Protestują bo to modne

Protestują bo to modne – Ambitni modni protestujący myślą, że jak się gdzieś zbiorą i wykrzyczą postulaty, będą mieli sprawę załatwioną w tydzień.


Protestują bo to modne

#JakiśNapis

Dobrze jest być ciekawym człowiekiem. Zwłaszcza teraz, w erze mediów społecznościowych, gdy można lansować swoją osobę w większym lub mniejszym gronie.
Modne jest bycie indywidualistą nie należącym do żadnej większej grupy. Osobą oryginalną, nie ulegającą żadnym nurtom czy dyktatom.
Okazuje się jednak, że jeszcze modniejsze jest należenie do pewnej grupy właśnie. Grupy, o ironio, indywidualistów, którzy coś popierają, wspierają, wspólnie walczą, dążą i PROTESTUJĄ.

Taaaaak. Protestowanie dzisiaj jest w cenie.
Kiedyś mawiano: „Nie masz Facebook’a, nie istniejesz.” Teraz można powiedzieć:
„Masz Facebook’a, i nie protestujesz, nie istniejesz.”
Przeciw czemu? Czemukolwiek właściwie.
Ważne, że zaliczasz się do grona ludzi, którzy jakkolwiek protestują, bo to znaczy, że jesteś ciekawy, leży ci na sercu wiele rzeczy, jesteś aktywny, zaangażowany, masz pasje i cele.
Spodobał Ci się nastrój starszego pokolenia, które z sentymentem wspomina: „Kiedyś to się walczyło”. Marzysz o tym, żeby za kilkadziesiąt lat też tak móc powiedzieć. Już teraz właściwie jesteś krok od tego, żeby porównać siebie i swoją grupę do np Solidarności Walczącej.
Mimo tego, że twoim zdaniem są ciężkie czasy, stać cię na smartfona, którym robisz dramatyczne zdjęcie z kartką, jeszcze jakiś ładny filtr i pozostaje już tylko czekać na lajki.

Moim zdaniem, przez takie zjawiska, widać jak dużo ludzi, posługuje się tak zwanym życzeniowym myśleniem. Przykład:
Ostatnio modne są protesty właśnie. Pewne grupy protestują, żeby na przykład odwołać dyrektora teatru, bo im się nie podoba. Ich zdaniem jest zły i zniszczy teatr.
Zbierają się, organizują kampanię, zawiadamiają media, pojawiają się w kilku miejscach i głośno, odważnie mówią czego chcą.
I co? Tu się zaczynają schody.

Od razu oczekują rezultatu. Nie zważając na szereg barier prawnych, proceduralnych, organizacyjnych oraz na sam fakt problematycznego rozważenia zasadności ich postulatów, chcą mieć swoją sprawę załatwioną od razu.
Owszem, dla nich zasadność jest banalnie prosta i oczywista, ale nie jest taka sama dla osób decyzyjnych, które muszą myśleć o kolejnych konsekwencjach, skonfrontować to z prawem, procedurami, szeregiem barier chociażby technicznych etc.
Nie zdają sobie też sprawy z tego, że czy robią dobrze czy źle, mimo protestów, odezw, petycji, listów, powstaje bałagan, w którym szereg organów, ludzi, grup musi się odnaleźć, żeby w ogóle móc podjąć jakąkolwiek strategię działania.
Ambitni modni protestujący myślą, że jak się gdzieś zbiorą i wykrzyczą postulaty, będą mieli sprawę załatwioną w tydzień. Gdy się tak nie dzieje, od razu jest to zamach na ich wolność słowa i szybko dochodzą do wniosku, że żyją w opresyjnym systemie.

„Jak to? Powiedzieliśmy głośno czego chcemy, w dodatku 6000tys. osób zrobiło sobie zdjęcie z kartką! Minął miesiąc I NIC? Skandal! To jakiś reżim! To zamach na wolność! Bo MY CHCEMY!”

To jest właśnie życzeniowe myślenie.

Fajnie jest pofantazjować. Poczuć się na chwilę jak zaszczuty bojownik, bohater, który wobec opresyjnego systemu nie ma nic prócz desperacko ciskanych w powietrze słów „prawdy” i towarzyszy broni.
Tyle, że wszyscy jesteście bezpiecznie schowani za ekranami smartfonów, tabletów i monitorów.
W swoich wirtualnych kółkach adoracji i wzajemnego poklepywania się po plecach możecie pisać co chcecie i kiedy chcecie bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji. Nikt was za to nie ściga.
Macie dostęp do mediów, do Internetu przez 24 godziny na dobę. Macie też dostęp do nauki, możecie się kształcić i osiągać sukcesy w dowolnej dziedzinie, oczywiście chwaląc się tym w Internecie. Możecie podróżować gdzie tylko chcecie, a często do tego jest potrzebny tylko i wyłącznie dowód osobisty. Jak się ostatnio okazuje możecie też lżyć, kłamać, zniesławiać, naginać informacje do tendencyjnego poziomu i nikt niczego wam nie może zakazać bo przecież walczycie o demokrację, o wolność, o kulturę.

Więc zastanówcie się, czy na prawdę chcecie, żeby było tak jak twierdzicie, że jest…

/-/ Marek Korzeniowski

Można udostępniać ten tekst, oznaczać go hasztagiem „#JakisNapis” i zrobić sobie słitfocię z kartką #JakiśNapis. Wolny wybór oczywiście. Nikt tu was nie będzie rozliczał w stylu: „Jak nie jesteś z nami to jesteś przeciwko nam!”

https://web.facebook.com/marekkorz/


#JakisNapis #KulturaNiepodlegla #TeatrPolskiWPodziemiu