Teatr obywatelski

Teatr obywatelski to teatr, który dla obywatela jest zrozumiały i potrzebny, a nie pod płaszczykiem demokratycznych haseł przywłaszcza sobie kolejne teatry i to wszystko w imię wspólnego grupy skoku na publiczną kasę.

Teatr obywatelskiPiszę to w odniesieniu do artykułu Piotra Wyszomirskiego pt. Solidarność w teatrze, teatr w Solidarności. relacjonującego głównie niedawne spotkanie środowisk twórczych z Minister Kultury w Gdańsku.

Wydaje mi się ważne, żeby spojrzeć na to, co pozornie wydaje się być chwalebne, górnolotne i bardzo piękne w odpowiednim świetle.

Pan Wyszomirski zaczyna od bardzo pobieżnej relacji z wydarzeń w Toruniu, która poskutkowała otwartą grupą Facebookową nazwaną „Teatr jest nasz”

Otóż prawda o tym konkursie jest taka, że w jego przebiegu było wiele podejrzanych niejasności, co poskutkowało, że sama procedura została przez różne osoby zaskarżona w sądzie.

Tajemnicą poliszynela było to, że kandydat, który ów konkurs wygrał, był kandydatem „spółdzielni teatralnej” i wiadomego lobby, które teatr po teatrze przejmuje kolejne teatry publiczne w Polsce.

Nie wszystkim podobała się decyzja komisji konkursowej, a na Facebooku powstała również grupa nazwana „Brawa dla Marszałka Całbeckiego za odwagę unieważnienia konkursu” Nikt w tej grupie nie próbował jednak zająć teatru i nie twierdził, że „teatr jest nasz”.

To nie pierwszy raz, kiedy grupa dzierżąca władzę w teatrze pod przykrywką demokracji, tolerancji, a teraz solidarności dąży do całkowitego przejęcia teatru w Polsce – poprzednio miało to miejsce, kiedy ratowali zagrożony tyłek zaprzyjaźnionego dyrektora pod hasłem „teatr nie jest produktem”.

Otóż chciałbym tylko zaznaczyć, że ta grupa nie odzwierciedla całej teatralnej polski, chociaż rości sobie do tego prawo takimi, jak opisane sposobami.

Swoją drogą najbardziej znaczący jest cytat, który najpierw mnie rozbawił, a potem zatrwożył „Maciej Nowak w obszernej wypowiedzi kuluarowej…” Do jakich metod sięgają ci ludzie skoro potrafią w imię osiągnięcia celu powoływać się na „obszerne wypowiedzi kuluarowe” swoich mocodawców, czyli to co jeden koleś powiedział drugiemu kolesiowi przy piwie, czy kieliszku wódki…. Brrrrrrrrrrrr…..

Chciałbym także zwrócić uwagę na to, że odkąd od ponad dekady, kiedy ta grupa ma co raz większy wpływ na rząd, samorządy i urzędników i przejmuje teatr za teatrem, często wbrew prawdziwym potrzebom lokalnych artystów, władz i publiczności, używając dumnie brzmiących haseł, których jedynym celem jest emocjonalny szantaż, od teatrów odpłynęła jedna trzecia widowni w porównaniu z badaniami przeprowadzonymi 10 lat wcześniej.

Hołubienie przez owe kręgi amatorszczyzny, kolesiostwa, braku profesjonalizmu i podstaw rzemiosła zarówno reżyserskiego, jak i aktorskiego doprowadziły do tego, że widownia znużona chłamem, jakim wciska im „spółdzielnia” wychwalana przez skorumpowanych i zaprzyjaźnionych pseudorecenzentów odwróciła się od teatru instytucjonalnego i coraz rzadziej do niego przychodzi.

Widz coraz częściej wybiera się do teatrów offowych, niezależnych i prywatnych odrzucając bełkot płynący ze scen teatrów publicznych.

Dlatego chciałbym zwrócić uwagę na to, iż teatr obywatelski nie polega na tym, że wybrana grupa będzie sobie przywłaszczać teatr publiczny i głośno krzyczeć o braterstwie, równości i solidarności poprzez swoich medialnych popleczników.

Teatr obywatelski polega na tym, żeby robić teatr, który dla obywatela jest zrozumiały i potrzebny. Taki teatr ma dać swojemu widzowi poczucie, że jest on dostrzegany wraz ze swoimi potrzebami, że jest dla tego teatru ważny i dzięki temu ma dać widzowi poczucie, że jest jego częścią, częścią większej całości, a nie pod płaszczykiem demokratycznych haseł przywłaszczać sobie kolejne teatry i to wszystko w imię wspólnego grupy skoku na publiczną kasę.

amen

Solidarność w teatrze, teatr w Solidarności.

O spotkaniu środowiska teatralnego w szerokim rozumieniu.

Geneza
„Mam nadzieję, że nie tylko całym środowiskiem teatralnym w Polsce wstrząsnęła wiadomość o unieważnieniu konkursu na dyrektora Teatru im. Wilama Horzycy. W skrócie: marszałek województwa powołał komisję konkursową złożoną z akceptowanych i powszechnie szanowanych ekspertów. Komisja przesłuchała 21 kwietnia kandydatów i rekomendowała na stanowiska dyrektora toruńskiej sceny Romualda Wiczę-Pokojskiego. Dzień później obradował Zarząd Województwa i:
„Po przeanalizowaniu wskazanych materiałów (…) podjął decyzję o unieważnieniu konkursu. (…) Przedstawiona przez osobę rekomendowaną koncepcja nie odzwierciedla bowiem oczekiwań samorządowych władz województwa co do misji i repertuaru jedynej prowadzonej przez samorząd województwa sceny dramatycznej”.
Nie po raz pierwszy władza nie uwzględniła opinii ekspertów. Nie po raz pierwszy złamane zostały niepisane, bo wydawać by się mogło że oczywiste, zasady współżycia społecznego i gospodarowania dobrem wspólnym. Jednak sposób, w jaki to uczyniono w Toruniu nie pozwala milczeć.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych działaniem w tej sprawie do wspólnego namysłu i znalezienia najlepszych rozwiązań. Facebook jest demokratyczny i przejrzysty, nasze działania będą transparentne.

Chyćcie koni, chyćcie broni!

I żeby finał był zdecydowanie inny. Wpływajcie, namawiajcie, podpowiadajcie, działajcie.

Rok 2015 rokiem 250-lecia teatru publicznego w Polsce.

Publiczny: dotyczący całego społeczeństwa lub jakiejś zbiorowości (za: Słownik języka polskiego)

Wilam Horzyca mówił, że teatr kształci społeczeństwo. A odwrotnie?

Zapraszamy do grupy otwartej na Facebooku Teatr jest nasz”

Tak pisałem 22 kwietnia w oczywistym odruchu solidarności z Wiczą i Joanną Puzyną-Chojką (współautorka aplikacji konkursowej). Założenie strony internetowej skupiającej aktywistów akcji było jednym z wielu działań. Reakcja, nie tylko środowiska teatralnego, była krzepiąca – głosy poparcia i wsparcia, protesty i stanowiska płynęły z całego kraju. Zaraz potem pojawiła się sprawa Będzina.

Przegraliśmy, przynajmniej na razie, Toruń, ale powstało przekonanie, że tak to się nie może zakończyć. Że musi powstać coś konstruktywnego, że jest to sygnał do zmian. Efektem tego myślenia jest spotkanie w Gdańsku. 21 września spotkali się przedstawiciele środowiska, by nie tylko porozmawiać, ale podjąć decyzje. Najambitniejszy horyzont tworzyła ustawa teatralna.

Z inicjatywy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego i ruchu społecznego „Teatr jest nasz” 21 września 2015 roku w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku odbyło się spotkanie przedstawicieli organizacji i stowarzyszeń teatralnych a także organizacji pozarządowych zajmujących się teatrem, ekonomistów, socjologów kultury, teoretyków i praktyków teatru.

Tak brzmi oficjalny komunikat, ale chciałbym wierzyć, że zdarzyło się coś więcej.

Debata społeczna

Jedną ze składowych gdańskiego spotkania była otwarta debata społeczna z udziałem minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Małgorzaty Omilanowskiej. Temat wyjściowy „Instytucja – gwarant wolności twórczej, idea-praktyka” został potraktowany wielostronnie i z pewnością nie został wyczerpany. Głosy zamówione były udziałem Aliny Czyżewskiej (Wojtek Bogusławski), aktywistki ruchów miejskich, która mówiła o zaangażowaniu obywatelskim w kulturze i Adam Kwapisza, aktora Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie, który na bezprecedensowym przykładzie Będzina przedstawił bardzo złe praktyki zarządzania teatrem przez samorządy (to jedyny teatr w Polsce współprowadzony przez miasto i powiat). Mimo założenia, iż jest to debata z udziałem pani minister a nie z panią minister, większa część spotkania zajęły pytania do minister, co nie wydaje się być niespodzianką.

Tomasz Bedyński, trójmiejski animator kultury i aktywista, mówił o braku partnera społecznego w umowach, braku możliwości prowadzenia działalności kulturalnej przez różne podmioty. Krystyna Piaseczna z telewizji publicznej pytała się, na ile telewizja publiczna rozpocznie współpracę z teatrami i ministerstwem, na co minister odpowiedziała, że adresatem tego pytania powinna być telewizja publiczna. A. Kwapisz zaznaczył, że w teatrze lalkowym kto inny ogląda, kto inny kupuje, a jeszcze kto inny płaci. Urzędnicy decydują, kto ma być dyrektorem i co ma być grane. Maciej Englert (Unia Teatrów Polskich, Teatr Współczesny w Warszawie) upomniał się o umowę o sponsoringu, Krzysztof Mieszkowski (Teatr Polski we Wrocławiu) poruszył temat cenzury, w tym cenzury ekonomicznej. Wojciech Bartoszek (Teatr Nowy w Łodzi) apelował m.in. o zwiększenie dofinansowania z centrali. Paweł Płoski (Akademia Teatralna, Teatr Narodowy) zapytał się o doświadczenia ministerstwa ze współprowadzenia instytucji kultury z samorządami. Tomasz Thun-Janowski, szef Biura Kultury w Warszawie, mówił o dobrych przykładach współpracy samorządu z instytucją kultury. Halina Słojewska (ZASP Gdańsk) wypowiedziała się na temat kultury i polityki kulturalnej ogólnie. Głos zabrały również Agnieszka Makówka, solistka Teatru Wielkiego w Łodzi oraz Renata Borowska, dyrektorka Teatru Wielkiego w Poznaniu a także Krystian Wieczyński, aktor Teatru Wiczy i inni.

W Polsce funkcjonuje 778 teatrów, z czego 118 to teatry publiczne. 115 z nich utrzymują samorządy. W sezonie 2013/2014 na widowniach, które liczą w sumie ok. 50 tys. miejsc, zasiadło ponad 5,5 miliona osób. Zagrano 34 387 spektakli, z 2 251 tytułów 576 to premiery a 96 prapremiery. Budżet teatrów wynosi ponad miliard złotych, pracuje w nich 4 477 osób.

Polacy najchętniej chodzą do centrów handlowych (87,2% ankietowanych), spacerują po parku/lesie (86,7%) , biorą udział w imprezach towarzyskich (85,9%). Na 22 opcje wyboru na ostatnim miejscu jest opera (13,4%), na 16 miejscu muzeum (29,1%), na 17 teatr (25,8%), następnie galerie sztuki (19,4% ), konferencje/wykłady (14,9%), filharmonia (14,6%) i spotkania z literatami (13,7%).

Maciej Nowak w obszernej wypowiedzi kuluarowej mówił o konieczności wspólnych działań wszystkich służb publicznych, o wstrząsających w swej różnicy w stosunku do polskiego systemu finansowania teatru rozwiązaniach niemieckich i o teatrze w różnych kontekstach oraz o wszędobylskich „plecakach”, prowincjonalizacji Polski i wielu innych:

Tako rzecze Omilanowska:

Dozwolone jest wszystko, co nie jest zabronione

Im mniej w państwie obywatelskim regulacji prawnych, tym lepiej. Regulacje są potrzebne tylko w tych miejscach, w których trzeba coś kontrolować. Konsultacje społeczne są otwarte, ale czasochłonne. Dochodzi do tego, że wśród 200. listów z uwagami ¾ jest sprzecznych ze sobą.(…) Najlepsze prawo powstało w latach 1989-91, dziś długie procedury (nowa ustawa to 2-3 lata, nowelizacja niewiele mniej) spowodowane są także silnym lobbingiem grup interesów. Trzeba wiedzieć, że projekt ministerstwa, a ostateczna wersja ustawy powstała podczas obrad sejmu, to dwa różne dokumenty. Ważne, by kontrolować proces legislacyjny na poziomie sejmu. Brakuje przedstawicieli środowiska na posiedzeniach komisji kultury. Trzeba walczyć i pilnować do końca.

Najważniejsze

Najważniejsze jest uczestnictwo w kulturze. Mamy niskie wskaźniki uczestnictwa w kulturze. Jeśli nie uzyskamy większego wskaźnika uczestnictwa w kulturze, to nie zyskamy tego większego elektoratu, który będzie w większy sposób naciskał na władze, które będą widziały potrzebę zwiększenia finansowania potrzeb społecznych. Ministerstwo, ze względu na skromność środków, jakimi dysponuje, nie poprawi sytuacji polskich teatrów. Mogą to zrobić głównie samorządy, jeśli uznają, że się im to opłaca. Ale samorząd nadal tego nie rozumie lub wyciąga wnioski z faktu niewielkiego zainteresowania losem kultury, w tym teatru, w Polsce. Dlatego w mojej praktyce ministra postawiłam na dwa priorytety: edukację kulturalną i dostęp do kultury. To są instrumenty, którymi można próbować zmienić stan rzeczy, czyli wpłynąć na zwiększenie roli kultury w życiu obywateli.

Finanse

Minister finansów każdorazowo przy postulatach dotyczących ulg podatkowych i sponsoringu zasłania się obawą przed koniecznością rozpoczęcia nieprzygotowanej procedury zmiany ordynacji podatkowej, która pociągnęłaby za sobą dyskusję kilkuletnią. Od roku trwają prace ekspertów nad zmianą ordynacji, potrwają pewnie jeszcze wraz z całą procedurą ze 2-3 lata i to jest czas, kiedy można, przy zmianie całej architektury systemu podatkowego, wnieść uwagi i pomysły, w tym związane ze sponsoringiem czy np. innymi sposobami rozliczania dla wolnych twórców. Nie mamy szans, jako singiel kulturalny, wskoczyć sami do ustawy, to musi nastąpić w ramach całego procesu zmian podatkowych. Trzeba pilnować terminu.

60% środków MKiDN przeznaczonych jest na szkolnictwo artystyczne (ok. 1,6 mld z ponad 3 mld ogółem). Najwięcej kosztują szkoły muzyczne I stopnia.

Czekamy na sygnał z Centrali…

(W wielu głosach słyszało się tęsknotę za większym udziałem ministerstwa na poziomie lokalnym. Wynikało to z doświadczeń w kontaktach z urzędnikami i politykami lokalnymi i ogólnie kryzysem zaufania do samorządu. Odmienne stanowisko w ocenie polskiej samorządności zajęła minister.)

Dywersyfikacja zarządcza, którą ma w ręku samorząd, jest lepszą podstawą demokracji, gdyż skupienie władzy w centrum może doprowadzić do próby jej nadużywania w skali całego kraju.

Emerytury dla tancerzy

We współpracy z Instytutem Tańca wdrażany jest I etap projektu dotyczącego zmian kwalifikacji zawodowych tancerzy. Nie chcemy wysyłać tancerzy na emerytury w wieku 35 lat, chcemy stworzyć im warunki do zmiany kwalifikacji zawodowych. Doświadczenia europejskie mówią, że tancerze po przekwalifikowaniu są jednymi z najlepszych pracowników dzięki nawykom nabytym podczas kariery artystycznej, czyli dzięki: dyscyplinie, koncentracji, systematyczności, uważności. Jeden z tancerzy został nawet pilotem helikoptera.

Zmiana społeczna

Od kilku lat jesteśmy w Polsce świadkami fundamentalnej zmiany społecznej – procesu przejmowania wielu obszarów debaty w przestrzeni publicznej przez organizacje obywatelskie. Chętnie powołujemy się na ruch Obywatele Kultury, który tak naprawdę był daleko wysuniętą forpocztą w stosunku do pozostałych obszarów aktywności, na których ten silny, oddolny, obywatelski ruch się pojawił. Kiedy w 2011 roku została przyjęta przez sejm ustawa o instytucjach kultury, nie było jeszcze takich ruchów obywatelskich, nie było z kim uzgadniać rozwiązań i aktów prawnych. To, co dzisiaj stanowi bardzo istotny element debaty publicznej, czyli ruchy miejskie, oddolne ruchy obywatelskie, aktywiści, którzy włączają się we wszystkich obszarach stanowienia prawa i tworzenia regulacji prawnych, jest świeżej daty. Ruchy obywatelskie uczą się, jak to robić, ale i my też się uczymy, jak na nie się otwierać i jak z nimi dyskutować. To jest szkoła i lekcja, którą muszą odebrać obie strony. To nie tylko obywatele muszą uwierzyć, że mają więcej do powiedzenia, niż im się wydawało i mogą wiele na władzy wymusić, ale też władza musi się uczyć, jak z nimi rozmawiać.

Jeszcze rok temu, kiedy zostawałam ministrem, powiedziano mi, bym nie uczestniczyła w żadnych mediach społecznościowych. Radzono mi, bym zlikwidowała stronę internetową i profil na Facebooku. Zastosowałam się do sugestii, poprosiłam zięcia, który jest informatykiem, o zlikwidowanie wszystkiego. Po kilku miesiącach sama zdałam sobie sprawę, że chcę uczestniczyć, chcę „włazić” w te debaty, chcę się wykłócać z ludźmi, chcę spróbować im coś wytłumaczyć i jestem gotowa odczytać oskarżenie pod moim adresem. Ludzie trollują, są hejty – zgoda, ale między tym przebija się głos, który dla mnie jest szalenie ważny. Odbieram od nich mocną lekcję, jak każdy polityk słuchający ludzi: żeby się nauczyć tego, że to my, politycy, jesteśmy dla obywateli.

***

Co dalej?

Uprawiać teatr za publiczne pieniądze to wielkie wyróżnienie i zobowiązanie. Nie wchodząc w szczegóły, wystarczy powiedzieć, że realizacja misji teatru publicznego jest, lub bywa, prowadzona, mówiąc bardzo delikatnie, różnie. Perspektywa 250-lecia jest ważna i symboliczna, ale nie można zapominać o tym, jak wiele się zmieniło po 1989 roku. Nadzieję na szersze spojrzenie daje zapis w komunikacie po gdańskim spotkaniu:

Dyskusja w głównej mierze dotyczyła teatrów – instytucji artystycznych w rozumieniu wspomnianej ustawy, ale pojawił się też bardzo ważny wątek prowadzenia działalności teatralnej przez inne podmioty. Status prawny tej działalności powinien być także przedmiotem pracy zespołu roboczego.

Świat zazdrości nam sieci teatrów publicznych. To dobro wspólne, które podlega ochronie i warto podjąć wszystkie wysiłki, by je zabezpieczyć. W perspektywie krótkoterminowej, znając czas trwania procedur uchwalania i nowelizacji ustaw, należy jak najszybciej, poprzez zatwierdzenie katalogu dobrych praktyk i zaproszenie do jego podpisywania przez samorządy, uregulować najpilniejsze sprawy (m.in. procedury wyłaniania dyrektorów). Równolegle do tego działania powinien rozpocząć się proces tworzenia nowego ładu w teatrze polskim, uwzględniający procesy społeczne, jakie na naszych oczach zachodzą od ćwierćwiecza. Jednym z najbardziej nośnych haseł w kulturze był 1% na kulturę – hasło inicjatywy Obywatele Kultury, fragment „Paktu dla kultury” z 2011 roku. Jeden z egzemplarzy „Paktu” z podpisami premiera i Obywateli Kultury trafi do Skarbnicy Narodowej, gdzie przechowywane są rękopisy Kochanowskiego, Mickiewicza i Norwida. Stał się obiektem muzealnym.

Cel osiągnięto, ale inicjatywa w praktyce umarła (zobacz m.in. tutaj), nie powstają lokalne „Pakty”, od czasu do czasu jest jakaś „akcja”, jakaś petycja, powstaje Teatr jest Nasz. A przecież nie chodzi tylko o pieniądze. Najważniejsze w tym wszystkim jest pozyskiwanie sprzymierzeńców do przywrócenia kulturze ważnego miejsca w świadomości odbiorców. Być może jednym z partnerów mogą być ruchy miejskie, przykład reakcji sumienia nowej inteligencji kreatywnej, która powstała jako przeciwdziałanie oligarchizacji polskiej samorządności. Ale powinien być to jeden z wielu partnerów. Jeśli teatr nie weźmie pod uwagę wszystkich procesów, które dzieją się wokół niego i nie będzie realizować misji społecznej, trudno będzie przekonać wyborców i wybrańców do specjalnego potraktowania i ochrony tej w sumie bardzo niewielkiej grupy zawodowej. Dodatkowo dojdzie do rozłamu w całym teatrze, z którego tylko część stanowią placówki publiczne zabezpieczone dotacjami.

Teatr jest Nasz to nie jedynie obrona interesów branżowych. To tęsknota za porozumieniem poprzez kulturę, spotkaniem w ważnych sprawach, solidarnością w idei. Jeśli takie myślenie zostanie uwzględnione w dalszych pracach zespołu roboczego przy Instytucie Teatralnym, spotkanie w Gdańsku będzie można uznać za historyczne.

Piot Wyszomirski
Gazeta Świętojańska
28 września 2015
http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/solidarnosc-w-teatrze-teatr-w-solidarnosci.html


#teatr