Reżyser na Infoposterze

Reżyser na Infoposterze to wywiad, którego udzieliłem Dariuszowi Jezierskiemu, reżyserowi i publicyście regionalnej platformy informacyjnej Info-poster.eu

reżyser infoposterDoskonale zdaje sobie sprawę z tego, że tym wywiadem nie pozyskam sobie nowych przyjaciół w naszym małym światku teatralnym, ale uważam, że nie należy kłamać, a już w sprawach fundamentalnych szczególnie, a dla mnie teatr jest taką podwaliną życia i myślę sobie, że jego katastrofalną kondycję zawdzięczamy właśnie temu, że zbyt wiele osób w nim kłamie, albo przynajmniej milczy, a jak to powiedział mistrz Da Vinci: „Kto zła nie karze, każe je czynić”…..

Nie pytaj kury, jak smakuje rosół! – rozmowa z Grzegorzem Kempinskym

  • 17 kwietnia 2015

Zacząłem współpracę z Teatrem Żelaznym… Zacząłem interesować się tym, co robi jego dyrektor artystyczny, Grzegorz Kempinsky, znany polski reżyser teatralny, do niedawna współpracujący stale z Teatrem Śląskim w Katowicach. Zacząłem regularnie czytywać jego blog: http://www.kempinsky.pl/. Okazało się, że wiele nas łączy…

kempinsky reżyserZ Tobą są same problemy. Nie dość, że chcesz reżyserować spektakle, to jeszcze wyraźnie marzy Ci się wpływanie na naszą „teatralną rzeczywistość”. Owszem, chwalisz, ale jakoś częściej ganisz, rugasz, czasem piętnujesz. Taki charakter, czy rzeczywista potrzeba działania, którą dostrzegasz?Moje działanie jest jedynie głosem sprzeciwu przeciwko patologiom, które mają miejsce w świecie teatralnym. Jeszcze kilka lat temu byliśmy wszyscy bezsilni wobec szkodników teatralnych, które zniekształcają obraz teatru polskiego. Dziś, dzięki internetowi, możemy próbować dawać temu odpór i to właśnie robię.

Jesteś w tej dobrej sytuacji, że Twoje teatralne dokonania dają Ci swego rodzaju „list żelazny”. Zwyczajnie nie da się nagle „wyciąć” Kempinskyego i podać do wierzenia, że „to zły reżyser był”? Grzegorzu, tak po męsku, czy gdyby Twoja pozycja zawodowa nie była tak pewna, również pozwoliłbyś sobie na spektakularny nonkonformizm?

Wcale nie jestem tego taki pewien. Kiedyś zadałem sobie pytanie: gdybym za PRLu był trzymany w odstawce, nie dostawał pracy w zawodzie, był sfrustrowany i nagle pojawiło się UB i powiedziało, że będę reżyserował, jeśli tylko w zamian pójdę na współpracę, co bym wtedy odpowiedział? Łatwo jest być niepokornym, kiedy jest się człowiekiem sukcesu, ale kiedy nie ma się czego do garnka włożyć? Co wtedy? Nie mam jednoznacznej odpowiedzi, co bym w takiej sytuacji zrobił. Mam nadzieję, że pozostałbym wierny sobie.

Wybacz, że zaczynam ten wywiad od Twojego prywatnego teatru wojny, ale coraz więcej osób związanych z teatrem postrzega Cię właśnie jako reżysera wojującego. Dla Twojego bloga wybrałeś sam maksymę dość groźnie dla wielu brzmiącą: „Kto prawdę mówi, ten niepokój wszczyna”. Jak to rozumieć? Czy polskiemu teatrowi potrzebna jest gorzka pigułka prawdy? Właśnie teraz? Właśnie na 250 rocznicę „publicznego”? I dlaczego siebie widzisz w roli terapeuty, a przynajmniej jednego z członków konsylium?

To nie jest teatr wojny. Po prostu nie wyrażam zgody na niegodziwości, które rządzą dominują obecny teatr. To tylko tyle, albo aż tyle.

Ten blog stał się niejako Twoim zbrojnym ramieniem. Czytany jest. Opiniotwórczy. Czujesz tę odpowiedzialność?

Jeśli jest opiniotwórczy, to bardzo dobrze. Uważam za swój obowiązek mówić, że król jest nagi i rzeczywiście ostatnio coraz więcej stłamszonych artystów wychodzi „z cienia” i ma odwagę mówić to samo co ja. Chyba zatem rzeczywiście mam jakiś tam wpływ na to, co się dzieje w naszej małej kałuży teatralnej. Ale popularność mojego bloga jest dla mnie zjawiskiem totalnie zaskakującym i przewyższającym wszelkie moje oczekiwania, czy nawet wyobrażenia o tym.

Dlaczego musiałeś sięgnąć po tę formę aktywności? Czyżby fora istniejące nie wystarczały? A może chodzi Ci o pełną swobodę wypowiedzi?

Długo mnie namawiano na to, żebym zaczął blogować, ale ja długo uważałem, że jest mi niepotrzebny, że sam Facebook wystarcza. To było 2 lata temu – teraz półtora miliona odsłon później! Muszę przyznać, że ci, którzy mnie do tego namawiali mieli rację.

Przełamałeś pewne tabu. Swobodnie i zdecydowanie wypowiadasz się na temat własnych realizacji. Nie wahasz się stwierdzić, że czujesz niesmak z powodu takiego czy innego werdyktu. Wydźwięk tego jest oczywiście prowokujący i na wielu działa to jak płachta na byka – wszak zganiony, czy nawet tylko niedoceniony reżyser, powinien siedzieć cichutko, bić się w piersi kontemplując niezadowolenie jury i próbując tak nabyte „doświadczenie” zdyskontować w przyszłości. A Ty walisz po rajtuzach… Ładnie to tak?

Chyba już odpowiedziałem na to pytanie. Nasz światek teatralny jest obecnie do cna skorumpowany. Garstka kolesi – możemy parafrazując nazwać ich „grupą dzierżącą władzę w teatrze”, którą ja po imieniu nazywam szkodnikami teatralnymi – zniekształca obraz teatru polskiego, dzieli świat na „ich” i „nasz”, na lepszy i gorszy, wykreowała kompletnych ignorantów teatralnych, jako wielkich artystów, amatorszczyznę i brak warsztatu, jako wielką sztukę, a pogardę dla widza uczyniła najwyższą wartością. Ci ludzie krążą między organizowanymi przez siebie festiwalami, na których pokazują te „wybitne” przedstawienia, wzajemnie w tych festiwalach jurorują i siebie wzajemnie nagradzają, opisując ochoczo te wybitne sukcesy, ku zdumieniu widzów i niesmaku innych artystów. Uważasz, że niewyrażanie zgody na takie praktyki i opisywanie ich na blogu jest czymś złym? Nie sądzę.

Znasz mnie, uważam zgoła odmiennie… Obiecuję, że to już ostatnie z serii „wojennych” pytań. Pewien teatr i pewien dyrektor nie są przez Ciebie nazywani po imieniu, a jednak cała teatralna polska wie o kogo chodzi. Może warto pamiętać jednak także o tej części nie z branży, po prostu o zainteresowanych widzach. Uchylisz rąbka tajemnicy? O co chodzi, na czym polega konflikt, który jednak nie mógł się zakończyć i nie zakończył się polubownie?

Nie ma żadnego konfliktu oprócz tego, że nie godzę się na patologiczne zachowania w naszej branży. Nie otrzymasz mojej milczącej zgody na korupcję, kolesiostwo, defraudację publicznych pieniędzy i oszukiwanie widza. Ja opisuję zjawiska, a nie konkretne osoby, a jeśli ktoś poczuł się wywołany do tablicy, to już chyba jest jego problem, a nie mój. Nie uważasz?

Dobrze Grzegorz, wymęczyłem Cię. To teraz dla odmiany zadam Ci chyba najmodniejsze w tym sezonie pytanie: „jak znajdujesz kondycję polskiego teatru w 250 rocznicę teatru publicznego w Polsce”? Nie ukrywam, że bardzo mnie ciekawi Twoja odpowiedź.

Wydaje mi się, że poprzednie moje odpowiedzi już w dużym stopniu odniosły się do tego pytania. Oceniam tę kondycję jako bardzo złą. Teatry publiczne są zbyt często dyrektorowane przez ludzi kompletnie niekompetentnych, bez jakiegokolwiek pomysłu na teatr, oprócz kręcenia własnych lodów. Z tego braku pomysłu na teatr, lub braku kręgosłupa, wynika zbyt wielka uległość wobec osób opiniotwórczych, o których mówiliśmy już już wyżej. Więc obsada dyrektorskich stanowisk (najczęściej w ustawionych konkursach, które mają za zadanie legitymizację takiej formy korupcji, oraz ignorancji władzy) to ogromny problem. Moim zdaniem politycy powinni brać odpowiedzialność za swoje decyzje, skoro i tak ustawiają konkursy pod wybranego przez siebie kandydata. Powinno się skończyć z tą fikcją i nominować kandydatów – szczególnie szefów artystycznych, „bo jaki koń jest, każdy widzi”

O zniekształconym obliczu teatru polskiego powiedzieliśmy już chyba wystarczająco, chciałbym tylko dodać, że właśnie jemu zawdzięczamy odwrót widza od teatru. On po prostu swój rozum ma i nie da sobie wcisnąć ciemnoty. Jeżeli w teatrze jest obrzucany gównem, to wie, że to jest obrzucanie gównem właśnie, a nie wielka sztuka i wychodzi. Niestety potem bardzo trudno go przekonać do powrotu.

Jednak największym problemem kultury tego kraju, a co za tym idzie także teatru, jest brak jakiejkolwiek spójnej i przemyślanej polityki kulturalnej. W Polsce polityka kulturalna ogranicza się jedynie do rozdawania pieniędzy, Minister Kultury dostaje pulę kasy i jego rola polega na jej rozdysponowaniu. Najgorsze jest to, że przez ostatnie prawie już 8 lat rządów PO nie inwestuje się w twórców, lecz w puste budy. Pieniądze wydane na jakieś centrum kongresowe w Pcimiu Dolnym nadal są pieniędzmi wydanymi na kulturę, ale że na przykład nie ma już pieniędzy w budżecie na utrzymanie tego obiektu, zatrudnienie ludzi etc, o tym się już nie mówi. Uważam, że ostatnie 8 lat było dramatyczne dla kultury polskiej, a PO nazwałbym tej kultury grabarzem.

W swoich poszukiwaniach zrobiłeś coś, na co niewielu reżyserów potrafi się zdobyć. Jesteś od pewnego czasu dyrektorem artystycznym Teatru Żelaznego, prowadzisz także – po Tadeuszu Hankiewiczu – Akademicki Teatr Remont, działający przy Politechnice Śląskiej. Czego szukasz po tej stronie mocy? Jaki głód zaspokajasz?

Tak, wiem, wykonałem odwrotną drogę niż większość twórców. Większość z nich marzy o pracy w instytucjonalnym teatrze, ja od niego odszedłem i był to w pełni świadomy wybór. Chodzi generalnie o wolność. Teatr Żelazny jest samofinansujący się. W związku z tym mogę w nim mówić to, co chcę. Nikt nam nie daje pieniędzy, w związku z tym nikt nam nie może nic zabrać. Możemy tworzyć swój teatr tak, jak go widzimy, nie idąc na żadne ustępstwa, na flirtowanie z władzą, krytykami, „grupą dzierżącą władzę”, wiadomym lobby itd. itp., etc. To jest coś nie do przecenienia. Najwyższy stopień wolności.

A jeśli chodzi o Akademicki Teatr Remont to uważam po prostu, że nadchodzi w życiu każdego człowieka taki czas, żeby nie tylko brać, ale także coś dać z siebie.

W „Remoncie” jest grupa fantastycznych młodych ludzi, głównie umysłów ścisłych, architektów, inżynierów etc., którym do życia potrzebne jest coś więcej niż tylko pełna micha i puszka piwa. Są głodni teatru, jako formy dialogu z otaczającym ich światem i to mnie w nich urzeka.

A jakie jest Twoje zdanie na temat problemów targających polskim teatrem w ostatnich latach? Spektakularne akcje „z okazji” Golgota Picnic, Kraków w dużej części kontestujący Klatę, „lobby gejowskie” bezkompromisowo wskazane przez Joannę Szczepkowską, mające wymiar tyleż teatralny co polityczny akcje Strzępki i Demirskiego… Można by było mnożyć takie przykłady. Ale przecież tłem tego „dziania się” jest administracyjna niewydolność, brak pomysłu na kulturę i coraz skuteczniejsze – niestety – sprowadzanie jej do roli niechcianego obciążenia dla budżetów. Jak to przerwać? Teatr to przetrwa? Zapewne… ale w jakiej formie – uszlachetniony, czy obity?

Prawie sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie i jakoś dziwnym trafem pokrywa się to z tym, co ja na ten temat myślę. Czy teatr przetrwa? Oczywiście – pytanie tylko w jakiej formie. Moim zdaniem teatr instytucjonalny w takiej formie w jakiej w większości wypadków funkcjonuje w Polsce jest absolutnym przeżytkiem. Do większości dyrektorów zabetonowanych na Olimpach swoich gabinetów nie dotarło, że rola teatru kompletnie się zmieniła. Że oni (dyrektorzy) i teatr muszą zejść z piedestału i nie chodzi tu absolutnie o to, żeby w teatrze było mniej odświętnie, ale o to, że minęły juz te czasy, kiedy widz musiał przychodzić do teatru na klęczkach. Minął czas teatru ukierunkowanego wertykalnie, a nadszedł czas teatru funkcjonującego, jako horyzontalna komórka społeczna i nie chodzi mi tu bynajmniej o tę hucpę uprawianą przez część „światłych” dyrektorów, którzy zaczynają nam nagle opowiadać o Ukrainie, związkach LGBT etc – to jest publicystyka, która szybko mija i od tego, żeby się nią zajmować, są inne media. Teatr natomiast powinien się zajmować problemami ponadczasowymi, a mówiąc o jego horyzontalności mam na myśli, że widz musi przestać w nim być słupkiem frekwencyjnym, a zacząć być dostrzeganym we wszystkich znaczeniach tego słowa.

Najciekawsze według Ciebie zjawiska w polskim teatrze lat ostatnich to…

Nie bawię się w takie klasyfikacje. Uważam je za durne i nie mam zbyt wysokiego mniemania o ludziach, którzy zajmują się subiektywnymi spisami szaletów publicznych, przystanków autobusowych, czy czegokolwiek innego.

Reżyser z Twoim stażem zawodowym, z ugruntowaną pozycją, zdaniem wielu reżyser spełniony, ma jeszcze do czego dążyć w swoich scenicznych poszukiwaniach? Jakie są Twoje cele i wyzwania?

Każdy mój następny spektakl jest najważniejszy w moim życiu, za każdym razem mam ogromnego stracha i za każdym razem staram się wkraczać na terra incognita. Ale dlaczego tak jest nie potrafię powiedzieć. Sam siebie zdiagnozować nie potrafię. Poza tym nie powinno się pytać kury, jak smakuje rosół.

rozmawiał: Dariusz Jezierski

link do źródła:
http://info-poster.eu/nie-pytaj-kury-jak-smakuje-rosol-rozmowa-z-grzegorzem-kempinskym/

_____________________________________________________________________________
#teatr