Rządy Fałszywego Chrystusika

Rządy Fałszywego Chrystusika – wreszcie rozstrzygnął się konkurs w pewnym wielkim mieście i władza w końcu ukróciła rządy dyrektora zwanego Fałszywym Chrystusikiem.

 

Rządy Fałszywego ChrystusikaRządy, które głównie polegały na metodycznym i programowym zadłużaniu teatru, który ma jedną z najwyższych dotacji w Polsce.

Rządy, które polegały na ogłaszaniu wszem i wobec, że jego teatr jest najlepszy w Polsce, a na poparcie tej śmiałej tezy, stworzenie cyrkulacji zamkniętego obiegu festiwalowego, który był dostępny tylko dla wybranych, którzy myśleli tak samo jak on i popierali jego wielkość i wdrożenie propagandy sukcesu głoszonej przez zaprzyjaźnionych lub/i kupionych za ogromne pieniądze opiniotwórczych pseudorecenzentów. (Równocześnie tajemnicą poliszynela było, że w siedzibie gra się do pustych krzeseł, albo nie gra w ogóle.)

Rządy polegające na wychwalaniu głupoty i braku profesjonalizmu, jako cnoty i odrzucaniu warsztatu, jako coś przestarzałego i nikomu niepotrzebnego.

Rządy, które polegały na podpisywanie kosmicznych honorariów z modnymi, ale nic nie umiejącymi reżyserami i aktorami, których nikt nie rozumiał co mówią, lub raczej bełkoczą ze sceny.

Rządy, które polegały na tym, że „dla tramwajarzy teatru robił nie będę”, za które to stwierdzenie powinien ów dyrektor być odwołany już następnego dnia.

I oczywiście rozszalał się natychmiast rwetes i lament zespołu aktorskiego i wszystkich wyżej wymienionych środowisk, że knebluje się teraz sztuce usta i znów jako argumentu używa się argumentów, że teatr jest najlepszy w Polsce, że zdobywa nagrody na festiwalach, czyli używa się swoistego odwróconego paragrafu 22 – najpierw tworzy się tezę, a potem używa jej, żeby dalej działać według tego korupcyjnego procederu, hołubiąc partaczyzm i nicnieumiejątś, jako najwyższą cnotę.

I oczywiście używa się argumentów, że nie powinno być konkursu, albowiem teatr jest w tak znakomitej formie artystycznej, że wszystko, co przyjść może, może zrujnować ten latami tworzony (pseudo)sukces.

To samo grono używa wręcz odwrotnego argumentowanie, kiedy gdzieś konkursu się nie wdrożyło i wtedy mówi się o niedemokratycznych procedurach.

A ja śmiem twierdzić, że ci, którzy tak głośno teraz krzyczą, postępują według bardzo czytelnego wzorca, polegającego na ty, że kiedy wygrywa NASZ kandydat to konkurs jest cacy, ale kiedy wygrywa ktoś obcy, to konkurs jest B, czyli TKM – (Teraz Kurwa My)

Oby jak najmniej w przyszłości takich korupcyjnych poczynań.

Amen.


#teatr