Seks w teatrze

„Seks w teatrze” to felieton Małgorzaty Bryl w sprawie wydarzeń teatralnych albo raczej pseudoteatralnych, które miały miejsce w Teatrze Polskim we Wrocławiu.

 

Seks w teatrzeDokładnie tak, jak Małgosia, mam zdanie, że w sztuce jest dozwolone wszystko, oprócz tego, co bazuje na cierpieniu innych.

Ja bym jeszcze dodał, że wszystko, co jest tworzone poprzez artystów, a nie hochsztaplerów, a we Wrocławiu według mojej oceny mamy raczej do czynienia z tymi drugimi.

Ale spostrzeżenie Małgosi, że generalnie nie można dopuszczać cenzury, bo tym razem dostanie się im, ale następnym razem może już trafić w prawdziwych artystów jest słuszne.

Dlatego zamieszczam tu jej felieton.

 

Dlaczego podziwiam pana ministra, a seks mnie nie obchodzi

 

Jest mi zupełnie obojętne, czy porno w teatrze było czy go nie było. Czy był seks czy go nie było? – niepotrzebne pytanie. Tak jakby od obecności seksu miałaby być uzależniona ocena spektaklu. Tymczasem nie interesuje mnie ani ten seks (w spektaklu), ani nawet ten sensu stricte spektakl. Interesuje mnie co innego – społeczne zachowania, a więc ten spektakl w nieco szerszym ujęciu.

 

– No i co teraz? Jak z tego wybrnąć? – pewnie myśli sobie teraz pan minister kultury, który chyba się zbyt szybko rozgorączkował, słowa reżyserki i zdania w programie teatralnym nadinterpretował i teraz nie wie, jak z tego wyjść z twarzą. Tymczasem mam radę dla pana ministra: niech już nic nie robi i niech będzie z siebie dumny. Ja go podziwiam i bardzo, bardzo entuzjastycznie klaszczę oraz winszuję.

 

Pan minister prawidłowo wpisał się w mechanizm prowokacji artystycznej. Podejrzewam, że nieświadomie, ale jednak zagrał swoją rolę dokładnie tak, jak przewidzieli twórcy. Wypadł olśniewająco. Dzisiaj teatr to nie tylko sam akt między podniesieniem kurtyny a oklaskami i ukłonami aktorów. Współcześnie przedstawienie może na przykład zacząć się na parę godzin lub nawet parę dni przed właściwym pokazem na scenie i w zupełnie innym miejscu. Współcześnie spektakle wychodzą poza przestrzeń i czas im przypisane. Obowiązuje zupełna (do)wolność.

 

Niektórzy trochę się w tym gubią i z tego wynikają skandale, jak np. ten ostatni w przypadku „Śmierci i dziewczyny”. Kto jest wyrobionym odbiorcą i jest świadom narzędzi artystycznych we współczesnym teatrze, ten obserwuje wszystko z dystansu (póki co teatralne portale i publicyści raczej milczą, nie wiem, czy się z dezaprobatą zdystansowali czy boją się o swoje granty). Natomiast ten, kto nie orientuje się, że teatr XXI w. znacząco różni się od tego w XIX w., ten może nagle stać się częścią prowokacji artystycznej, zostać przez nią zagarnięty czy tego chce czy nie, zostając jednym z aktorów wielkiego wyreżyserowanego i sterowanego performance. Na przykład: minister Gliński i osoby strajkujące pod teatrem to aktorzy, ale nieświadomi. Mieszkowski i Marciniak to aktorzy-inicjatorzy świadomi. Marszałek woj. dolnośląskiego to też aktor, tu trudno orzec, czy świadomy czy nieświadomy. Z tonu jego wyważonej, ale nieustępliwej odpowiedzi ministrowi można wysnuć podejrzenie, że chyba jednak świadomy. Media piszące o zajściu to kolejni aktorzy, odbiorcy tych mediów to kolejni aktorzy wylewający swe żale na Facebooku. I tym sposobem multiplikuje się przestrzeń (rzeczywista i wirtualna) i czas przedstawienia.

 

Za powyższym stoi zaplanowana strategia i nie ma tu mowy o przypadku, że reżyserka nie spodziewała się, że tak to wyjdzie. Ona od początku wiedziała. Takie metody to nic nowego we współczesnej sztuce. To że dla niewyrobionej masy, a nawet zaproponowanego przez PiS ministra kultury to może być zaskakujące, nie oznacza, że zostało to wymyślone wczoraj. Teraz ci nieświadomi aktorzy próbują jakoś się z tego wycofać, może czują wstyd, że dali się wrobić w tę prowokację. Już Gliński coś wczoraj pobąkiwał, że „może to była tylko prowokacja”. Tymczasem jedyne, co było w tym wielkim przedstawieniu dosłowne to nie seks, a pismo ministra o wstrzymanie pokazu przedstawienia, pismo obnażające przy okazji b. znamienny i niebezpieczny mechanizm i choćby z tego powodu i w tym kontekście środowisko teatralne powinno zagrzmieć solidarnie protestem i trochę mnie dziwi, że wybrało póki co milczenie. To że na początek oberwało się takiemu, a nie innemu nurtowi teatru, nie znaczy, że za chwilę ma nie dostać się innemu nurtowi, także nie po myśli PiS.

 

Reasumując, uważam, że w sztuce podobnie jak w życiu wszystko jest dla ludzi i wszystko jest możliwe, tylko trzeba znać umiar. Co przez to rozumiem? Po prostu nikt nie może na tym ucierpieć. Nie akceptuję widowisk, które bazują na cierpieniu ludzi lub zwierząt (z tej przyczyny nie toleruję też cyrku). Wiadomo, przedstawienie może się też nie podobać, ale to już zupełnie inna sprawa, inny poziom – rozmowy o gustach, o estetyce. Nikt mi nie wmówi, że dorosły człowiek od samego patrzenia na nagiego aktora zostanie skrzywdzony… Owszem, to może np. wkurzyć lub oburzyć, ale wtedy dyskutuje się, rozmawia, wymienia się opiniami, ale nie kasuje się przedstawienia. Przedstawienie jest przecież też od tego, żeby wywołać dyskusję (inna sprawa, czy to sensowna dyskusja i o tym też można… podyskutować). Natomiast skasowanie przedstawienia uniemożliwia obejrzenie go kolejnym widzom i pozbawia się ich ewentualnego głosu. Na tym polega wolność, że w przestrzeni publicznej egzystują rzeczy, które jednym się podobają, a innym się nie podobają. I jeszcze powiem szczerze, że mnie przedstawienia Marciniak ani ziębią ani grzeją, a Teatr Polski we Wrocławiu odwiedzam b. sporadycznie, bo zazwyczaj grane są tam przedstawienia w tym nurcie, który mi nie odpowiada, ale chcę, żeby ta reżyserka dalej mogła tworzyć po swojemu i żeby Teatrowi Polskiemu pozwolono istnieć po obranej linii repertuarowej. A ministra kultury nie podziwiam, to był tylko żart.

Małgorzata Bryl
https://www.facebook.com/people/Ma%C5%82gorzata-Bryl/100002267942041

 

seks

seks

sex;
1. ogół zagadnień związanych z życiem seksualnym;
2. zespół cech biologicznych u kobiet i mężczyzn działających pobudzająco na zmysły
http://sjp.pl/seks


#teatr