Variete i niewidzialna ręka rynku

Teatr Variete i niewidzialna ręka rynku – Dlaczego dofinansowuje się teatr który ma najdroższe bilety w Krakowie, gra komerchę i powinien utrzymywać się sam.

 

Teatr Variete i niewidzialna ręka rynku

 

Teatr Variete musi sam stanąć na nogi albo idzie do likwidacji

KULTURA

Radny Przyjaznego Krakowa wysłał maila do swoich koleżanek i kolegów z rady miasta z propozycją … zlikwidowania teatru Variete. – Proponuję radnemu, żeby przyszedł do nas i zobaczył jedno z przedstawień – odpowiada wicedyrektor teatru.

Działający od trzech lat w Krakowie przy ul. Grzegórzeckiej Teatr Variete, jak inne tego typu placówki w mieście, otrzymuje dofinansowanie z budżetu miasta. Wynosi ono ok. 3 mln złotych rocznie i pokrywa koszty utrzymania budynku oraz pensje 24 etatowych pracowników. Na wszystko inne teatr musi zarobić sam. – I nie mamy z tym większego problemu. Wszystkie nasze spektakle pokrywane są ze środków wypracowanych przez teatr – zapewnia Agnieszka Mika, wicedyrektor Variete.

Niech poszukają sponsora

Innego zdania jest jednak radny Przyjaznego Krakowa Łukasz Wantuch, który zaapelował do pozostałych radnych, by miasto przestało wspierać placówkę. Taka refleksja naszła go po ostatniej sesji, na której rada decydowała o przekazaniu Variete 145 tys. złotych na zakup m.in. mikrofonów.

“Proponuję, żebyśmy uznali to za ostatnią dotację na rzecz teatru. Musi on w końcu stanąć sam na nogi. Jeżeli nie mają środków, powinni znaleźć sponsora albo obniżyć koszty” – napisał radny.

„Na takie sztuki jeździ się do Warszawy”

A jeśli teatr nadal będzie żądał pieniędzy?

“W tej sytuacji proponuję, żebyśmy w ogóle go zlikwidowali. Teatr Variete to nie jest Teatr Stary. Jest to repertuar rozrywkowy, który powinien sam się finansować. Jeżeli nie potrafi, to znaczy że nie ma zapotrzebowania na taką sztukę. Nie sądzę również, żeby do Krakowa na przedstawienia Variete ściągali masowo turyści z innych miast, więc odpada też argument promocji Krakowa. Na takie sztuki jeździ się do Warszawy, żeby w różnych pseudo-teatralnych wynalazkach zobaczyć aktorów znanych z seriali telewizyjnych lub kolorowych tygodników”.

„Teatr musi stanąć na nogach albo idzie do likwidacji”

Dlatego radny proponuje “spisać ten projekt na straty”. – Stracimy kilka milionów złotych, ale alternatywą jest „skarbonka bez dna”, czyli coroczne dofinansowanie na kilkaset tysięcy złotych. Wyposażenie można sprzedać i odzyskamy część pieniędzy. Co do budynku, można tam przenieść Muzeum Historyczne Krakowa zamiast do Galerii Krakowskiej, co pozwoli zaoszczędzić 40 tys złotych miesięcznie przez trzy lata (o tym problemie informowaliśmy w środę).

„Proponuję, żebyśmy wysłali czytelny sygnał – nie będzie więcej dofinansowania z budżetu gminnego, Teatr Variete musi sam stanąć na nogach albo idzie do likwidacji” – konkluduje radny Wantuch.

Przy pełnej widowni

Agnieszka Mika zapewnia, że teatr nie prosił o pieniądze, które otrzymał właśnie na zakup mikrofonów, pulpitów dla muzyków i oświetlenie do zbliżającej się premiery musicalu „Chicago”. – Jeszcze w czasie wakacji, Wydział Kultury wysłał maila do wszystkich placówek, że ma zaoszczędzone środki, które może przekazać na zadania inwestycyjne. Postanowiliśmy z tego skorzystać, bo dzięki dodatkowym pieniądzom „Chicago” będzie spektaklem na światowym poziomie – tłumaczy wicedyrektor.

Agnieszka Mika zapewnia, że bez pomocy miasta i radnych spektakl i tak udałoby się wystawić, zwłaszcza, że na kilka tygodni przed premierą, wszystkie bilety są już wyprzedane do końca roku. – Najbliższe 14 przedstawień odbędzie się przy pełnej widowni, grać będziemy również w przyszłym roku, a na wakacje przygotowujemy wersję z napisami po angielsku, podobnie jak zrobiliśmy w przypadku “Legalnej Blondynki”, co przyciągnęło sporo zagranicznych turystów odpoczywających wówczas w Krakowie – mówi Agnieszka Mika.

Wicedyrektor zwraca też uwagę, że nie jest prawdą – jak twierdzi radny – że teatr nie przyciąga widzów z innych miast. – Właśnie próbujemy znaleźć miejsce na trzy autokary, które na „Chicago” przywiozą widzów z Zakopanego, naszymi stałymi gośćmi jest też grupa seniorów ze Śląska. Chętnie ugościmy również radnego Wantucha – dodaje wicedyrektor. – Zresztą otrzymał on od nas, podobnie jak pozostali radni, zaproszenie na premierę „Chicago”, ale nie potwierdził przyjścia. Będziemy do niego jeszcze dzwonić w tej sprawie – zapewnia Agnieszka Mika.

„Publicznie odszczekam na Rynku”

Radny Wantuch potwierdza, że telefon rzeczywiście otrzymał i na spektakl przyjdzie. W rozmowie z nami zapewnia, że ze swojego pomysłu likwidacji sceny już zdążył się wycofać. Zrobił to po fali krytyki, jaka wczoraj spotkała go na facebooku ze strony znajomych. – Pisząc tego maila do radnych popełniłem błąd wynikający z nieznajomości tematu. Ten teatr jest w Krakowie potrzebny – zapewnia Wantuch.

Okazuje się jednak, że nie wszyscy radni są tego zdania. – Od samego początku nie byłam zwolenniczką powstania Variete, nadal zastanawiam się, czy Kraków rzeczywiście potrzebuje takiej sceny – przyznaje Małgorzata Jantos, radna Nowoczesnej oraz przewodnicząca komisji kultury w RM. – Obiecałam dyrektorowi Variete, że publicznie odszczekam na Rynku wszystkie złe rzeczy, które powiedziałam o jego teatrze, jeżeli obejrzę tam spektakl, który mnie naprawdę zauroczy. Do tej pory nasza umowa jest aktualna – dodaje radna Jantos.

Andrzej Hawranek, radny PO i przewodniczący Komisji Budżetowej zaznacza z kolei, że kilka lat temu miasto wydało na powstanie teatru ponad 40 mln złotych i likwidacja tej sceny byłaby sporą niegospodarnością. – Początkowo trudno było nam przekonać dyrektora Janusza Szydłowskiego, że choć sztuka jest bardzo ważna, to jednak równie ważne są pieniądze, ale teraz już to rozumie i widać, że teatr jest jednym z nielicznych, któremu przy bardzo wysokich cenach biletów udaje się zapełniać widownię, a już samo to pokazuje, że taka scena jest w Krakowie potrzebna – dodaje Andrzej Hawranek.

https://news.krakow.pl/teatr-variete-musi-sam-stanac-na-nogi-albo-idzie-do-likwidacji


#teatrvariete