Sztuka na sprzedaż

Sztuka o sztuce, to najnowsza recenzja mojego stałego recenzenta, Marcina Mochala. Tym razem sztuka recenzowana przez Marcina jest grana w Teatrze Stu w Krakowie.

 

Marcin Mochal

Sztuka o sztuce

sztukaIgor Bauersima, Rejane Desvignes
„Body Art”
(reż Artur Baron Więcek – Krakowski Teatr Scena Stu)
Występują: Grzegorz Mielczarek/Tomasz Schimscheiner, Andrzej Deskur/Marcin Zacharzewski, Urszula Grabowska/Agata Myśliwiec, Katarzyna Galica, Kamil Przystał/Tomasz Madej

 

Wszystko jest na sprzedaż. Truizm, lecz o podwójnym znaczeniu. Nie tylko za określoną gratyfikację można kupić w zasadzie wszystko. Nie ma takiego towaru, niezależnie od tego jak bardzo byłby … hm… współcześnie określa się to ładnym mianem „kontrowersyjny” by ktoś nie zechciał go kupić. Nierzadko za bardzo duże pieniądze.

Życie czworga bohaterów zmieni się na zawsze gdy wkroczy w nie ten piąty – Tiger. Artysta przez duże A .. przynajmniej na to wskazuje ilość zer na kontraktach które podpisuje sprzedając swoje dzieła. Jest to absolutnie kluczowa postać wystawianego na krakowskiej Scenie Stu spektaklu „Body Art” w reżyserii Artura Barona Więcka. Jak to często na tej scenie, rola jest dublowana, w zależności od przedstawienia gra go Tomasz Schimscheiner lub Grzegorz Mielczarek. Osobiście oglądałem Tomasza Schimscheinera, który jako Tiger jest doskonały. W scenariuszu to „Wielki Artysta” tworzący instalacje typu „dziura w serze” czy bezładne wyłożenie ścianek basenu hollywoodzkiej gwiazdy kolorowymi płytkami. Tiger Schimscheinera jest prostakiem, bezczelnym naciągaczem, spryciarzem zdającym sobie sprawę, że spod jego ręki wychodzi chłam. Jednocześnie ma świadomość, że będzie to odebrane nawet nie jako sztuka, lecz SZTUKA. Grana przez Katarzynę Galicę dyrektor galerii sztuki współczesnej (nawiasem mówiąc to jedyna rola bez dublury) wyraźnie tłumaczy różnicę między zwykłą kanapą a kanapą będącą dziełem sztuki: ta druga jest o wiele droższa. Tigerowi można odmówić talentu, lecz nie charyzmy. Z czasem okazuje się, że potrafi wydobyć z ludzi pokłady emocji, zupełnie im wcześniej obce, a wszak sztuka powinna wpływać na ludzi. Jak to jest więc z tym „byciem artystą”?

W sztuce (sztuce?) wszystko już było. Każde tabu zostało przekroczone, każda świętość podeptana. Niczym nie można „zaszokować”. „Body Art” nawet nie próbuje, i dobrze, szokować. Rozczarują się ci, którzy po przedstawieniu będącym dyskusją o sztuce oczekują czegoś „szokującego”. Krakowski spektakl skłania jednak do refleksji. Porusza często ciężkie tematy w sposób spójny i strawny dla widza. Pojawia się humor, niekiedy czarny. I w porządku, nie rozcieńcza on dramatu. Każdy uważny widz z łatwością wgryzie się przez radosną powłokę w nie tak bardzo radosną esencję.

Na koniec ciekawostka. Sam spektakl zaczyna się już w hallu. Zabieg nienowy, czasem wypala czasem nie. W tym przypadku wydał mi się tak fatalnie pomyślany, że czmychnąłem w inne miejsce, zerkając tylko z ukosa czy nie otwierają właściwych drzwi. Mimo mojego początkowo negatywnego nastawienia „Body Art” mnie do siebie przekonał. Po końcowej owacji na stojąco pomyślałem jeszcze raz o tym „nieszczęśliwym” otwarciu. I wtedy dotarło do mnie, że ono idealnie pasuje do twórczości głównego bohatera spektaklu.

 

Igor Bauersima:
http://www.dramatwspolczesny.pl/page.php?p=29

___________________________________________________________________
#teatr