SZPIEG W SZEREGACH ARMII

spyPewnego ranka w jadalni w mojej jednostce usłyszałem, że wszyscy szepczą o jakimś szpiegu,

a ponieważ w wojsku wstawać trzeba było wcześnie długą chwilę trwało zanim do mnie w ogóle dotarło, że ogólne poruszenie dotyczyło rzekomego samochodu szpiegowskiego, który stał zaparkowany na naszym parkingu, a jeszcze pewną chwilę, zanim skojarzyłem to z sobą.

Otóż wyjeżdżając do Polski na studia kupiłem sobie starą używaną toyotę w kolorze strażackiej czerwieni i będąc już na studiach musiałem dokonać tak zwanego tymczasowego oclenia pojazdu, co w praktyce oznaczało, że musiałem go zarejestrować w Polsce na zielonych tablicach, czym zobowiązywałem się, że po zakończeniu studiów wywiozę go ponownie z kraju.

Ponieważ jednak przerwałem naukę dziekanką, która zawiodła mnie do Królewskiej Armii Szwedzkiej wróciłem do Szwecji tym samym autem, ale już na polskich blachach i nie myśląc o tym więcej parkowałem go na parkingu przed jednostką.

Trwało to kilka tygodni, aż pewnej nocy, jakiś przeczulony piechur z kompanii dyżurnej, patrolujący okolice koszar zwrócił uwagę na ten zakamuflowany pojazd, który wyróżniał się jedynie bardzo długą anteną, wściekłym kolorem czerwonym, oraz znaczkiem „PL” na rejestracji i wszczął alarm, że to musi być jakiś polski szpieg.

Z niemałym rozbawieniem udałem się więc do oficera dyżurnego i powiedziałem, że słyszałem, że mają problem z jakimś szpiegiem. Oficer w randze kapitana chytrze zmrużył oczy i zapytał skąd o tym wiem.
– Bo ten szpieg to ja, panie kapitanie – odparłem służbowo. na co kapitan długo kazał sobie wyjaśniać całą historię moją i rzeczonego pojazdu. Po czym odwołał alarm i kiedy już odsalutowałem i zamierzałem odejść wrzasnął:
-Halt! – po czym konfidencjonalnie poradził mi, żebym do niczego się nie przyznawał, a na moje zapytanie „dlaczego?”, wyznał, że samochód był strzeżony pod bronią z ostrą amunicją, przez całą kompanie dyżurną przez całą noc, bo mieli nadzieje, że szpieg do auta wróci i będzie można go ująć.

Ponieważ noce były wtedy już zimne, a poza tym przez całą ostatnią padał deszcz, zrozumiałem w mig o co kapitanowi biega – bo przecież nie o to, że jego sowietofobia postawiła całą brygadę na nogi – postanowiłem uniknąć linczu trzymając język za zębami.

Jaki z tego płynie morał? Zupełnie nie mam pojęcia, oprócz refleksji, że nigdy ani wcześniej, ani później w życiu, mimo postępującej technologii w dziedzinie zabezpieczeń samochodowych, nie miałem lepiej pilnowanego auta.


#GrzegorzKempinsky #szpieg #armia #lincz