Reklam reklamowy szał

Reklam reklamowy szał – to znakomity felieton Wojtka Hübnera o totalnym bezmózgowiu, jaki powodują zewsząd atakujące nas reklamy.

 

Reklam reklamowy szał

Reklam reklamowy szałRzadko to robię, ale wczoraj wieczorem włączyłem TV dla filmu z Halle Berry. Myślę, że większość panów zrozumie tę potrzebę.

Dobrze, że film już widziałem, bo przerwy reklamowe były tak długie, iż traciłem wątek.

Właśnie podczas jednej z takich przerw, zacząłem zastanawiać się czy z reklam płynie jakaś wiedza, mądrość.

Doszedłem do wniosku, że owszem, jak najbardziej. Nie skąd indziej tylko z reklam dowiedziałem się, że moje stopy atakują grzyby i to na dodatek nie wiem jakie. Na wszelki wypadek pobiegłem do kuchni i wyrzuciłem pieczarki i słoik z podgrzybkami.

Poczułem się nieco bezpieczniej, na chwilę, bo dobiegł mnie krzyk strasznych bakterii z toalety, które tylko jeden preparat zabija na śmierć. Zerknąłem do szafki w łazience i przeraziłem się. Mam inny! Dla bezpieczeństwa nie będę się załatwiał dopóki nie kupię i użyję tego jedynego prawdziwego killera.

Po tak silnym postanowieniu nabrałem ochoty, by napić się herbaty, małej, z uwagi na decyzję dotyczącą toalety. Otworzyłem zmywarkę i naczynia, które zawsze wydawały mi się domyte i błyszczące, spostrzegłem jako szare, matowe z zaciekami. No tak. W reklamie mówili jaki jedyny środek temu zapobiega. Zrobiło mi się wstyd i dopisałem ten preparat do listy pilnych zakupów tuż obok toniku na cerę trądzikową.

A spojrzawszy w lustro, na liście umieściłem jeszcze serum wypełniające zmarszczki, bo mi się straszne porobiły.

Poczułem się taką sytuacją rozdrażniony a tu, proszę, jak na zawołanie reklama informuje mnie, że rozdrażnienie i stres to brak magnezu a uzupełnić go mogę jedynie skutecznie wchłanianym, tym z witaminą B6. No to ciach go na listę.

Zaczęła robić się ta lista długa, więc postanowiłem, że nie zwlekając podjadę do najbliższego Tesco, otwartego przecież całą dobę. Teraz już wiem, że to z powodu tych, którzy doznają reklamowego objawienia w porze nocnej.

Gdy zbiegałem po schodach, strzyknęło mnie w kolanie. No tak nie mam przecież Artresanu.

Przed domem czekał mój ukochany samochodzik. Mała, zgrabna, oszczędna Fiesta, dopieszczona staruszka. Pojechałem nią do sklepu mimo nagłego poczucia wstydu, że nie ma na masce znaku kury, w środku nawigacji z ogromnym wyświetlaczem, zestawu głośno mówiącego i bagażnik muszę otwierać kluczykiem a nie machając nogą.

Gdy wróciłem do domu, żona stała w korytarzu i trzymała baton Snickersa. „Masz, zjedz, bo nie jesteś sobą”

A film z Halle Berry, cóż, skończył się niezauważenie pomiędzy blokami reklam.

Wojciech Hübner 
https://www.facebook.com/wojciech.hubner.5/posts/1103751539689159

#tv