Skoki – grzeczny erotyk

Skoki – to jedno z opowiadań mojego facebookowego przyjaciela Brunona Wioski, który sam nazywa to grzecznym erotykiem.

“Skoki” to następne z cyklu przygód niejakiego Kowalika.

Skoki

Skoki

W szary, ponury dzień, po szarym jak i sama rzeka nabrzeżu, spacerował niejaki Kowalik.

Jak okiem sięgnąć, po obydwu stronach kamiennego, szarego koryta rzeki widać było ciągnące się aż do odległego zakrętu rzeki wysokie, trzymetrowej wysokości, szare jak dzisiejsze niebo, kamienne mury. Pod murem tuż przy brzegu biegł wąski, wyłożony szarymi płytami, chodnik. Nigdzie, jak okiem sięgnąć, nie było widać prowadzących na szczyt muru schodów.

Kowalik nawet nie zastanowił się, skąd się w tym miejscu znalazł. Nie wiadomo skąd, zbliżyła się do niego jakaś nieznajoma młoda kobieta i powiedziała:

– Kochany panie Norbercie, czy mógłby mnie pan podrzucić tam na szczyt tego muru? Widzi pan, jaki jest wysoki, a tutaj w pobliżu nigdzie nie ma schodów. To dla pana drobnostka, a ja muszę się tam pilnie dostać.

– Chyba nie będę miał tyle siły, aby tak wysoko panią podrzucić. Pani wcale nie jest takiej drobnej postury, a ja jestem słaby w rękach.

– Ależ kochany panie Norbercie, to bardzo proste, nie musi mnie pan wcale podrzucać, wystarczy, gdy mnie pan weźmie na ramiona i wysoko podskoczy, to ja złapię się krawędzi muru i wdrapię dalej sama.

Dziewczyna zwinnie wskoczyła na barki Kowalika, który ugiął się pod jej ciężarem. Próbował podskoczyć, ale oderwał się od ziemi zaledwie parę centymetrów.

– No, niechże pan skacze, ale wysoko – powiedziała nieznajoma.

Kowalik podniecony widokiem gołych kolan, świecących tuż przed jego nosem, wytężył wszystkie swoje siły i skoczył niespodziewanie wysoko.

– Wyżej, jeszcze wyżej! – wołała wyraźnie zadowolona nieznajoma. – Do krawędzi jest jeszcze bardzo daleko, jeszcze wyżej, wyżej. Na pewno umie pan wyżej skakać. Widzi pan tam pod chmurami przelatują skoczkowie narciarscy. O, jeden, jeszcze jeden. Niech pan patrzy, jak ich dużo i jak ładnie fruną. Oni potrafią tak wysoko latać. To i pan też to potrafi. Kochany panie Norbercie, pan jest taki wysportowany.

Kowalik spojrzał w górę. Na niebie w zastygłych pozach, jak klucz dzikich gęsi, z szeroko rozstawionymi nartami, spokojnym lotem płynęli narciarze. Kowalik zdopingowany tym widokiem zaczął się odbijać mocniej i skakał coraz wyżej i wyżej.

– Chyba nie da pan rady, kochany panie Norbercie – powiedziała nieznajoma. – Może jestem trochę dla pana za ciężka, jak się trochę rozbiorę, to będzie panu łatwiej – powiedziała i zdjęła bluzkę i stanik.

Kowalik rzeczywiście skakał teraz wyżej. Jakby sprężyną, wyrzucany biust dziewczyny, falował to w górę, to w dół w rytm jego skoków.
Kowalik teraz odbijał się z łatwością i wznosił się coraz wyżej, wyżej, za każdym odbiciem coraz wyżej.

Nagle poczuł, że dziewczyna zniknęła z jego ramion, a on cięgle skacze, trzymając w rękach bluzkę i stanik. Patrzył na szczyt muru. Nie było tam nikogo.

– Ale ja przecież nie mam na imię Norbert – zawołał głośno, ciągle jeszcze podskakując.

– Oczywiście, że nie – powiedziała Kowalikowa, która zawsze zjawiała się w odpowiednim momencie.

– A właściwie, co ty tutaj robisz, co to za bluzka, skąd masz ten stanik? Co to ma wszystko znaczyć? I przestań wreszcie skakać!

Bruno Wioska


#Erotyk