Teatr to mój drugi dom

Teatr to mój drugi dom – to bardzo ciekawy wywiad Małgorzaty Bryl-Sikorskiej z Haliną Pasekovą, aktorką teatru w Cieszynie.

Kontynuując moją promocję teatru z Czeskiego Cieszyna, który jako jedyny ma stałą polską scenę działającą poza granicami naszego kraju, przedstawiam wam wywiad z aktorką, Haliną Pasekovą, która mówi, że “teatr to mój drugi dom”.

Teatr to mój drugi dom

TEATR TO MÓJ DRUGI DOM

– Nie wyobrażam sobie siebie leżącej w domu przed telewizorem. Babunia przysypiająca z szydełkiem w fotelu to też nie ja. Taką babcię mogę pokazać na scenie – przyznaje aktorka, Halina Paseková. W rozmowie opowiada między innymi o pracy na Scenie Polskiej Teatru Cieszyńskiego, z którą jest związana od pięćdziesięciu trzech lat, niedawno przyznanym jej medalu „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”, a także planach na dalszą twórczość artystyczną.  

Chciałabym porozmawiać o teatrze, ale i o życiu.

Dobrze, spróbujmy, ale zbyt dużo lat upłynęło, żeby wszystko spamiętać. Najważniejsze dla mnie jest to, że pozwolono mi na pracę w teatrze nawet w wieku emerytalnym. Być może zabrzmi to jak przechwałka, ale ten teatr bardzo dużo dla mnie znaczy. Teatr to mój drugi dom. Na Scenie Polskiej zaczynałam drogę aktorską i gram na niej już pięćdziesiąty trzeci sezon. Dlatego też gdy przyznano mi Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”, zaproponowałam odbiór tego odznaczenia właśnie wśród swoich. 

Niedawno wróciła Pani z podróży do Ziemi Świętej. To był prezent urodzinowy? 

Tak, na moje 70. urodziny pojechałam do Asyżu, a teraz na 75. urodziny wybrałam się w podróż do Ziemi Świętej. Muszę przyznać się, że nie jestem typem światowca i nie ciągnie mnie do podróżowania. A ta podróż obfitowała w przygody: widziałam nowe miejsca, poznałam nowych ludzi i pierwszy raz leciałam samolotem. 

 Jakie były najważniejsze podróże w Pani życiu? 

Najważniejsze były teatralne podróże. Mogę wrócić do 1985 roku, kiedy po raz pierwszy występowałam w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Reżyser Andrzej Ziębiński robił na Scenie Polskiej przedstawienie „Transplantacja” i wybrał czwórkę aktorów z naszego zespołu, którzy na Międzynarodowy Dzień Teatru, 27 marca zagrali z aktorami warszawskimi. To była moja pierwsza podróż poza nasz teatr. Równie ważne były dla mnie wszystkie wyjazdy z zespołem Sceny Polskiej i spektakle grane gościnnie w teatrach na Słowacji, w Czechach czy w Polsce. Jednak liczba tych przedstawień na przestrzeni ponad pięćdziesięciu lat jest tak duża, że nie sposób wymienić tu ich wszystkich. Inny teatralny wyjazd był związany z wielkim zaskoczeniem i wyróżnieniem dla mnie. Pojechałam bowiem do Svandovo Divadlo w Pradze, by zagrać w przedstawieniu „Dávníkové” (2008) w reżyserii Michala Langa. Wyruszyłam pełna obaw, ale muszę przyznać, że fantastycznie mnie tam przyjęto, a repryzy trwały blisko trzy lata. Akcja przedstawienia odbywała się koło Jabłonkowa, a w spektaklu było trochę naszej gwary. Dostałam tekst i musiałam zaczynać gwarą, a kończyć w języku czeskim, żeby widzowie zrozumieli. Natomiast w 2012 roku ten sam reżyser robił to przedstawienie w ostrawskiej Arenie i zdarzyło się, że aktorka, która grała moją postać, czyli Babinę, miała wypadek na osiemnaście dni przed premierą. Reżyser wpadł na pomysł, że przecież już ma gotową Babinę w Czeskim Cieszynie, więc zadzwonił do mnie i pojechałam. To była dalsza ważna podróż artystyczna.

Czym jest dla Pani teatr? 

Teatr to mój drugi dom. Bycie aktorką daje mi dużo radości i doświadczenia. To taka huśtawka różnorodnych ról i związanych z nimi nastrojów. Jedna rola nie udała się, natomiast jest nadzieja, że następna będzie lepsza. Nawet życie byłoby monotonne, gdyby tylko świeciło słońce – musi być deszcz i burze… Tak nastawiłam się do życia i do tej moim zdaniem pięknej i pożytecznej pracy. Z kolei nagrodą jest zadowolony, klaszczący widz. 

Nawiązując do wspomnianych przez Panią burz, chciałabym zapytać, czy w teatrze zdarzają się też złość, frustracja, smutek? 

 Oczywiście, bywa też tak, że ta praca mnie irytuje lub zawodzi. Na tym polega normalne życie teatralne. Aktorka oczekuje na rolę i dostaje ją, a potem okazuje się, że łatwo nie jest. Trzeba się nieźle natrudzić, a na koniec okazuje się, że nie wyszło. Wtedy aktorka zastanawia się: „Czy ja dobrze trafiłam?”, „Po co mi to było?”. Jednak z racji tego, że tych lat jest tyle, już pogodziłam się z tym, że mogą być porażki. Złość i smutek są wpisane w tę pracę. Bywają próby, na które człowiek biegnie cały w skowronkach, ale bywa i tak, że trudno mu podołać i tylko skrada się zażenowany lub ze strachem. 

Które role były dla Pani największym wyzwaniem? 

 Mankamentem granych tu przedstawień jest to, że schodzą bardzo szybko z afisza. Człowiek namęczy się przy przygotowaniu roli, zasmakuje się trzecie i czwarte przedstawienie i za chwilę spektakl znika z afisza. To jest strasznie smutne…  A wracając do pytania, ważne były dla mnie role w przedstawieniach, które powtarzały się w historii Sceny Polskiej, na przykład Hanka w „Moralności pani Dulskiej”, a później sama Dulska lub Diana w „Ani z Zielona Wzgórza” (spektaklu, który gramy do dziś), a teraz Maryla. Niewątpliwym wyzwaniem dla mnie była rola dziecka w wystawionym kilka lat temu spektaklu Katarzyny Deszcz „Ich czworo” (2014). Byłam niezmiernie zdziwiona, gdy zobaczyłam obsadę tego spektaklu. Kolejna ważna rola to Klara Zachanassian w „Wizycie starszej pani” (2000). Też byłam pełna obaw, ale reżyser wierzył we mnie i nie męczyłam się w trakcie prób, a ostatecznie bardzo polubiłam tę postać. Niełatwa była dla mnie aktualna rola babki w „Opowieściach lasku wiedeńskiego” (2019). Lubię grać ciemne charaktery, choć z drugiej strony wcielenie się w pozytywną bohaterkę też jest wyzwaniem. I tu właśnie chciałam coś dodać. Na pewno ma Pani pytanie, jakie role chciałabym jeszcze zagrać…? 

 … nie mam takiego pytania, ale może Pani odpowiedzieć. 

 (Śmiech) I dobrze, bo nie przepadam za tym pytaniem, ale jak już zaczęłyśmy, to powiem. Nigdy nie miałam ochoty na Julię w „Romeo i Julii”, ale marzyłam o roli niańki, bo pisałam pracę dyplomową na temat tej postaci. Jednak gdy grało się „Romeo i Julię” na Scenie Polskiej, ta kwestia pozostała w sferze marzeń, bowiem nie dostałam wyczekiwanej roli. Muszę przyznać, że nie umiem prosić o rolę. Po prostu zawsze pokornie czekam na decyzję reżysera i kierownictwa. 

Bycie aktorką daje mi dużo radości i doświadczenia. To taka huśtawka różnorodnych ról i związanych z nimi nastrojów. Jedna rola nie udała się, natomiast jest nadzieja, że następna będzie lepsza. Nawet życie byłoby monotonne, gdyby tylko świeciło słońce – musi być deszcz i burze…

Zarówno w Teatrze Cieszyńskim, jak i na Scenie Polskiej w ostatnich miesiącach zaszły duże zmiany. Kiedy rok temu zapytałam ustępującego dyrektora, Karola Suszkę o przyszłość Teatru Cieszyńskiego, odparł, że widzi ją w pozytywnych barwach. A jak Pani ją widzi? 

Zanim odpowiem na to pytanie, chciałabym powiedzieć, że życzę naszemu zespołowi i teatrowi jeszcze długich lat pracy. Nasz teatr po prostu na to zasługuje. Nie wiem, jak długo będzie mi dane tu występować, ale wielu lat pracy życzę przede wszystkim moim młodszym kolegom aktorom. Nie boję się obecnych zmian w Teatrze Cieszyńskim, bo już rozumiem, że zmiana to rzecz naturalna. Przeżyłam w tym teatrze ponad pięćdziesiąt lat, siedmiu dyrektorów i moje doświadczenie sprawia, że chyba mogę ocenić, czy reformy są sensowne. Karol Suszka jest moim kolegą ze studiów, więc kiedy był dyrektorem, w teatrze panowała rodzinna atmosfera. Było nam go bardzo żal, bo przez ostatnie dwa lata przeszedł naprawdę wiele ciężkich momentów. Było nam też żal tej rodzinnej atmosfery, bo wiedzieliśmy, że coś się skończyło. Jednak nie zmienia to faktu, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniami nowego dyrektora. Bałam się, że będą na szybko robione rewolucje, tymczasem są rozważne działania i na pewno nie jest gorzej. Moim zdaniem nowy dyrektor to pełen kultury, miły człowiek. Natomiast jest za krótko, żebym odczuła jakieś minusy w jego pracy, ale być może ujawnią się z czasem. 

Co chciałaby Pani jeszcze zrobić czy osiągnąć? 

 Przy trudnej i specyficznej pracy w teatrze udało mi się urodzić trójkę dzieci i wychować ich na ludzi. To już jest za mną, bo dzieci są odchowane. Natomiast jest jeszcze ten mój drugi dom, czyli teatr. Nie wyobrażam sobie siebie leżącej w domu przed telewizorem. Babunia przysypiająca z szydełkiem w fotelu to też nie ja. Taką babcię mogę pokazać na scenie jako aktorka. Oczywiście, ja mogę sobie chcieć, ale najważniejsze, by dopisało mi zdrowie, kondycja i pamięć. Dopóki to jest, chciałabym grać i spotykać moich widzów. Kiedy zasiadam na widowni przed premierą spektaklu, w którym nie gram, widzowie witając się ze mną, pytają z żalem: „To pani dziś nie gra?”. To jest najlepsze, co może spotkać aktora! Wiem, że to, co mówię, brzmi trochę próżno… 

Nie zgodzę się. Brzmi Pani jak człowiek z pasją. 

Pasja – to rzeczywiście ładne. Nie wpadłam na to, żeby tak to nazwać. I w związku z tą pasją chciałabym zrobić jeszcze jedno. Kiedyś miałam taki program „Wszystko o kobiecie” z fortepianowym akompaniamentem Bronisława Liberdy i narracją Rudolfa Molińskiego. Jeździliśmy z tym programem po domach PZKO. Teraz chciałabym stworzyć nowy program artystyczny, tylko szukam wspólnika. Marzy mi się młodszy artysta lub artystka, aby stworzyć międzygeneracyjny projekt. Jestem gotowa do działania! 

Halina Paseková – ur. 10 kwietnia 1944 roku w Krakowie. Absolwentka Wydziału Aktorskiego AST im. S. Wyspiańskiego w Krakowie (dawniej: PWST im. L. Solskiego w Krakowie). Studia ukończyła w 1965 roku, ale już cztery lata wcześniej miał miejsce jej debiut aktorski. W 1961 roku zagrała w „Królowej przedmieścia” Sceny Polskiej – ostatnim spektaklu zespołu, który był grany w Hotelu „Piast”, tuż przed przenosinami do gmachu Teatru Cieszyńskiego przy ulicy Ostrawskiej w Czeskim Cieszynie. W ciągu pięćdziesięciu trzech sezonów zagrała na Scenie Polskiej dwieście sześćdziesiąt dziewięć ról. Oprócz sceny w Czeskim Cieszynie występowała także w teatrach w Pradze, Ostrawie i Warszawie. W 2019 roku odznaczona przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego RP Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”

Małgorzata Bryl-Sikorska

http://blog-tdivadlo.cz/article/146?fbclid=IwAR2FeiCWtAKwLB8074o0029IqEiMIOXyHq2jvLNPN7OsnHK7GzPJHRIl6zk


#teatr