Prowokacja ale nie reakcja

Prowokacja ale nie reakcja – Dlaczego terroryści teatralni zjadają własny ogon i nie mają w ogóle żadnej w teatrze przyszłości.

Prowokacja ale nie reakcja

Ktoś podesłał mi dzisiaj linka do filmiku Kuby Kanaan Kornackiego, w którym słusznie zauważa, że prowokacja w swojej istocie zakłada reakcję, a w teatrze większość naszych rodzimych i importowanych Wielkich Prowokatorów, po dokonaniu owej prowokacji udaje, że „wrzuciło co prawda zapałkę do stodoły z sianem, ale nie wiedziało, że zacznie się palić”, czyli przyjmuje postawę niewinnych, niesłusznie skrzywdzonych trzylatków.

To oczywiście prawda. Są tacy prowokatorzy na naszym teatralnym nieboskłonie.

Ale są też tacy (i tych jest zdecydowanie więcej), którzy dziwią się niezmiernie, że nastąpiła jakakolwiek reakcja na ich prowokację, a co gorsza obrażają się śmiertelnie na tę część widowni, która nie zareagowała tak, jak oni sobie wyobrażali (czyli pewnie ogłosiła ich ogromną genialność).

Strasznie dużo mamy w naszym polskim trzeciorzędnym teatrze przypadków, kiedy to następuje prowokacja, a po niej owi Wielcy Tfurcy nie dość, że się obrażają na tę część publiczności, to jeszcze znieważają ich, a często też ich przekonania i poczucie dobrego smaku.

Owi Wielce Oświeceni Prowokatorzy dają zazwyczaj wprost do zrozumienia, że ten, kto nie zgadza się z ich genialnością jest chamem, wapniakiem, moherem, uwstecznionym drobnomieszczaninem, nacjonalistą, faszystą, a pewnie i nazistą.

Nie znoszą oni w ogóle krytyki i zduszają jakikolwiek zalążek merytorycznej dyskusji na temat swoich Wiekopomnych Dzieł w zarodku takimi argumentami, jak powyżej właśnie.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie wymagam od owych Luminarzy Scen Polskich, żeby przyjęli krytykę i się z nią zgodzili, ale za to wymagam od nich, żeby oni tolerowali, że ktoś inny ma inne zdanie od nich. Żeby uszanowali to bez wartościowania, czyli wsadzania wszystkich inaczej myślących do wielkiej trupiarni teatru, albowiem takie stalinistyczne zachowanie, choć prowokacja odbywa się pod przykrywką chęci zapoczątkowania dialogu, ma odbywać się jedynie na ich zasadach i najlepiej, żeby interlokutorzy mówili to, co prowokatorzy chcą.

Czyli tak naprawdę nie mamy do czynienia z prowokowaniem widza, a raczej z terroryzowaniem go.

Jestem święcie przekonany, że to właśnie dlatego, porzucając próby merytorycznej dyskusji, w trakcie której widz jest gnojony, trzaska on głośno drzwiami i wychodzi z teatru, niestety zazwyczaj, żeby nigdy do niego nie wrócić.

To dlatego właśnie owi terroryści teatralni zjadają własny ogon i nie mają w ogóle żadnej w teatrze przyszłości.

Amen

prowokacja

1. «podstępne działanie mające na celu nakłonienie kogoś do określonego postępowania, zwykle szkodliwego dla niego i osób z nim związanych»
2. «podstępna działalność tajnych agentów udających członków jakiejś organizacji, działających na jej szkodę»

#prowokacja