, że atmosfera w prowizorycznych obozach naprędce skleconych dla uchodźców sprzyja kształtowaniu postaw radykalnych, co nie zmienia faktu, że bijące rekordy popularności materiały fotograficzne zostały zmanipulowane.

Zdjęcie z flagą ma trzy lata i odnosi się do zupełnie innej sytuacji. Fotografie rzekomych wojskowych, którzy jeszcze rok temu walczyli w barwach PI a teraz wypatrzono ich w korowodzie uciekinierów maszerujących do nas – to jeszcze ciekawszy przypadek – wreszcie hej – po lewej pan w mundurze z bronią i jakaś pustynia, po prawej ten sam pan w obozie dla uchodźców. Te dwa zdjęcia to prawdziwy dar niebios, żywy dowód na to, że TERRORYŚCI SĄ JUŻ WŚRÓD NAS! Problem polega na tym, że pan z bronią nie jest żadnym bojownikiem Państwa Islamskiego, tylko członkiem Wolnej Armii Syryjskiej, który walczył przeciw PI. „No ale mógłby być terrorystą, nie? Nie on, to ktoś inny, no, nie można uznać, że to zdjęcie to takie uogólnienie? (mamooo, prooooszęęęęęę)”. NIE.

Używanie zdjęć do manipulowania opinią publiczną to nie nowość, odkąd technika ta weszła do powszechnego użytku, zaczęto też używać jej w celach propagandowych – zapraszano fotoreporterów do obozów, organizowano w tym celu całą szopkę, wydawano ludności okupowanej większe racje żywnościowe, dotrzymywano warunków zawieszenia broni – och, tu się nic nie dzieje, jest cudownie, prawie sielanka, która kończyła się w momencie, w którym ostatni wysłannik prasy z aparatem oddalił się na odległość strzału z tankietki. W podobny sposób korzystano z magicznej mocy kreowania rzeczywistości oferowanej przez filmy. Oczywiście dokumentalne. Teoretycznie zdjęcie, czy film ukazujący jakąś sytuację jest twardym, niepodważalnym i obiektywnym dowodem. W praktyce wystarczy odpowiednio skadrować obraz, skupić się na wąskim wycinku, pominąć inne okoliczności i dodać komentarz, który zasugeruje odbiorcy jedyną słuszną interpretacje tego, co widzi, by otrzymać genialny materiał, który popiera lub obala jakąś wizję świata. Po co wątpić, skoro to wszystko zgadza się wręcz idealnie z naszymi przekonaniami?!

Nikt nie pyta

Pytania są głupie, jeszcze się człowiek zbłaźni. Nikt nie wątpi, wątpienie wymaga chwili namysłu, a tu świat pędzi, nie ma czasu na takie rzeczy. Na szczęście internet dostarcza też narzędzi ułatwiających analizowanie pewnych informacji – o wielu z nich napisał niedawno w swoim artykule Pete Brown, pracownik naukowy uniwersytetu w Oksfordzie (powołując się właśnie na wspomniane zdjęcie z flagą PI). Na końcu tekstu znaleźć można odnośnik do ciekawej strony, na której weryfikowane i publikowane są doniesienia od dziennikarzy obywatelskich z regionu Bliskiego Wschodu.

Manipulacja faktami i chęć udowodnienia własnej tezy za wszelką cenę to nie nowość. I nie jest zarezerwowana tylko dla nas – szaraczków z plebsu. Nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego, jak wielu naukowców dało się złapać na ten haczyk. Teoretycznie habilitanci, doktorzy, profesorowie nad- i zwyczajni mają lepszy dar wątpienia oraz doskonalsze narzędzia weryfikowania prawdy. Mają liczby, wykresy, wyniki badań, mają próby, w których powtarzają eksperymenty i mają tę uroczą, acz sprzedajną dziwkę – statystykę… Koniec końców zawsze znajdzie się jakiś biedny nieboraczek tak szalenie pochłonięty tym, by przekonać świat o słuszności swojej tezy, że zatai część wyników badań obalających jego teorię, kibicujący mu koledzy tak strasznie się ucieszą, gdy ten opublikuje niepełne dane, a potem uradowana gawiedź podchwyci temat, że nikt nawet nie zwróci uwagi na to, by coś tu weryfikować. HEJ, MAMY TO!

Włącz myślenie, to może się przydać; źródło: MorgueFile.com

Włącz myślenie, to może się przydać; źródło: MorgueFile.com

Jednym ze świeższych przykładów takiego skandalu z fałszowaniem danych, były odkrycia Jana Hendrika Schöna. Facet był świetnie zapowiadającym się naukowcem, specem od nanotechnologii, którego pasją były półprzewodniki. Wkrótce po tym, jak w 1997 roku (w wieku 27 lat) obronił doktorat na rodzimej uczelni w Konstancji, został zatrudniony w Laboratorium Bella, czyli wygrał bilet do drugiej Doliny Krzemowej w bardzo ciekawych dla informatyki czasach. Jego problem polegał na tym, że opublikował w piśmie Nature artykuł o swoim niesamowitym odkryciu – tranzystorze, który jest absolutnie malutki, jak molekuły. I jest organiczny.Super, ekstra! Zagramy na nosie wyznawcom krzemu!

Miniaturyzacja komputerów potrzebuje takich odkryć, wszyscy ich potrzebujemy! Problem polegał na tym, że nieszczęśnik Schön wszystkich oszukał, podrobił eksperyment, niczego nowego nie odkrył. Po tym, jak inni naukowcy zaczęli powątpiewać w wyniki badań naszego małego niemieckiego geniusza, on sam przyznał, że troszkę tam namieszał, wykorzystał niesprawdzone dane, dowody usunął, próbki same zniknęły. No, rozumiecie, przepadło! Jego kariera tez przepadła. W 2002 roku w wyniku śledztwa ujawniono kilkanaście uchybień, błędów i przekłamań, jakich dopuścił się nieszczęsny niemiecki naukowiec. Odebrano mu tytuł doktora, ale za to do dziś ma swoje wyjątkowe, choć mało zaszczytne miejsce w encyklopedii (patrz: „Schön scandal”)… Ian zapewne uważa, że gdyby nie ci cholerni krytycy, gdyby nie ci, co wątpili w jego wielkie odkrycia wszystko byłoby lepsze.

Jednak dla czystości sumienia, higieny umysłowej i może też dla satysfakcji, że zrobiło się coś ponad łyknięcie przypadkowego gówna znalezionego na trawniku w parku – czasem lepiej jest nauczyć się kwestionować pewne rzeczy. Nie tylko te, które nie pokrywają się z naszym światopoglądem. Może to zabrzmi paradoksalnie, ale taki zmysł osądu, sztuka krytycznego myślenia – jest szczególnie ważny właśnie teraz, kiedy teoretycznie mamy dostęp do wszystkich możliwych informacji i teoretycznie prawda leży w zasięgu ręki. Nie rozleniwiajmy się mentalnie. Może nieużywany mózg nie obrasta tłuszczem jak brzuch przeciętnego piwosza kanapowego, ale to nie znaczy, że skupiony wyłącznie na podtrzymywaniu podstawowych funkcji życiowych organ nie podupada. Tymczasem mózgi są fajne (i nie tylko zombie tak uważają).

 

prawda

Wielki słownik ortograficzny

prawda -wdzie, -wdę; -wd

Słownik języka polskiego

prawda I

1. «zgodna z rzeczywistością treść słów, interpretacja faktów, przedstawienie czegoś zgodne z realiami»
2. «to, co rzeczywiście jest, istnieje lub było»
3. «zasada dowiedziona naukowo lub wynikająca z doświadczenia, uważana powszechnie za niepodważalną»

prawda II

1. «wykrzyknik sygnalizujący, że mówiący zgadza się z tym, co ktoś powiedział»
2. «wykrzyknik na końcu zdania lub otwierający pytanie, sygnalizujący, że mówiący oczekuje od swojego rozmówcy aprobaty tego, co powiedział lub powie»
prawda III «partykuła używana jako wtrącenie, sygnalizująca, że mówiący zastanawia się nad dalszym ciągiem swojej wypowiedzi, np. Trzeba wreszcie znaleźć, prawda, rozwiązanie, prawda, tej kwestii.»
http://sjp.pwn.pl/slowniki/prawda.html

#Internet