Prezerwatyw zakup specjalny

Prezerwatyw zakup specjalny to niesamowicie dowcipna historia Piotra Łobody o brakach dostawczych w aptekach za komuny i specjalnych zapotrzebowaniach pewnej instytucji.


„zakup specjalny” – ze sztambucha „Moje Profesory”

CondomsSerdeczny mój Przyjaciel, a dziś lekko już zemeryciały Profesor naszej Alma Mater, był w czasach „wczesnego Gierka” młodziutkim asystentem.

Było to chłopię wysokie a chude do tego okrutnie, takie chłopię, o którym mówiło się, że „długi jak miesiąc a chudy jak wypłata”. Owo coś, było ponadto nadzwyczaj spokojne, grzeczne i dobrze ułożone, słowem dupowate poniekąd. Z tej racji wykorzystywany bywał w katedrze do zleceń różnych i prac wszelakich, do których inni nie garnęli się nadmiernie lub wcale. Nic więc dziwnego, że to „specyficzne zadanie” i jego załatwienie przypadło mu w udziale, tradycyjnie w czerwcu i przed wakacjami, zresztą jak co roku dodam.

„Panie Jureczku, pan będziesz łaskaw to załatwić, najlepiej do końca przyszłego tygodnia” – krótko i węzłowato rzecz całą szef katedry skwitował, z nieodmiennym i tajemniczo-złośliwym uśmieszkiem.
Pan Jureczek zrobił „bananka w dół”, lecz „pan każe, sługa musi”.
Żuł polecenie w sobie tak ze dwa dni i los swój przeklinał, a raczej narzekał na niego, bo przeklinać się nie nauczył jeszcze, a i potem też nie za bardzo.

Po dwóch dniach zrezygnowany poczłapał do najbliższej apteki, bodaj „Pod słońcem”. Mimo pięknej nazwy, aż tak słoneczną mu się jednak nie wydała. Pokręcił się koło niej celując w chwilę braku klientów. Wkroczył wtedy szybciutko do środka i buzieńkę umieścił w okrągłym wycięciu w szybie lady, a pełniącym rolę mównicy.
Telefon jednakowoż zadzwonił i prześlicznej urody panienka przytuliła się do słuchawki.

Nieszczęścia chodzą parami, jak wiadomo, więc w międzyczasie za naszym nieszczęśnikiem stanęło tak z 5, a może i 6 osób.
„Słucham Pana” – powiedziało wreszcie dziewczątko.
Pan Jureczek oblał się rumieńcem i wcisnąwszy buźkę w otwór mównicy cichutko wyszeptał: „Ja poproszę … proszę pani … ja poproszę … 200 prezerwatyw” – wydukał.
„Słucham ?” – dziewczę powtórzyło pytanie.
„No … 200 prezerwatyw … poproszę” – znów cichutko powtórzył.
„Chodzi panu o 200 prezerwatyw ?” – skatowała go powtórnym pytaniem i głosem aż nazbyt donośnym, a w każdym razie na tyle, by wszyscy dokładnie usłyszeli treść zamówienia.
„Tak 200 i rozmiaru … L69 koniecznie” wystękał, czując jak nogi mu się robią z waty a oddechu zaczyna brakować.
„Oj będzie kłopot, proszę pana, będzie kłopot. Tyle nie mam, bo ten towar tak „nie schodzi”, nawet w ciągu roku to 200 nie sprzedam. Mam może z 50, no góra z 60, a tych L69, to może z 5 … bo to wie Pan … zupełnie nie chodliwe … bo to bardzo duży rozmiar … więc raczej bardzo rzadko kto takie potrzebuje …bardzo rzadko” – cedziła dość głośno, stając jednocześnie na palcach i zerkając za ladę i w dół jakby.

Spośród 6 klientów, 5 było paniami i te z niedowierzaniem patrzyły na naszego bohatera, a może i podziwem.
„Pomogę panu i jeżeli nie potrzebuje pan dziś wszystkich, to … to w ciągu trzech dni skompletuję i przygotuję … ale dopiero za trzy dni. Mało też prawdopodobne, by gdzie indziej pan to dostał od razu i to w takiej ilości, i tego rozmiaru, a nawet jestem pewna, że pan nie dostanie” – pastwiła się nad nim choć ze współczuciem w oczach i wyraźna chęcią pomocy.
„Bardzo … bardzo pani dziękuję – mamrotał Jureczek prawie nieżywy – jeszcze rachunek gdyby pani przygotowała … bardzo proszę”.
„Tak oczywiście rachunek – a dla kogo – proszę podać, dla kogo”.
„Tak … proszę … Politechnika Śląska w Gliwicach … niżej pani napisze Wydział …. Katedra … i koniecznie dopisek „Wakacyjny obóz naukowy studentów””.
Tego było już za wiele – parsknięcie śmiechem to doprawdy delikatne określenie, to raczej jego eksplozja niczym już nie hamowana.
„Pan powtórzy jaki to wydział … pan powtórzy” – z kolejki wypaliła śmiało „postawna 35-tka” i najwyraźniej wiedziała po co pyta …
„… pan powtórzy …”
„… pan powtórzy …” – dudniło w uszach panu Jureczkowi jeszcze przez parę godzin
„… pan powtórzy …”

eh, jacy to wtedy byli studenci …

Dobranoc moi Drodzy Przyjaciele … dobranoc

PS. Godzi się niewtajemniczonym wyjaśnić, że „owe gumki”, w tej ilości i rozmiarze służyły do przechowywania próbek gruntu z nawiertnicy – dla zachowania jego struktury i wilgotności.
Czy wszystkie jednakowoż ? – tego nie wiem … możliwe, że …
Cóż studenci, to jednak studenci – jakby nie było …

Piotr Łoboda
https://www.facebook.com/piotr.w.loboda/posts/184668985332288


Wady i zalety prezerwatyw

W dzisiejszych czasach prezerwatywa, oprócz swych podstawowych funkcji, ma za zadanie urozmaicenie życia seksualnego. Producenci prześcigają się w pomysłach – powstały prezerwatywy smakowe (przeznaczone do fellatio), kolorowe, z różnego rodzaju wypustkami (mającymi zwiększyć doznania partnerki/partnera). Do wielu także dodaje się specjalne środki nawilżające, plemnikobójcze lub opóźniające wytrysk (dla mężczyzn z tendencją do przedwczesnego orgazmu).

Zaletami prezerwatyw jest także dostępność (niepotrzebna jest recepta) i możliwość natychmiastowego użycia bez skomplikowanych zabiegów.

Za wady metody można uznać skuteczność zależną od staranności używania, możliwość wystąpienia uczulenia na lateks, podrażnienia ścianek pochwy oraz obniżenie doznań seksualnych.

Używanie ich, podobnie jak innych środków zapobiegania zapłodnieniu, spotyka się z krytyką ze strony niektórych wyznań religijnych.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prezerwatywa


#prezerwatywa