Renoma znawcy legła w gruzach

Renoma znawcy legła w gruzach – piękne wspomnienie Włodzimierza Kaczkowskiego z jego czasów studenckich o Erwinie Axerze.

Renoma znawcy legła w gruzach

Renoma znawcy legła w gruzach

Obecnie numerem popisowym reżyserów progresywnego teatru jest deklaracja, że nie czytali sztuki, bo jest przestarzałą ramotą. W czasach, o których pisze Włodzimierz było inaczej, ale i tak jego renoma znawcy nie przetrwała weryfikacji z rzeczywistością.

Na reżyserii PWST w latach 1978 – 82 miałem zajęcia z Erwinem Axerem.

Był wszystkim tym, co można było określić mianem europejskiego inteligenta. Miał klasę, gust, erudycję, elegancję, abstrakcyjne poczucie humoru, dystans do siebie i do swojej twórczości.

Podczas jednego ze swoich wykładów opisał nam działalność pedagogiczną Leona Schillera, którego był uczniem. Polegała ona w najogólniejszym zarysie na tym, żeby dyskretnie sugerować studentom ich braki w wykształceniu poprzez wrzucanie określanych tematów, a potem komentowanie ich tekstem: Jak oczywiście wszyscy państwo wiedzą… Oczywiście czytaliście państwo… Oczywiście znacie państwo… Axer opowiadał o tym, że wszyscy zawstydzeni faktem, że „nie wiedzieli”, „nie czytali”, „nie znali”, rzucali się do bibliotek, żeby nadrobić braki.

W jakiś sposób on sam, pewnie już z mniejszym skutkiem próbował z nami stosować tę metodę. Już bardziej dosłownie wykazywał nam nasze braki wiedzy, głównie chodziło o to, co było kiedyś minimum przedwojennej matury, czyli znajomość literatury antycznej.

Może nie rzucaliśmy się od razu do bibliotek, ale chęć nadrobienia materiału w nas była. Wynikało to z podstawowego założenia, że reżyser teatralny to człowiek, który wie wszystko, albo przynajmniej powinien do tego dążyć. I tylko wtedy może uprawiać swój zawód.

Czasy się diametralnie zmieniły, czasami zdarza się mi odruchowo kontynuować tę tradycję i lecząc kompleksy wobec moich profesorów wytykać brak wiedzy u moich młodszych kolegów. Uśmiech politowania jaki wtedy wzbudzam nie wart jest tej ceny; jeśli uda się wywołać pozytywny skutek sięgają do Internetu, jeśli negatywny są na granicy oskarżenia mnie o mobbing.

Ale niezależnie od tego, że nie uważałem się za orła wiedzy wszelakiej, chociaż dwa lata polonistyki, przed Wiedzą o Teatrze dawały mi określone fory, raz udało mi się zaimponować Erwinowi Axerowi, o czym do tej pory pamiętam, co najlepiej uwidacznia nasz ówczesny stosunek do profesorów.

Otóż Axer przygotowywał przedstawienie „Wesela” Wyspiańskiego, zdaje się w Wiedniu i pracował nad interpretacją niemieckiego tłumaczenia. Potraktował nas jako króliki doświadczalne, każąc analizować nam wers po wersie i słowo po słowie łącznie z didaskaliami z tego arcynarodowego dramatu. Chodziło o to, żeby nie uronić żadnego znaczenia ważnego dla inscenizacji.

Wyobrażacie sobie dzisiaj taką analizę sztuki przed rozpoczęciem prób przedstawienia? Ja nie.

Numerem popisowym reżyserów progresywnego teatru jest deklaracja, że nie czytali sztuki, bo jest przestarzałą ramotą, ale swoim geniuszem spróbują coś z niej wycisnąć.

Ale wracając do „Wesela”.
„Oczywiście znacie państwo” ten tekst, którym ksiądz zwraca się do państwa młodych:
„Wyście młodzi, wyście młodzi,
Choć się dzisiaj wszystko godzi
Przyjdzie czas, co was ochłodzi”

Powodowany buńczuczną młodzieńczą pewnością siebie zasugerowałem, że może ten tekst ma podwójne znaczenie, może słowo „godzi”, które w tradycji było interpretowane jako „wypada, należy, można” trzeba rozumieć wprost jako „zgadza się ze sobą”. czyli nie: „choć dzisiaj wszystko wypada” tylko „choć się dzisiaj wszystko zgadza”.

Axer był totalnie zaskoczony, przede wszystkim tym, że sam na to nie wpadł, pochwalił, powiedział, że sprawdzi u specjalistów, ale otwiera to nowe pole interpretacji.

Przez kilka dni chodziłem w glorii „reinterpretatora” „Wesela” i coraz odważniej poczynałem sobie w komentarzach do innych wybitnych dzieł literackich.

Ale sława ta nie trwała długo, w następnym tygodniu Axer przyszedł na kolejne zajęcia i powiedział, że zasięgnął porady u swojego syna, wybitnego filologa, Jerzego Axera i że sugerowana przeze mnie interpretacja, nie mogła być brana pod uwagę w czasie pisania tego tekstu przez Wyspiańskiego.

Był wyraźnie zły, że dał się nabrać.

I tak moja renoma znawcy, legła w gruzach, z których do tej pory nie może się podnieść, co tylko świadczy o nie zawsze uświadomionym wpływie na nasze życie profesorów z PWST.

Włodzimierz Kaczkowski

https://www.facebook.com/wlodzimierz.kaczkowski/posts/2403760159672979


#Reżyseria