Talent, czy antytalent

Talent, czy antytalent – to artykuł pt. „Aktorstwo, czyli specjalna predyspozycja” o tym, czym jest aktorstwo, talent i predyspozycje do tego arcytrudnego zawodu.

talent czy antytalentW obliczu propagowania głupoty w mediach, które nawet z przysłowiowej nogi od stołu potrafią zrobić gwiazdę, albowiem jeżeli pokaże się coś, okraszone odpowiednim komentarzem wystarczającą ilość razy, media z każdego durnia potrafią zrobić celebrytę.

W obliczu debilnych programów typu Idol, czy Mam talent, które są niczym innym, niż tanim sposobem dla komercyjnych stacji, aby „wyprodukować” osoby popularne – przynajmniej na jeden sezon, bo po nich wyprodukuje się równie tanim kosztem następne.

W obliczu natłoku totalnej głupoty w naszych telewizjach, które promują drogę na skróty, gdzie każdy potrafiący za przeproszeniem pierdzieć w trąbkę, może stać się gwiazdą na kilka chwil, ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ciężkim i pełnym poświęceń zawodem jest aktorstwo.

Niestety często nie zdają sobie sprawy z tego nawet ci, którzy dostają się na studia aktorskie i już to wydaje im się często, że robi z nich aktorów.

Tymczasem, aktorstwo to żmudny proces samodoskonalenia siebie i ciągłego poszukiwania nowych środków wyrazu, poszukiwania, które nigdy się nie kończy, albo przynajmniej nie powinno….

Aktorstwo, czyli specjalna predyspozycja

Dla jednych oznaczają serialową sławę, dla innych teatralne wyzwania. Co roku walka o indeksy na wydziały aktorskie należy do najbardziej zażartych. W czerwcu 2013 r. o jedno miejsce w warszawskiej Akademii Teatralnej starało się sześćdziesiąt osób, w Szkole Filmowej w Łodzi – czterdzieści – pisze Kamila Łapicka w tygodniku W sieci.

Choć do egzaminów zostało jeszcze kilka miesięcy, kandydaci już przygotowują obowiązkowe dziesięć utworów wierszem lub prozą i cztery piosenki. Mogą próbować swoich sił w Warszawie, Krakowie, Łodzi, we Wrocławiu lub w Białymstoku (jeśli wybierają się na wydział lalkarski). Niektóre uczelnie prowadzą poradnie konsultacyjne, w których można na próbę przedstawić wybrany materiał i uzyskać cenne wskazówki. W Warszawie taka konsultacja kosztuje 38 zł, w Krakowie jest bezpłatna.

Państwowe szkoły teatralne są wciąż największym marzeniem młodych ludzi, którzy zwykle nie zrażają się pierwszą porażką i zdają egzaminy nawet cztery czy pięć razy, w kilku miastach jednocześnie. Gdyby nie podobny upór, Polska nie znałaby ról Janusza Gajosa (zdał za czwartym razem), Kingi Preis (za trzecim) czy Cezarego Pazury (za drugim). Zwłaszcza że limit wieku dla kandydatów nie obowiązuje. Czeka na nich jednak tylko dwadzieścia miejsc na każdej uczelni, podczas gdy liczba chętnych wynosi przeciętnie od ośmiuset do tysiąca dwustu osób.

On musi być trochę egoistą

Moje rozmówczynie zajmujące się pracą z przyszłymi aktorami podkreślają, że egzamin wstępny jest wypadkową różnych okoliczności – gorszego lub lepszego dnia kandydata, wyboru tekstów i gustów każdego z dziesięciu członków komisji egzaminacyjnej.

Anna Polony, która przez ponad trzydzieści lat była pedagogiem krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, przyznaje: – Zdarzało się, że byłam innego zdania niż pozostali członkowie komisji. Zresztą nie tylko mnie. Bardzo wielu z nas się tak zdarza. Dlatego że każdy inaczej patrzy, czego innego szuka w drugim człowieku. Poza wyobraźnią i wrażliwością, które musi ujawnić kandydat, jest jeszcze coś, co określamy mianem osobowości. Jest pewien rodzaj wdzięku czy też aury, która człowieka otacza. I na jednych to działa, na innych nie. Jest też kwestia urody. Jednym się ktoś podoba, innym nie. Choć zdarzają się osoby, które nie mają zewnętrznej postaci tak uderzająco atrakcyjnej, ale emanują od wewnątrz czymś niezwykłym. Mają błysk w oku, wyrazistą twarz albo jakiś rodzaj specyficznego temperamentu w geście, w ruchu.

Po chwili Anna Polony dodaje: – Ja zresztą parę razy w życiu się beznadziejnie pomyliłam. Nikt z nas nie jest nieomylny, zwłaszcza jeśli chodzi o talent.

Czym zatem jest talent? Wybitna aktorka, która obchodziła niedawno siedemdziesiąte piąte urodziny i ma w dorobku ponad sto ról teatralnych, przyznaje, że to pojęcie prawie niedefiniowalne. Po chwili jednak udaje jej się stworzyć wielowymiarową definicję, wedle której talent jest „umiejętnością wcielania się w postać, przybierania jej cech charakteru i sposobu myślenia. To specjalna predyspozycja. Pragnienie wejścia w cudzą skórę”. Naczelną cechą aktorstwa jest natomiast ekstrawertyzm, „czyli pewien bezwstyd w pokazywaniu swoich emocji i uczuć. Introwertykowi bardzo trudno byłoby wciągnąć widza w świat swoich przeżyć, pobudzić go do refleksji i odczuwania pewnych wzruszeń”. Anna Polony mówi także o specyficznym rodzaju aktorskiej miłości własnej: – Aktor musi kochać siebie w teatrze. Musi być trochę egoistą. Nie uważam, że to coś pejoratywnego, ponieważ gdyby siebie nie znał i w jakiś sposób nie akceptował, nie potrafiłby swojego instrumentu – jakim jest ciało, głos i cała nasza natura – wykorzystywać do końca. Ja, kiedy idę do teatru grać, zapominam, że siebie nie cierpię. Że nie cierpię swojej fizyczności, swojej twarzy. Po prostu o tym zapominam. Absolutnie. W momencie, kiedy staję na scenie, jestem tym, kim mam być w sztuce. Nie myślę o tym, czy jestem ładna, czy brzydka. Jeśli rola wymaga, żebym była piękna, to uważam, iż taka właśnie jestem.

Wielbiciele talentu Anny Polony mogą spać spokojnie. Mimo że nie występuje już w Starym Teatrze, gdzie przepracowała ponad czterdzieści lat, od 22 marca będzie ją można podziwiać w ” Arszeniku i starych koronkach” w krakowskim Teatrze im. Słowackiego. Aktorka żartuje, że wystąpi oczywiście w głównej roli, czyli… arszeniku. Także kandydaci na PWST powinni się wybrać na tę zabójczą lekcję!

Wykorzystać swoje pięć minut

Jeśli pierwsza lub kolejne próby dostania się do państwowych szkół teatralnych kończą się porażką, młodzi ludzie decydują się często na naukę w szkołach prywatnych, które oferują profesjonalne przygotowanie do egzaminu. Liderem jest tutaj krakowskie Lart studiO, które działa od 1992 r. i w tym czasie pomogło zdobyć wymarzony indeks (na studia aktorskie, lalkarskie i reżyserskie) 594 osobom. Nauka trwa rok i kosztuje 750 zł miesięcznie. Wśród absolwentów są gwiazdy młodego pokolenia: Magdalena Boczarska, Anna Cieślak, Dawid Ogrodnik.

W Larcie uczyła się także Urszula Grabowska. Znakomita aktorka znana m.in. z filmów „Joanna” i „Układ zamknięty” oraz z głównej roli w serialu kryminalnym „Na krawędzi” emitowanym obecnie przez Polsat Romance nie zdała pierwszego egzaminu do szkoły teatralnej z powodu problemów z dykcją i emisją głosu. Za rok była już jednak studentką krakowskiej PWST. Dziś sama kształci w Larcie kolejne pokolenia przyszłych aktorów, prowadząc zajęcia z monologu. Na pytanie o profil swoich uczniów, odpowiada: – Przychodzą tutaj nie tylko ludzie, którzy koniecznie chcą zostać aktorami, choć tacy stanowią większość. Kieruje nimi przeczucie, że się do tego zawodu nadają, że odzywa się w nich coś, co chcą z siebie wydobyć i ukierunkować. Natomiast są też tacy, którzy chcą przeżyć fascynujący rok i popracować nad sobą. Mimo że studia są prywatne, na wstępnym etapie nauki odbywa się selekcja: – Wrzesień jest miesiącem przesiewowym. Kandydaci mają pierwsze wprawki na zajęciach, a my, pedagodzy mamy możliwość ich poznać -zorientować się, kto do nas przyszedł, z jakimi możliwościami, z jakim nastawieniem i jaką świadomością. A potem jest coś takiego jak pierwszy przegląd i zdarza się, że ktoś, kto ewidentnie nie ma predyspozycji, odpada. To jest bardzo delikatna sprawa, bo podczas tego roku nauki dzieją się naprawdę cuda z ludźmi, pod warunkiem że są zaangażowani w pracę i zdeterminowani. Aktorka zauważa także zmiany w nastawieniu młodych ludzi do profesji aktora: – Różne show typu „Mam talent” rozbestwiły wyobraźnię kandydatów i są coraz mniej samokrytyczni. Nastąpiło pomieszanie pojęć, czym tak naprawdę jest ten zawód. Dlatego są tak duże liczby zdających, a podejście komisji jest coraz bardziej krytyczne. Trzeba być więc gotowym, aby na egzaminie, w ciągu tych pierwszych pięciu minut, kiedy mamy swoją szansę, zaprezentować się z najlepszej strony. To jest strasznie konkurencyjny moment, który wymaga ogromnej odporności psychicznej. Jak zatem wykładowcom Lartu udaje się przygotować młodych ludzi na te pięć minut, być może najbardziej stresujących w ich życiu? Zdaniem Urszuli Grabowskiej kluczem do sukcesu jest właściwa diagnoza. – Trzeba zdiagnozować w sposób indywidualny każdy przypadek. Kandydat musi chcieć się otworzyć, a prowadzący ma za zadanie dobrze go poznać i mu pomóc. To jest nabieranie wspólnej świadomości. Dla mnie osobiście jest bardzo istotne, żeby kogoś nie skrzywdzić, ale jednocześnie nie dawać taryfy ulgowej. Studenci cały czas są uświadamiani, że jesteśmy po ich stronie, choć czasem musi boleć, bo to jest bardzo bolesny proces, operacja odbywająca się na żywym organizmie, na sobie. My nie jesteśmy po to, żeby ich skrzywdzić, tylko żeby im pomóc rozprawić się ze swoimi słabościami. Uświadomić im ich atuty i wskazać słabe strony. Nie może być w tym żadnego kompromisu ani łagodności. Muszą być tego świadomi, żeby to nie był zmarnowany czas – pointuje aktorka.

Prywatna szkoła to oprócz działalności misyjnej także działalność dochodowa, więc konkurencja na rynku rośnie z roku na rok. Na przykład w 2012 r. zostało otwarte w Warszawie aktoRstudio stworzone przez Romę Gąsiorowską, charyzmatyczną aktorkę stołecznego TR (dawniej Teatru Rozmaitości). Program jej szkoły poza przedmiotami praktycznymi przewiduje również zajęcia pomagające w walce ze stresem i wzbogacające samoświadomość. Wśród wykładowców są m.in. Małgorzata Buczkowska-Szlenkier i Adam Woronowicz, a za rok (weekendowych) studiów trzeba zapłacić od 7 do 11 tys. zł. Mimo niebagatelnych kwot znaleźli się już pierwsi chętni, a Roma Gąsiorowską deklaruje, że w przyszłości chciałaby poszerzyć swoją działalność o agencję aktorską, by skuteczniej pomagać podopiecznym w znalezieniu pracy.

Podobny cel przyświeca założycielom studiów aktorskich przy teatrach. Wielu absolwentów może na ich deskach odbyć profesjonalny debiut. Tak jest np. we Wrocławiu, gdzie przy Teatrze Muzycznym Capitol powstało Niepubliczne Policealne Studium Musicalowe Capitol (uczy w nim m.in. Mariusz Kiljan), lub w Katowicach, gdzie działa Studium Aktorskie przy Teatrze Śląskim. Za naukę w tych szkołach trzeba zapłacić średnio 2 500 zł za semestr, ale istnieje wyjątek. To Policealne Studium Aktorskie przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Ma ono status szkoły publicznej, więc nauka jest bezpłatna, a absolwent uzyskuje dyplom w zawodzie aktora dramatu.

Talent czy show?

Jak wspomniała Urszula Grabowska, wielu przyszłych studentów wychowało się na programach typu talent show i być może niektórzy z nich sądzą, że można w ten sposób rozpocząć karierę artystyczną. Czy kilkunastoodcinkowy program może być jednak alternatywą dla kilkuletnich studiów? Muzyczne i taneczne formaty tego rodzaju pomogły zdobyć popularność kontrowersyjnym lub naprawdę utalentowanym uczestnikom, ale aktorskie kończyły żywot po jednej edycji. Tak było z emitowanym w 2003 r. w Polsacie „Debiutem”. Program, który miał wyłonić nowe aktorskie talenty, zgromadził za stołem jurorskim Izabellę Cywińską, Radosława Piwowarskiego, Mariusza Pujszo i Zytę Rudzką. Nagrodą był udział w popularnym serialu „Samo życie”. Zdobył ją licealista z Przasnysza, Arkadiusz Smoleński, który pięć lat później został… absolwentem Akademii Teatralnej w Warszawie.

Mimo potencjalnie atrakcyjnej formuły „Debiutu”, w którym rolę ostatecznych sędziów odgrywali głosujący widzowie, oglądalność systematycznie spadała – z 3,7 do 1,8 min widzów. Może dlatego kolejny projekt z tego gatunku „Zostań gwiazdą filmową” był obecny już tylko w Internecie.

Wniosek nasuwa się sam: w tego rodzaju programach dużo bardziej niż talent liczy się show. A jeśli ktoś rzeczywiście ma zadatki na dobrego artystę, musi, przynajmniej w Polsce, wybrać tradycyjną drogę państwowych studiów, które wciąż w oczach wielu reżyserów, czyli potencjalnych pracodawców, legitymizują status aktora.