Przyjaciel kto to taki?

Przyjaciel, kto to taki? – to znakomity felieton Piotra Łobody, który tym razem zastanawia się w dowcipny sposób kto jest, a kto nie jest przyjacielem.

 

 

Przyjaciel, kto to taki?

Fajnie się zrobiło, chłodniutko, a nawet deszczyk pokropił to i myśli do łba przychodzą poważniejsze jak gdyby i dywagacje.

… przyjaciel – a co to takiego

… a pora się zrobiła taka, że czas na myślenie a nawet przemyślenia jakie.
Bo to i ząbki (które pozostały jeszcze) umyte są, i nóżki też, i buzieńka nakremowana przeciwzmarszczkowo w odmianie nocnej, a nawet wysiusiany starannie, i w piżamce świeżutkiej już. Walnąć jeszcze jaki paciorek by pewnie trzeba i nyny.
Słowem – wesołe jest życie staruszka.

Leżąc zatem grzeczniutko w łóżeczku i podziwiając staranność obciętych paznokci u stóp swoich a wystających spod kołderki, myśli się zacnie a nawet sympatycznie i coraz lepiej, w miarę jak oddech staje się coraz bardziej równomierny a powieki coraz cięższe.
Ten stan uwielbiam – rodzą się wówczas najwspanialsze teorie a nawet filozoficzne, a ich cudowną zaletą jest to, że nigdy nie zostaną ogłoszone a nawet zapisane. Wybierając ten stan mam pełną świadomość, że egoistycznie pozbawiam ludzkość efektów mojego geniuszu, rezygnuję z pewnego Nobla, a może i pomniczka jakiego.
Coś, za coś, jednak … coś, za coś …

… „przyjaciel” – przyszło mi niespodziewanie do głowy i myśl mą zaprzątnęło, zmuszając jednocześnie do podrapania się w to miejsce, które myśleniu sprzyja czy wręcz wymusza z jednoczesnym sięgnięciem (drugą ręką, dodam) do pudełka z „dzwoneczkami korzennymi” nabytymi w TESCO w ilości 350 gram.
… przyjaciel ? – próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie „kto zacz”, choć, z drugiej strony wcale sobie takiego pytania nie zadawałem, bo i po co
… przyjaciel ?
… no, na pewno nie jest moim przyjacielem facet z tego BMW, który mnie dziś opierdolił gdym „prawilno” po pasach lazł na druga stronę ulicy, na pewno nie,
… na pewno nie ta jejmość, którą określiłem mianem „świni”, bo po psie trzeba sprzątać,
… nie jest też ten pan z gazowni, choć syn nie mówi do niego „tato”
… nie jest chyba też ten kumpel, co mnie na plecach z imprezy do domu przyniósł,
… ani ten, co z kolei wycieraczkę pod drzwiami pod głowę podsunął, dla wygody większej – co to, to nie,
… nie zaliczę też do przyjaciół ani tego co mi pompkę do roweru pożyczył, ani nawet tego co mi dał wentylek,

… dobrą metodę przyjąłem, „metodę eliminacji” – jak wyeliminuję kto nie jest, to pozostaną ci co są, dobra metoda myślę sobie, a powieki coraz cięższe mam, pracochłonna jednak, ale pewna, jak to łapanie lwów na pustyni poprzez przesiewanie piasku przez sito – co zostanie na sicie to lwy na pewno …
… no nie jest ten gość – kontynuuję odsiew – co mi gnój na działce rozrzucił, bo flaszkę obciągnął, moją flaszkę
… ani ten nad wodą co mi pięć glizd dał i kawałek kluski, bo i tak nic nie brało, więc nie jest
… a ten sąsiad co mi się kłania i pyta nieodmiennie „co tam słychać panie Piotrze” to też nie jest, ani ta pani, której ja się kłaniam z kolei i pytam, też nieodmiennie, „co u pani słychać”, to jednak też nie jest,
… nie jest też „ta inna pani”, bo nie chciała, a ta mogłaby być jak najbardziej, ale jej mąż to już absolutnie nie,
… żona też nie, bo przecie nie słyszałem, by jakikolwiek mąż własną żonę przyjacielem nazwał,
… no, teściowa mogłaby być, ale do dziś odczuwam brak jednej miotły, na której odleciała, bodaj w niebyt,
… ta nie
… ten nie
… tamta i tamten też nie …

… więc kto ?, więc kto jest tym twoim przyjacielem Piotrusiu – a powieki coraz cięższe
… więc kto ?
… więc kto ?

… a chuj wie …

Dobranoc

Piotr Łoboda
https://web.facebook.com/piotr.w.loboda/posts/290100988122420


#przyjaciel