Recenzja recenzji

Recenzja recenzji jest bardzo rzadko spotykanym zjawiskiem, a szkoda, bo często kiedy się czyta wypociny ludzi, którzy dumnie zwą się recenzentami, aż zęby bolą i to niezależnie od tego, czy recenzja jest dobra, czy zła.

 

recenzja kompendiumPrzeciętna polska recenzja przeważnie przypomina referacik licealisty.

Roi się od błędów merytorycznych, logicznych i gramatycznych, rzadko kiedy sili się na próbę analizy i najczęściej mamy poczucie, że ten tal zwany recenzent co najwyżej był na bankiecie popremierowym, a nie na samym spektaklu.

Szkoda to wszystko, bo często recenzja jest jedynym śladem, jaki pozostaje po przedstawieniu.

Ponieważ w myśl motta mojego bloga, postanowiłem mówić na nim prawdę i bezlitośnie obnażać patologię w branży teatralnej, nasiliły się ostatnio ataki na moją osobę.

Szczerze mówiąc, nie wiele sobie z nich robię, ponieważ mam pełną świadomość, że kiedy uderzysz w stół, jakieś nożyczki zawsze się odezwą.

Ostatnio Pan Łukasz Drewniak poczuł się dotknięty moim opisem korupcyjnych praktyk w świecie teatralnym i napisał o mnie długi artykuł, pod pretekstem recenzji „Top Dogs”

Pomijam fakt, że zupełnie niesłusznie dał się on wywołać do tablicy, bo akurat wcale nie o nim pisałem, ale skoro poczuł się dotknięty i zaczął swoją psudorecenzją uzasadniać swoje wyroki, które ferował  jako juror festiwalu, w którym spektakl Top Dogs brał udział, to może jednak coś było na rzeczy.

Pomijam fakt, że ta „recenzja” nie należy do najbardziej eleganckich i na każdym kroku wyziera z niej chęć taniego odwetu.

Pomijam nawet fakt, że Pan Drewniak był dotychczas przeze mnie postrzegany, jako być może odrobinę zbyt łatwo ulegający złym gustom swoich „silniejszych” kolegów po fachu, ale jednakowoż w gruncie rzeczy prawy.

Pomijam nawet wszystkie osobiste wycieczki, bo cóż mnie mogą obchodzić – ja znam swoją wartość i bez artykułów Pana Drewniaka, mimo, że komiczne jest, że dopiero artykuł, którym poczuł się dotknięty, sprowokował go do napisania o moim spektaklu na forum ogólnopolskim – wcześniej nawet wyreżyserowane przeze mnie Prapremiery Polskie nie były w stanie nawet skłonić go do ich obejrzenia, a co dopiero napisania recenzji.

Szczerze mówiąc pomijam wszystko, co napisał tam Pan Drewniak, bo cóż mnie to może obchodzić.

recenzja recenzjiNie potrafił jednak tego pominąć Grzegorz Sobota, którego ta „recenzja” tak poruszyła, że napisał on recenzję recenzji, co mnie szalenie ucieszyło, bo w znakomity sposób obnaża wszystkie bolączki i słabości nie tylko tej recenzji, ale ich większości, które zazwyczaj są dyktowane przynależnością do tej, lub innej kliki teatralnej, tego lub innego lobby i zupełnie prywatnych sympatii, lub częściej antypatii.

Oto ta znakomita recenzja recenzji, która całkowicie nokautuje Pana Drewniaka, bo nazywa po imieniu większość tych patologicznych zachowań, które toczą świat teatralny.

 

 

Recenzja – Recenzji

Trafił w moje ręce niejaki „Kołonotatnik 31: Królewna Grudkowego Kosmosu” … przy okazji podrzucam link jako dowód rzeczowy…

Takie tam luźne popierdółki Łukasza Drewniaka, trochę o teatrze, trochę o ludziach teatru, w sumie nic specjalnego … Monotonię lektury dość nudnej przerwał jednak punkt 10. w którym to rzeczony autor dopuścił się recenzji spektaklu Top Dogs … punkt ten szczególnie polecam tym wszystkim, którzy spektakl widzieli, bo ubaw z tej lektury mają gwarantowany

Zaczyna on, niejaki Drewniak Łukasz od śmiałego postulatu, aby, tu cytuję:
„… aby w programie nauczania na Wydziale Reżyserii Dramatu na PWST w Krakowie albo w Akademii Teatralnej w Warszawie pojawił się nowy przedmiot pod tytułem: Dla młodych reżyserów. Jak nie zostać Grzegorzem Kempinskim.”

Cóż … uśmiałem się do łez, ale miło że nie wspomniał o Łódzkiej Filmówce … widocznie przeczucie podpowiedziało mu, że jednak taki przedmiot by nie przeszedł, co więcej … jeśli pamięć mnie nie myli, to w PWSFTviT mieliśmy zawsze dość wyrobione zdanie o nadęciu na wspomnianych uczelniach … Może i słusznie więc postuluje żeby nie uczyć młodych reżyserów jak stać się Grzegorzem Kempińskim … Grzegorz robi teatr dla widza, nie stawia krzyży na scenie, nie flekuje „polskiego mohera”, a co gorsza ma czelność wytykać świętym krowom wszelkie możliwe szwindle jakie się w teatrach odbywają … po cóż tacy na salonach, gdzie docenia się zgoła inne przymioty ? … więc nazwa przedmiotu nie trafiona, można by przedmiot nazwać „jak stać się nadętym bucem bez własnego zdania, wślizgującym się bez wazeliny każdemu, Miernym Biernym Ale Wiernym – grupie wzajemnej adoracji” jakich pełno gości salonik teatralny, i jakich aż przyjemnie jest klepać po dupie w recenzjach i innych peanach … tak, wiem że długa nazwa, ale chyba bardziej trafna …

W dalszej części swojej oracji, w której już wiadomo jaka teza padnie na końcu, delikatnie podprowadza nas … i przedstawia osobę reżysera spektaklu, który następnie zrecenzuje … i tu kolejny cytat:

„Grzegorz Kempinsky jest reżyserem po czterdziestce …( bla bla bla )… Gust ma raczej zachowawczy i bardzo nie lubi młodych reżyserów, a także krytyków, którzy o nich piszą, jak i zatrudniających ich dyrektorów, a nawet publiczności, która chodzi na takie przedstawienia. ”

Jeśli ktoś z was zna Grzegorza i czytając to zanosił się śmiechem, to witam w klubie pomijając liczne bzdury teza o tym że Grzegorz nie lubi publiczności jest tak trafna, jak to, że uderzając młotkiem w dłoń będziemy się uśmiechać … Pan Drewniak chyba myli publiczność z adorantami … Publiczność drogi Panie są to ludzie, którzy czynnie odwiedzają kasę zostawiając w niej pieniądze … ta grupa o której Pan raczył wspomnieć to jak przypuszczam te tłumy adorantów wypełniające całe sale teatralne, a im „genialniejsza śtuka” tym liczniej – czyli te całe 10 osób na widowni które rechocze i świetnie się bawi, podczas kiedy normalni widzowie powoli opuszczają widownię w trakcie spektaklu … Tak, drodzy Państwo, jeśli kiedyś traficie na totalne g…. i będzie gdzieś grupa rechotantów, to bądźcie pewni, że macie na pokładzie adorantów którzy w przeciwieństwie do was weszli na wejściówę, krewnych, znajomych, przydupasów i kopulantów autorów dzieła którym was uraczono … i że mają w nosie to czy wam się spektakl podoba, czy nie … rechotać się i tak będą Tak, znając Grzegorza można przyznać rację, że tej grupy nielubi, tylko znów u autora pojawia się problem z nazewnictwem zjawiska i mam nadzieję że nieco rozjaśniłem sprawę

Dalej jest jeszcze ciekawiej … i tu kolejny cytat, tylko proszę odłóżcie płyny wszelkie, bo szkoda laptopa

„Nie doceniłem jednak poziomu rozżalenia górnośląskiego artysty.”
No jakbym czytał „wieści gminne” jakieś … oni też tam lubią tak dramatycznie konstruować zdania dodając przymiotniki dla podkręcenia dramaturgii … „rozżalony górnośląski artysta” rozumiem że w wieściach gminnych Ostrava i Gdynia to też górny śląsk, bo tak się składa że w ostatnim czasie i tam coś Grzegorz popełnił … więc w Gazecie Wyborczej spodziewam się łatki „rozżalony wszechpolski artysta” bo to i grozą powieje i nada odpowiednich tonów, jak rozumiem

No ale mniejsza już z tymi prywatnymi wycieczkami, jakie Drewniak w stronę Kempińskiego czyni … trochę jak niechciana panna, której Grzegorz nie raczył adorować i musiała ściany podpierać … tak mi się nasuwa skojarzenie czytając wywody …

Pomówmy o samej recenzji …. Och ileż autor szanowny musiał się rozpisać i o reżyserze i o niuansach, żeby wreszcie zacząć o spektaklu … nawet musiał się natłumaczyć czemu nagród nie dał … aż w końcu zaczął

„Kempinsky krzyczy, że to była równorzędna postać wobec innych na scenie, jedna z chóru. Super, zgoda, tylko dlaczego z całego korowodu postaci zapamiętałem tylko solówkę tego zabrzańskiego aktora ?”

Drogi Panie, nie wiem czemu Pan nie zauważył … widzieliśmy ten sam spektakl, w tym samym czasie, trzeba było może trochę uważniej patrzeć … ja widziałem, widownia widziała, tylko Pan nie widział … a ja patrzyłem z ostatniego rzędu, więc śmiało można tezę postawić, że Pan powinien widzieć bardziej nawet … no trudno … jedni widzą lepiej, inni słabiej, jestem ostatnią osobą która by się z cudzej ułomności śmiała … aczkolwiek jak ktoś ma problemy ze wzrokiem to kierowcą zawodowym nie zostaje … jak jest daltonistą to się nie bierze za malowanie … a jak nie potrafi pływać to trzyma swój tyłek z daleka od basenów … trochę to takie, jakby rzeczony daltonista narzekał na kolory obrazu który ma oceniać, ale … nie mój cyrk, nie moje małpy … o gustach się nie dyskutuje, nawet jeśli proporcja zdań po spektaklu wynosi 1:400 … bo jakoś nie pamiętam żeby po premierze ktokolwiek z widzów narzekał na amnezję „korowodu postaci”

Lećmy dalej:
„Karpuk zbudował swego bohatera i jego monolog zupełnie innymi środkami niż rolę, którą grał u Podstawnego, która też przecież była monologiem! Już to jest choćby dowodem, że to aktor intrygujący, bogaty wewnętrznie, emanujący jakąś dziwną raną i męską determinacją.”

No taki los aktora, drogi Panie, dostaje nową rolę, to i nowego bohatera musi zbudować. Rozumiem podziw, kiedyś też mnie to bardzo kręciło, ale … cóż … w niektórych kręgach to norma, że aktor nie jedzie tą samą płytą na każdym spektaklu …. to się nawet nazywa bodajże – warsztat – czy jakoś tak … słowo dawno zapomniane tak przez „młodych reżyserów” o których Pan wspomniał jak i przez wielu „młodych aktorów” którzy się wokół nich kręcą … no niestety, nie ma się co dziwić Panie Drewniak, miło ze powoli odkrywa Pan magię teatru … Tak to właśnie może wyglądać, że w każdym spektaklu aktor inną postać gra

następnie czytam ze zdumieniem, że spektakl okazał się być:
„… nie na nagrody, średni, letni, rzemieślniczy. Jak mówi młodzież: wstydu nie ma, ale dupy nie urywa.”

kwestię rzemieślnictwa już poruszyłem a że „średni i lekki” to teza śmiała dość … ja wiem, że dla niektórych lekkie są nawet pikniki na Golgocie … ale scena dymania przez korpo lekka dla mnie nie była … może kwestia skali jakiejś którą mamy różną … a czy średni, cóż … średnie w moim odczuciu, to są te spektakle na które chodzi 10-20 klakierów a reszta widowni świeci pustkami, a nie takie na które stoi się w kolejce do kasy … ale to też może różnica w definicjach …

no i dalej … najlepsze …

„Temat sztuki nieco się zestarzał, kiedy około 2000 roku robił ją w telewizji Filip Zylber, a wcześniej drukował „Dialog”, to było novum, na scenę rzeczywistości wchodzili nowi bohaterowie, ludzie sukcesu, kreatorzy zbiorowej wyobraźni neoliberalnej, a Widmer pokazywał ich jak szczury w klatce, w chwili upadku i rozgoryczenia. Dziś taki bohater, taki organizm sceniczny spowszedniał, zbanalizował się. Nie rozpoznajemy się (po kryzysie sprzed kilku lat) w takich konstrukcjach.”

po kolej, czyli od końca …. Rozumiem, że wtedy, kiedy prawie nikogo temat ten nie dotykał, był to lepszy moment na wystawianie tego, niż teraz kiedy temat stał się powszechny … No brawo … logika … więc róbmy dziś spektakle o końcu świata, bo kiedy zacznie się zbliżać do nas jakaś asteroida, temat spowszechnieje Taka moja luźna propozycja … Ot, logiczne, żeby robić spektakle o czymś czego nie ma, i nie robić spektakli o tym co nas otacza …. bez wódki nie rozbiorę … ALE ALE …. najlepsze w tym cytacie troszkę się kamufluje, więc zróbmy zbliżenie Logika na poziome HARD Okazuje się oto, że wg. autora recenzji, bohaterowie to: „kreatorzy zbiorowej wyobraźni neoliberalnej”
No nic, pomyślałem sobie …. kolejny przykład na to, że ludzie związani z kulturą mają zerowe pojęcie o systemach gospodarczych Przetłumaczę jak krowie na granicy …. postaci w sztuce … Top Dogsy … korporacyjne szczury … karierowicze i włazidupy …. mają tyle wspólnego z Liberalizmem, co Kononowicz Krzysztof z Papieżem … Drogi Panie, ja się nie dziwię, że mocherowe babcie rzucają hasłem „liberalizm” na wszystko czego nie rozumieją, ale … na Boga … litości … jaki Liberalizm w Top Dogsach ? Nawet nie chce mi się tego tłumaczyć, cóż… kogoś czeka albo i nie długa lista lektur … ale polecam ogarnąć jednak trochę temat, żeby głupot nie pisać … Liberalizm jak sama nazwa wskazuje bierze się od „Liberty-Wolność” Panie kochany …. jaka wolność i w jakim zakresie u tych bohaterów Pański wywód przesyłam Gwiazdowskiemu i Kaźmierczakowi … i poproszę ich o selfi rechotu z tych bzdur o „neoliberalnych kreatorach wyobraźni” słowo

No i dalej znów wycieczki w stronę reżysera, skwitowane cytatem
„A wsadźże Pan swój nos
W ten beszamelowy sos”

Cóż … recenzja tak dogłębna, że biorąc pod uwagę odbiór widowni, jaki miałem okazję widzieć po spektaklu …. biorąc pod uwagę treść tej recenzji …. te genialne przemyślenia, które powyżej ośmieliłem się własnym komentarzem dopitrasić … po wszystkim tym …. pozostaje mi jedynie współczuć wszystkim tym moim kolegom, którzy z teatru się utrzymują zawodowo … To jest oczywiście długi temat, ale powiem tylko tyle, że współczuję …. Może jednak nie warto się przejmować recenzjami i nagrodami, drogie koleżanki i drodzy koledzy … bo jak się człowiek napracuje, a potem na daltonistę trafi …. to musi mieć chyba spory dystans do siebie, żeby to z poczuciem humoru czytać ….

Pozdrawiam.
Grzegorz Sobota
2014.11.28

Link do źródła:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10203788019475387&set=a.1178686301761.2027760.1066258080&type=1&theater

 

TOP DOGS.

Następne spektakle w piątek 12 grudnia o 19.00 i sobotę 13 grudnia o 18.00 w Teatr Nowy W Zabrzu
bilety online:
http://teatrzabrze.pl/repertuar/grudzien-2014.html

ToP | DoGs | Czarna komedia o wyścigu szczurów
Teatr Nowy W Zabrzu, premiera 18 października
Top Dogs – Urs Widmer
Reżyseria – Grzegorz Kempinsky
Scenografia – Barbara Wołosiuk
Ruch sceniczny – Katarzyna Aleksander-Kmieć
Muzyka – Marcin Müller

OBSADA:
Aleksandra Gajewska
Renata Spinek
Jarosław Karpuk
Robert Lubawy
Marian Kierycz
Andrzej Kroczyński
Krzysztof Urbanowicz
Marian Wiśniewski
‪#‎TopDogs‬ ‪#‎TeatrNowyZabrze‬

_________________________________________________________________________________________________
#teatr