Teatr nam upada

„Teatr upada”, albo „Taką mamy Kulturę, jakież są Elity ją tworzące…” to znakomity artykuł Anny Rzepa-Wertmann bezpardonowo rozprawiający się z najbardziej promowanymi przez pseudokrytyków, reżyserami teatru polskiego.

 

Taką mamy Kulturę, jakież są Elity ją tworzące…

Teatr upadaCoraz częściej i głośniej mówi się o upadku i komercjalizacji Kultury jako Dobra Społecznego. Może by się przyjrzeć ludziom, którzy ją tworzą. Jeszcze Elity czy li tylko Celebryci Teatralni…?

Postanowiłam się przyjrzeć tym, którzy wyznaczają trendy we współczesnym polskim teatrze. Pomysł „chodził za mną” już jakiś czas, dojrzewał, nędził gdzieś wewnątrz myśli. Kłopot był nie w treści, lecz bardziej w formie. Tomasz Mościcki w swoim świetnym tekście „Tartuffe: jak zepsuć arcydzieło” opracował coś, co pozwolę sobie tytułem wstępu zacytować. Dlaczegoż? Bowiem zaiste szczere i święcie prawdziwe to słowa, choć liczące sobie coś koło 9 lat…

„(…)1. Wyrwij wielki tekst z jego pierwotnego otoczenia. Zmień na gorsze. Szlachecki dworek niech będzie blokowiskiem, królewski dwór gangsterlandem(…).

  1. Daj znać, co myślisz o najnowszej historii. Podmień konfederatów barskich na akowców mordujących Żydów i obdzierających trupy,(…). O poziomie artystycznym nie mówimy, bo ideologia ważniejsza jest przecież od scenicznej wartości.
  2. Jeśli wystawiasz dobrze napisany tekst, a uważasz, że autor jest głupszy od ciebie, albo nie dorósł do naszych czasów – rżnij Walenty, Bóg się rodzi. Wyrzynaj całe sceny, likwiduj postaci(…). Albo inaczej – dopisz coś od siebie(…). Niszcz bez pardonu strukturę oryginału(…). Nic to, że na scenie masz bzdet. ZAiKS sypnie tantiemą za adaptację.
  3. Masz sztukę napisaną wierszem? Won z wierszem, tylko prawda się liczy! I cóż z tego, że w „Tartuffie” wiersz jest aktorską partyturą, że ta niby-proza niweczy logikę dialogu, że odbiera emocjonalne napięcie takiemu Słowackiemu(…).
  4. Bądź nowoczesny – ubierz Moliera po naszemu, precz z żabotami, koronkami. Widz rozumie tylko to, co teraz. Dodaj didżejską oprawę muzyczną w miejscach, w których niepotrzebna jest muzyka. Jeśli (…) zabierzesz z domu kilka płyt, które akurat wpadły ci w ręce – to też OK. Byle coś brzęczało w tle.(…)” *

Szanowni Nieznani Czytelnicy, tym razem przeczytacie coś w rodzaju listu otwartego. Wiem, wiem – kobiety zawsze pierwsze; będę przekorna i zacznę od mojego Naczelnego Ulubieńca: osławionego Jana „Irokeza Wiedzącego Lepiej” Klaty. Przyznam szczerze: uwielbiam od pierwszego obejrzenia „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”* (nigdy specjalnym maniakiem opowiadań Philipa K. Dicka nie byłam!), poruszył mnie „Kazimierz i Karolina”* (zwłaszcza odniesienie tekstu von Horwatha do rzeczywistych realiów „tu i teraz Polski 2010”), naprawdę zachwycił „Titus Andronicus*. Za cóż więc Jaś Rewolucjonista tu się dostał? Wciąż ten sam schemat, coraz większe efekciarstwo, epatowanie multimediami, kostium Buntownika i Anarchisty sztuczny i fałszywy, maniera, granie skrótami myślowymi rozumianymi tylko i wyłącznie na linii „reżyser- aktorzy – krytycy”. Gdzie w tym wszystkim jest Widz?! Wszak on płaci, kupuje bilety, jest najważniejszy na widowni. W pogoni za grantami, podlizywaniu się Władzy i Krytykom, pompowaniu własnego Ego coraz słodszymi recenzjami, nie zapomniałeś wodzu „Irokezie Wiedzący Lepiej” o drobniutkim, niewinnym szczególe?

Reżyser jako taki „robi Teatr” dla Widzów, w żadnym wypadku nie Sztukę dla Sztuki!

Choć trzeba Janowi przyznać, że zdaje się ma ucznia i następcę; imię jego Radosław Rychcik. Zastanawiałam się, jak spytać o to, co mnie tak dręczyło, wyręczył mnie sam zainteresowany, tłumacząc w rozmowie z Mike Urbaniakiem powód reżyserowania słynnych „Dziadów” w Teatrze Nowym w Poznaniu*:

„(…)MU: Czy wyście powariowali? Wszyscy robią teraz „Dziady”!

RR: – Szaleństwo nie ma tu nic do rzeczy, chodzi o kasę. Ministerstwo Kultury ogłosiło konkurs „Klasyka żywa” i się zaczęło. Robi się to, na co są pieniądze. Chciałem robić w Teatrze Nowym w Poznaniu „Taksówkarza”, ale skoro jest zapotrzebowanie na polską klasykę, to trzeba było walnąć z grubej rury – stąd „Dziady”.(…)”*

Wytłumaczy mi ktoś wreszcie słynne odniesienie Afroamerykanów do mickiewiczowskiej rzeczywistości Dziadów Zadusznych, umiejscowionych w XIX-wiecznej rzeczywistości między-powstańczej?! Zbyt  wiele nie wymagam, zdaje się dużo nie żądam?! Swego czasu, podczas rozmowy Barbary Marcinik z Twórcą w czasie „terenowej Trójki pod Księżycem” próbowałam sama zgłębić problem. Półtorej godziny nocnego dokładnego słuchania wywiadu niech spuentuje Wieszcz: „Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia…” ,Tyle mi przyszło z głodu Wiedzy; bądź tu dociekliwą i dokładną… O związki Irlandii z „Weselem” Stanisława Wyspiańskiego aż się boję pytać: mogę zostać porażona egzaltacją afirmacji, podobaniem się sobie w aspiracji do egzegezy dzieła, ekshaustacją…

Dość!!! Niektórzy Reżyserzy tak bardzo unaszają się nad Ziemią, że zapomnieli z kretesem mowy ojczystej. W przeciwieństwie do Ludzi na Widowni: oni najlepiej rozumieją sens i zachwycają się słowem po polsku, wyrażam się jasno i wyraźnie?!

Kobiet w tym towarzystwie nie zabraknie – choć ich ilość została zredukowana do dwóch moich Ulubienic. Otóż o jednej z nich, unurzanej po swoje blond loczęta i wystudiowany sztuczny uśmiech Lolitki  w mierzwie, brudach i wszelkich szmatławstwach Życia, pisać nie zamierzam i kropka. Niech się Dziewczątko bawi zwykłym bawidełkiem: szokiem, skandalem, pozą wyzwolonej non-konwenansowej Twórczyni – szacunku mojego nie zyska, poważania tym bardziej!

Z Mają Kleczewską sprawa jest krótka, banalnie jasna i oczywista. Jest jeszcze jakikolwiek rodzaj profanacji tyczącej  się wiary, narodowości, wyznania, którego nie dało się ze-szlajać na scenie? Istnieje jakikolwiek rodzaj dewiacji, dysfunkcji psychologiczno- psychiatrycznej, którym Boskiej Kontestatorce Mai nie udało się jeszcze z-epatować widzów?! W kwestii zalewu wręcz (zwykle zbędnej i nieprzewidzianej w tekście oryginalnym!) pornograficznej golizny w spektaklach było chyba już wszystko; czyżbym coś przeoczyła, Buntowniczko Majeczko?!

Czy dokładnie tego – wedle wielkiej Twórczyni – oczekują ci, którzy płacą za bilety, i dokładnie po to wybrali się do Teatru?!

Śmiem wątpić i niestety mam rację, wielką jak wszystkie Oceany tej planety!

Zdaję sobie sprawę, że brak tu paru osób, którzy „swoje też za uszami mają”; choć z drugiej strony, jak by tak zacząć wyliczać… Wszyscy tu pomienieni i ci pominięci cierpią na parę chorób, na które raczej leków brak. Zadufanie, Ego rozdęte do granic Układu Gwiezdnego, nonszalancja, brak elementarnego szacunku dla Widza jako odbiorcy Sztuki, zbytni wpływ dramaturgów na tekst bazowy (przecież Dostojewski jest tak anarchiczny, że jak go już robimy, to zostawmy 20 procent, rzuci się jakąś nagą parkę miotającą się po scenie i wyjącą, ktoś coś powrzeszczy, bluźnie, wrzuci się cytat z Becketta i OBOWIĄZKOWO Jelinek – się sprzeda na pniu!!!), zapychanie multimediami elementarnych braków wiedzy reżyserskiej, „eksperymentowanie na żywym organizmie” czyli widzach. Podoba Wam się ta wizja? Mnie ani trochę – ale właśnie tak wygląda polska rzeczywistość teatralna; ale ta oglądana od strony widza, nie zza cukierkowych szkieł krytyka…!

*     http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/27180.html

*     http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/38116,szczegoly.html

*     http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/45734,szczegoly.html

*     http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/48314,szczegoly.html

*     http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/50328,szczegoly.html

*     http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/179550.html

Anna Rzepa-Wertmann
Dziennik Teatralny Lublin
28 listopada 2015
http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/taka-mamy-kulture-jakie-sa-elity-ja-tworzace.html

 

 

Teatr

 Teatr – rodzaj sztuki widowiskowej, w której aktor lub grupa aktorów na żywo daje przedstawienie dla zgromadzonej publiczności. Terminem teatr określa się też sam spektakl teatralny lub też budynek, w którym jest grany.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Teatr

#teatr