Przykro jest patrzeć na teatralne podłości

Przykro jest patrzeć na teatralne podłości – do czego są zdolni odrywani od żłoba w teatrze, żeby zachować swoje wpływy i przywileje.

Jak zwykle, kiedy zmienia się dyrekcja w teatrze powoduje to, że dotychczasowi beneficjenci są gotowi do każdej nikczemności, żeby zachować swoją hegemonię. Przykro jest patrzeć na te teatralne podłości, które wtedy mają miejsce.

Przykro jest patrzeć na teatralne podłości

Przykro jest patrzeć na teatralne podłości

Wyobraźcie sobie, proszę, sytuację, że w pewnym mieście jest teatr. Organizatorem tegoż teatru jest Urząd Marszałkowski.
Kilka lat temu ogłasza się konkurs na dyrektora naczelnego tego teatru i wygrywa ten konkurs pewna osoba, która najprościej mówiąc jest po tej samej linii politycznej, co Zarząd Urzędu Marszałkowskiego.

Po cichu mówi się o ustawce, ale nikt nie ma odwagi mówić o tym głośno, bo przecież może stracić pracę.

Ten nowy dyrektor wprowadza ostro swoje nowatorskie rządy, “odświeżając” repertuar do tego stopnia, że dużą część stałej publiczności tego teatru, który nawiasem mówiąc jest jedynym instytucjonalnym teatrem w promieniu 150 kilometrów przestaje do tego teatru chodzić.

Nie trudno się domyślić, że chodzi o o tak ostatnio modną politykę repertuarową rodem ze “spółdzielni teatralnej” i “nowego teatru”, która spowodowała 30% odpływ widowni od teatru w przeciągu ostatnich 10 lat.

Żeby być bezpiecznym na swoim dyrektorskim stołku, w stylu swoich spółdzielnianych kolegów, dyrektor otacza się swoimi faworytami, którym często robi miejsce zmuszając ich np. do odejścia na emeryturę, jak to miało miejsce w słynnym na całą Polkę precedensie, gdzie Mister Dyrektor Łysy, zwolnił z jednego z warszawskich teatrów ikonę polskiego teatru i kina.

No i jak na razie wszystko huczy i gra. Interes się kręci i Dyrektor i Dwór jest zadowolony, bo jeździ sobie na spółdzielniane festiwale w obiegu zamkniętym, gdzie ja zapraszam ciebie, a ty zapraszasz mnie, i ja nagradzam ciebie, a ty mnie i chwali się owymi “osiognięciami”, które z natury mają legitymizować wielkość i nieomylność spółdzielnianych dyrektorów i reżyserów.

Ta mafia i te procedury są znane wszystkim w branży teatralnej, więc nie będę o tym dalej pisał.

Niestety w międzyczasie zmienia się władza polityczna w regionie i zwracają oni natychmiast uwagę na to, że w tym teatrze nie dzieje się najlepiej.

Wychodzą na jaw szykany wobec pracowników, incydenty mobbingowe, zwalnianie niewygodnych pracowników pod różnymi pretekstami etc, ale co najważniejsze ów wymieniony wyżej Najświetlejszy i Najlepszy Repertuar, spowodował 30% odpływ widowni i na nic dają się sztuczki modelowania frekwencji (do których powrócę w następnym artykule), nowy Zarząd Województwa i przede wszystkim publiczność ma dosyć!

Kiedy więc nadchodzi czas wygaśnięcia kontraktu z Nowym Najświetlejszym Dyrektorem, Organizator ma go serdecznie dosyć i postanawia nie skorzystać z możliwości przedłużenia mu kontraktu w trybie bezkonkursowym i ogłasza konkurs na dyrektora.

Już samo to jest wyraźnym sygnałem, że Organizator nie chce Najświetlejszego.

Ale ów Luminarz nie przyjmuje tego do wiadomości i postanawia w konkursie wystartować, ostro wspierany przez frakcję swoich faworytów, którzy, żeby zdobyć choć jeden głos w komisji konkursowej, robią tak zwane wrogie przejęcie jednego ze związków zawodowych w teatrze masowo się do niego zapisując.

Ta bardzo mała, lecz w teatrze bardzo silna frakcja (bo przecież wspierana przez dyrekcję) robi bardzo dużo hałasu, próbując podburzać opinię publiczną i środowisko na korzyść swojego mocodawcy. (To z resztą stara i sprawdzona UBecka metoda “spółdzielni teatralnej”, o której pisałem już nie raz.)

W międzyczasie wybucha pandemia i Frakcja Faworytów ma wielką nadzieję, że Urząd Marszałkowski odstąpi od konkursu z jej powodu, ale tak się niestety nie staje.

To jest już drugi bardzo wyraźny sygnał, że ma się dosyć Jaśnieoświeconego i jest się zdeterminowanym, żeby przeprowadzić konkurs za każdą cenę.

Odbywa się w końcu konkurs, który zostaje nierozstrzygnięty, co jest równoznaczne z tym, że Organizator mimo braku w zestawie kandydatów takiego, który by spełniał jego oczekiwania, daje Luminarzowi czerwoną kartkę, bo woli wszystko tylko nie to, żeby Najjaśniejszy prowadził teatr dalej.

Co się wydarza?

Oczywiście Frakcja Faworytów wyje i wrzeszczy na korytarzach teatralnych o tym, że konkurs był ustawiony. Nie pamiętając już o mniemanej ustawce w poprzednim konkursie, który wyłonił ich pryncypała.

Toczą pianę i publicznie na mediach społecznościowych odżegnują komisję konkursową imiennie od czci i wiary.

A kiedy nic z tego nie pomaga, Cwana Gapa Jaśnie Nam Panujący daje frakcji do dyspozycji radcę prawnego teatru, żeby napisał w “ich” imieniu kompromitujące ich pismo protestujące przeciwko rzekomym nieprawidłowościom w przebiegu konkursu, kompletnie nagle zapominając, że cały konkurs był pod ciągłą obserwacją prawnika Organizatora, a co ważniejsze, że przecież ich Frakcja miała swojego przedstawiciela w komisji, który mógł w każdym momencie zgłosić swoje wątpliwości, albo złożyć votum separatum.

W swoim pokrętnym rozumowaniu próbują oni udowodnić, że skoro kandydaci spełniali wymogi formalne, to równocześnie spełniali oczekiwania Organizatora, więc konkurs nie mógł zostać nierozstrzygnięty i ich pryncypał powinien konkurs wygrać.

Kompletnie nie zwracają oni uwagi na to, że takie rozumowanie doprowadza do absurdu, w którym wszyscy kandydaci spełniający wymogi formalne konkursu, musieliby ten konkurs wygrać.

Niezłe koszałki – opałki, co?

Przykro jest patrzeć, jaka panuje racjonalizacja moralności, kiedy traci się przywileje.

Przykro jest patrzeć, jak odrywani od żłoba “żłobowicze”, wyją w niebo głosy i dopuszczają się każdej nikczemności, żeby przy żłobie pozostać.

Przykro jest patrzeć, jak Wodzowie, wykorzystują swoich podwładnych, żeby ich rączkami załatwiać swoje partykularne interesy.

I przykro jest patrzeć, jak te nikczemności odbywają się to najczęściej pod płaszczykiem wystawianych Wodzom laurek i wzniosłych haseł o demokracji, wolności, praworządności, Wysokiej Sztuce, wybitności i artyzmie.

Cieszy jedynie to, że jest jednak w Polsce garstka urzędników, którzy nie uginają się tym szantażom i konsekwentnie dążą do odzyskania teatru polskiego przez prawdziwe wartości estetyczne i zawodowe i nie wyrażają zgody na dalszą pauperyzację teatru przez teatralną mafię.

Oby ich było jak najwięcej!

Amen!

nikczemność

podły, niecny czyn lub postępowanie; podłość

https://sjp.pl/nikczemno%C5%9B%C4%87

P.S.
Jak zwykle powyższy artykuł jest jedynie wytworem mojej chorej wyobraźni i nic podobnego o czym piszę nie miało i nie mogło przecież mieć miejsca w rzeczywistości, albowiem jest zbyt absurdalne, żeby się wydarzyło, a wszystkie podobieństwa do prawdziwych osób i zdarzeń są przypadkowe.


#teatr