TEATR KONIUNKTURALNY

Moim skromnym zdaniem jest ogromna różnica między teatrem ZAANGAŻOWANYM, a teatrem PUBLICYSTYCZNYM.

koniunkturalizmTen drugi, często pod dumnymi hasłami próbuje udawać ten pierwszy, ale tak naprawdę nie jest o wiele lepszy od tak zwanych programów interwencyjnych w telewizjach korporacyjnych.

Proszę mi wybaczyć, ale całego tego konfliktu ukraińskiego mam dosyć na co dzień, bo wciska się on w naszą świadomość wszystkimi dostępnymi kanałami mediów.

Propaganda strachu jest znakomitą maszynką do robienia pieniędzy dla komercyjnych nośników medialnych, ale w gruncie rzeczy to w ogóle mnie nie obchodzi.

W teatrze chciałbym oglądać coś, co naprawdę odnosi się do kondycji człowieka w otaczającej go rzeczywistości, a nie koniunkturalne tematy, które są ulotne jak zeszłoroczny deszcz.

Teatrowi publicystycznemu mówię stanowcze NIE!

 

 

RADYKALNE GESTY, RADYKALNA BEZRADNOŚĆ

 

 

1653773 584463128326050 8977077283125026982 nDZIENNIKI MAJDANU

 
Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera Warszawa
 
Reżyseria: Wojciech Klemm
 
Obsada: Michał Napiątek, Kazimierz Wysota, Michał Sitarski, Grzegorz Falkowski, Maria Robaszkiewicz, Paulina Holtz, Paulina Chruściel
 
Premiera: 24/10/2014

„Teatr Powszechny zajął się Ukrainą na poważnie. Masa różnych wydarzeń, spotkań, debat, wystaw – wszystko to może pomóc Polakom zrozumieć złożoność kryzysowej sytuacji u naszego sąsiada. Niestety, teatralne jądro zaangażowanego przedsięwzięcia zawodzi – spektakl Wojciecha Klemma „Dzienniki Majdanu” naszej wiedzy o Ukrainie nie pogłębi. O autentycznym poruszeniu ludzką tragedią też raczej mowy nie ma.

Tekst Natalii Worożbyt składa się z relacji (czy też – prościej rzecz ujmując – wrażeń) uczestników kijowskich protestów. Wielką zaletą jest zatem autentyczność słyszanych przez widzów słów. Gorzej z ich temperaturą, tę musimy sobie raczej wyobrazić. Wydaje mi się, że ten dokumentalny tekst nie miał prawa udźwignąć przedstawienia. To, co działałoby jako dopełnienie krwawego materiału telewizyjnego, spływa zupełnie po teatralnej publiczności. I nie pomaga ciągłe bieganie aktorów po scenie, które ma odzwierciedlać chaos ulicznej bitwy i permanentne zamieszanie. Ruch sceniczny to w ogóle dla „Dzienników Majdanu” spory ciężar – Klemm chciał za dużo wyrazić dziwaczną choreografią, która w założeniu miała być istotna, która miała znaczyć tyle, ile znaczą wypowiadane zdania. Tak się nie dzieje, w tę mowę ciał wkrada się jaskrawa bełkotliwość (poza tym: widoczne jest momentami niezgranie aktorów, którzy wpadają na siebie w czasie tego pływania synchronicznego – co dziwi w spektaklu, którego ruch ma być podstawą).

Co chwilę szaleją niemalże dyskotekowe światła, co chwilę dudnić zaczyna szybka muzyka – wszystko po to, by oddać grozę, pęd, by naszkicować przed widzami okropną przemoc. Ale to na nic, ciężko być tym erzacem wstrząśniętym. Musimy próbować wykrzesać tragedię z samych słów, ale i one są sztuczne (chociaż, przypominam, w dużej mierze autentyczne). Mało jest ciekawszych momentów, często z poszczególnych dialogów wynika jedynie nieznośny patos – a przecież nie powinno tak być; właśnie ten temat, Ukraina, Majdan, śmierć, to idealne warunki dla patosu oczyszczającego i chwytającego za pysk. Niestety, sztuczność wygrywa ze wzniosłością i trzeba dużo dobrej woli, by przejąć się losem biegających w kółko postaci.

Czyli – na emocje nie działa. Ale może jednak coś można z „Dzienników Majdanu” wynieść? Może da się dowiedzieć czegoś nowego? Też niespecjalnie. Niby wszystko tu jest: zmienność nastrojów wśród protestujących, tygiel emocji, różne punkty widzenia na całą sprawę, rozdźwięk między czasem rewolucji a codziennym życiem – ale podane to jest zbyt powierzchownie; niewiele tu elementów, o których byśmy już wcześniej nie słyszeli. Są, co prawda, pojedyncze interesujące rzeczy – na przykład wyśmianie światowej sławy artystów, którzy na Majdan przyjeżdżali jak na wycieczkę, przez co trzeba było ich oprowadzać po obozowisku jak po wystawie fotografii. Mało jednak takich przebłysków. O ludziach Majdanu więcej można się dowiedzieć – dajmy na to – z krótkiego reportażu Pawła Reszki niż z przedstawienia w Powszechnym.

Widać też, że „Dzienniki Majdanu” to dzieło mające ambicję przełamania konwencji spokojnego oglądania scenicznego nieszczęścia bohaterów. Jedna z uczestniczek protestu, grana przez Paulinę Chruściel, wychodzi z mikrofonem do publiczności i pyta się, czy to wszystko ma w ogóle sens, stara się dowiedzieć, czym tak naprawdę jest dla nas Majdan. Chruściel wytrąca poszczególnych ludzi z poczucia teatralnego komfortu, przystawia im do twarzy mikrofon, czeka na jakąkolwiek odpowiedź. Tylko że ten – jak na przyzwyczajenia „zwykłej” teatralnej publiczności – radykalny gest jawi się raczej jako wyraz bezradności twórców, a nie jako cios w nasze dobre polskie samopoczucie. Aktorka pyta w końcu dramatycznym tonem: „Interesuje to kogoś?”. Można by odpowiedzieć: Majdan – tak, oczywiście, trzeba o tym myśleć, trzeba o tym rozmawiać; „Dzienniki Majdanu” – nie, niestety one nie interesują nas wcale.”

autor tekstu: Karol Płatek

 

#teatr