Społeczeństwo kretynów

Społeczeństwo kretynów – Już Witkacy pisał o skretynieniu społeczeństwa, a co my mamy teraz powiedzieć, kiedy promuje się głupotę i drogę na skróty?

Jarek Jakubowski przypomniał mi dzisiaj w pewnej wymianie zdań na FB pewien cytat Witkacego, który doskonale odzwierciedla to, co dzieje się w sztuce i społeczeństwie dziś – doszło do tego, że mamy społeczeństwo kretynów.

Tekst czytelny na komórce:
https://www.facebook.com/grzegorz.kempinsky/posts/10219648126688155

Społeczeństwo kretynów

Społeczeństwo kretynów

“Na żadne tzw. „wyższe” zainteresowania nie ma się już czasu: grozi zupełne zbydlęcenie i ogłupienie.

Ciągłe obniżanie poziomu artykułów, książek i teatru do gustu danego przekroju społecznego doprowadza do tego, że wychowuje się coraz niższej wartości pokolenia, do których poziomu znowu trzeba się obniżać, i w ten sposób dojdzie się wreszcie do społeczeństwa kretynów…”

https://lubimyczytac.pl/cytat/219699

Dobrze pamiętam, kiedy jakieś 100 lat temu pani Alcjia Resich Modlińska w swoim programie wprowadziła na ekrany niejakiego Szymona Majewskiego, który robił na wizji rzeczy tak niewybrednie durne, że pomyślałem, że pora umierać.

Ale nic to, jak się okazało. To był zaledwie początek mody na głupotę, którą głównie TVN za pomocą Pana Majewskiego, Hołowni, Wojewódzkiego, Prokopa i im podobnym, wprowadził na ekrany telewizora i pod nasze strzechy.

To, że inne telewizje podążyły tym samym tropem nie wydaje się dziwne, w dobie, kiedy najbardziej liczą się słupki oglądalności.

Ale dziwów nie było koniec. Albowiem potem teatr, pod wodzą “spółdzielni teatralnej”, i za pomocą imćpanów typu Sieradzki, Łysak, Wodziński, <Mieszkowski, Nowak i podobnych szkodników teatralnych, wprowadził jeszcze większa głupotę zwaną “nowym teatrem”, która polega na tym, że ludzie, którzy nie mają kompetencji zawodowych i warsztatowych pod płaszczykiem pseudointelektualnej głębi oraz wzniosłych politycznych haseł takich, jak „wolność”, „równość”, „tolerancja”, „demokracja”, „uchodźcy”, „weganizm”, „prawa kobiet”, „mniejszości  seksualne”, „prawa czarnych”, “prawa ufolódków, itd., zdominowali teatr polski i odstraszyli jedną trzecią widowni od teatru, a resztę ogłupili.

Mechanizm tego zjawiska jest bardzo prosty i opiera się na zasadzie „ręka rękę myje”. Spółdzielniani dyrektorzy zatrudniają spółdzielnianych reżyserów, którzy robią fatalne przedstawienia, wysoko jednak wychwalane przez spółdzielnianych recenzentów. Potem te spektakle zapraszane są do zamkniętego obiegu festiwalowego, który tworzą spółdzielniani dyrektorzy i nagradzane tam są przez spółdzielnianych jurorów, a wszystko w myśl zasady: „ja zapraszam ciebie, ty zapraszasz mnie”, „ja nagradzam ciebie, ty nagradzasz mnie”.

Prowadzi to niestety do marginalizacji dobrych przedstawień opartych na podstawowych wartościach zawodowych, artystycznych i estetycznych. Jednocześnie „spółdzielnia” mitologizuje własne katastrofy teatralne jako coś wybitnego, trudnego i przez to niezrozumiałego dla zwykłego widza.

„Spółdzielniany” teatr to pseudoelitarny teatr, który pod płaszczykiem nadzwyczajności (sam ten mit kreuj) drenuje publiczną kasę i doprowadza często teatry na skraj upadku – vide katastrofalna dyrektura obecnego posła Mieszkowskiego, która doprowadziła Teatr Polski we Wrocławiu do artystycznego, frekwencyjnego i ekonomicznego bankructwa przy jednoczesnym tworzeniu legendy o „najlepszym teatrze w Polsce”.

Nie ma się więc co dziwić, że obecnie mamy społeczeństwo kretynów, prowadzonych w dumnym pochodzie, przez jeszcze większych kretynów, którzy mają czelność zwać się elitą.

Czy to już koniec tego marszu ku głupocie? Czy jeszcze wiele przed nami?


#głupota