Teatr z serca

Teatr z serca to wspaniały artykuł jednej z niewielu jeszcze ocalałych krytyków teatralnych w Polsce, Anny Rzepa Wertmann o „Diwie” i Teatrze Żelaznym.

 

 

 Artykuły

 

 

 

Żelaziaści czyli Teatr Budowany Z Ludzkich Cegieł

AUTOR: Anna Rzepa Wertmann FOT.: Mirosława Łukaszek

06.06.2015

teatr z serca Herbus Bogdanska

… – przestrzeń tworzenia, czyli dom dla Dusz, Serc i Umysłów głodnych pokarmu….

Właściwie ten projekt znałam najpierw ze słów, potem podpatrywałam stronę internetową, w końcu mało by brakowało, bym tam nie dojechała. Kiedy usłyszałam pierwszy raz nazwę Teatr Żelazny? To akurat pamiętam dokładnie: 18 listopada 2014 wieczorem, po spektaklu „Top Dogs” w Teatrze Nowym w Zabrzu. Grzesiek Kempinsky: ceniony reżyser, kompan od wbijania mi „rozumu na prosto do czaszki”, winowajca mojego parokrotnego tarzania się ze śmiechu na różnych widowniach, czasem drogowskaz teatralnych i moralnych meandrów. Wtedy w zabrzańskiej kafejce, po spektaklu, w ogniu gorącej dyskusji o korporacyjnym getcie, ni stąd ni zowąd padła nazwa Teatr Żelazny i miejsce: Katowice Piotrowice. Potem była strona Teatru Żelaznego, podpatrywanie, mierzenie się z projektem, zachwyt nad samą materią secesyjnego budyneczku, zwyczajne antycypacyjno – ludzkie „trzymanie kciuków”. Gdzieś tak po świętach Wielkanocnych, był tekst „Diwy” Marijanny Nola i mój zachwyt nad materią słowa, napięciem jak z ukochanego Alfreda(1). Ripostą było zdecydowane zaproszenie na premierę pod koniec maja, podparte tym, że

„(…) przecież nigdy wcześniej nie byłaś w Katowicach, a skoro tak uwielbiasz Szejnertową, to zobaczysz i miasto i nasz teatr (…)”

Nie ma to, jak celny strzał podskórny, oj, nie ma…

„Stacja Katowice Brynów, następny przystanek – Katowice Ligota…”

Ostatnia sobota maja, pogoda zmienna jak panna młoda tuż przed wyjściem z zakrystii! Wypadam z hotelu – imiennika Miasta, obsesyjnie bojąc się spóźnić na spektakl. Kwadrans później, w przemoczonych wyjściowych balerinach, ląduję przy oknie pociągu jadącego do Tych. Zerkam przez okno i… zamieram z zachwytu! Klinkierowo-brunatno-czerwone Katowice, właśnie wykąpane w ostatnio-majowym deszczu, a ja… płynę, śmigam po torach ponad istnym morzem zieleni; dopiero teraz rozumiem slogan „Katowice – Miasto Płynących Ogrodów!” Ale to bynajmniej nie jest ogród: regularny, cudny, gęsty, zielono szumiący las pośrodku Miasta! „Następna stacja – Katowice Ligota” Fuksem notuję w pamięci maleńki cudny przysadzisty budyneczek stacyjki, teraz w wirze remontów i renowacji. Mobilizuję całą uwagę, „… następna stacja – Katowice Piotrowice” – teraz już cała zastygam w uwadze i czekaniu: Jest! Pośrodku zieleni (dzikiej, wszechzielonej, wszechobecnej, władającej tym miejscem niepodzielnie), tuż przy torach na łagodnym wzniesieniu (te tory, pociągi i cały dźwiękowy podkład budują napięcie każdego tekstu, który tu się wystawia; uwierzcie – cymelium ze wszech miar warte kilku godzin siedzenia w pociągu!), jak się później okazuje nieopodal miasteczka uniwersyteckiego (stąd pewnie tak liczni widzowie studenci). Wysiadka, Wertmannówna, jesteś na miejscu; o dziwo, nawet przed czasem! Obchodzę wzgórze i wchodzę na kamienne, szerokie, funkcjonalne schody – ustępując miejsca najmłodszemu widzowi premiery, który ćwiczy trudną sztukę poruszania się w pionie w schronieniu matczynych rąk (już zawsze, kiedy przypomnę sobie to miejsce i tę empatię, pamięć podsunie mi rozczulająco niesamowity obraz!). Otwieram drzwi i wprost namacalnie otacza mnie ludzka empatia; ciepło płynie nie z kominka(nieczynnego chwilowo, bo już przecież prawie lato!), nie z wszechobecnej brunatnej czerwieni klinkierów, o nie…(2)

W progach i ścianach Teatru Żelaznego grzeją ludzkie serca i dusze, bowiem to miejsce organicznie budowane jest stale i od początku z Ludzkich Cegieł Empatii, Antycypacji, Serca, Wsparcia, Siły Ducha i Woli! Są bywalcy, widzowie przychodzący dla energii miejsca, siły płynącej z tekstów, które się tu przygotowuje i prezentuje. Każdy czuje się tu ważny, cenny jak przyjaciel, doceniony jak widzowie w niegdysiejszym teatrze! Wita się go uśmiechem, dobrym słowem, rozmową, bo wybrał, przyszedł: dla Niego lub Niej wizyta w teatrze to nadal jest święto, celebra!

Widz nie jest tylko anonimową liczbą, twarzą na kolejnym modnym, na siłę nagłaśnianym, przedstawieniu. Tutaj nie ma słupków frekwencyjnych, zysków, opierania wszystkiego na tym, by spektakl się jak najlepiej sprzedał.

Niewielka sala, plastikowe, nadzwyczaj wygodne składane krzesła, przepiękne angielskie secesyjne pianino koncertowe, komuś już zbędny czeczotkowy sepet jadalniany: wszystkie te drobiazgi tworzą charakter Teatru Żelaznego jako Miejsca, Przestrzeni Twórczej. Ale budulcem zawsze i od zawsze byli i pozostaną Ludzie: aktor Piotr Wiśniewski i reżyser Grzegorz Kempinsky. Także wszyscy inni, którzy przez współudział tworzą charakter Teatru Żelaznego: kompozytor Marcin Müller czy scenograf i kostiumograf Barbara Wołosiuk.

Dramat rozpisany na dwie aktorki: Awatarkę Super-Mamę i pokiereszowane „Wewnętrzne Dziecko”.

W zasadzie wszystko w tym tekście winno być na pozór proste i łatwe do przewidzenia; powinno – tak się wydaje „na pierwszy rzut ucha”. Figa z makiem z pasternakiem! Nic nie jest tak proste i oczywiste, jak się wydaje; nikt nie jest tu tym, kim się na pierwszy rzut oka zdaje być!

Z pozoru oczywista i przewidywalna sytuacja: Wieczór Wielkiego Tryumfu, garderoba teatralna, dwie kobiety, dwa różne spojrzenia na świat i życie, dwie różne postawy wobec kariery, odmienne mentalności i charaktery. Włączamy Prześwietlacz Serc i Dusz? No to do roboty…!

Szanowni Państwo, mam zaszczyt przedstawić: Wielka chorwacka Diwa Teatru i Kina – Helena! Wciąż piękna i zachwycająca mimo już balzakowskiego wieku (ach, darujmy sobie drobiazgi i wyliczenia: nie wiecie, że dobry krem i podkład to najlepsi strażnicy i przyjaciele absolutnie każdej Gwiazdy Sceny?!). Zawsze, w każdej sytuacji i od każdego należy Jej się Absolutnie Wszystko, Czego Akurat Ona Zapragnie; chyba nie myślicie, że tak Wybitna Osobowość przejmuje się takimi pierdołkami jak Moralność, Przyzwoitość, Uczciwość?! Tylko permanentny głupek i prostak uważałby, że kogoś takiego jak Ona dotyczą ogólnie obowiązujące zasady i wartości; toż Ona jest ponadto i wszystko inne! Mawia (przepraszam: Ona nie mówi, Ona histerycznie skanduje i wrzeszczy, obwieszczając światu i ludzkości swoje Jedynie Słuszne Poglądy na Wszystko i Wszystkich!), że Sama sobie na wszystko Zapracowała: na Święty Spokój, Garderobę, Pozycję… Zajrzyjmy, proszę, „za podszewkę” tego Chodzącego Ideału: cóż my tam widzimy? Egoistyczna, egocentryczna, manipulatorska, emocjonalna karierowiczka skupiona na własnym sukcesie i wizerunku. Dla wyznaczonego przez się celu poświęci wszystko i każdego (bez względu na relacje!), czystej wody wcielona makiawelistka. Gra swoje role całą dobę zawsze i wszędzie, tylko sceny terytorialnie się zmieniają! Myśli, że wszystko zawsze ujdzie jej bezkarnie? Sama nawet nie wie, jak bardzo i mocno się myli! Nic nigdy nie ma za darmo, wszystko ma swoją cenę! Zwłaszcza jeśli myślimy, że jesteśmy ponad wszystko i wszystkich, auto-odpuszczając sobie odpowiedzialność za wszystkie nasze słowa, myśli i czyny! Cena jest zawsze i obowiązuje każdego z nas, ludzi; kwestią kardynalną jest to, czy Nas stać na jej zapłacenie.

Alter Ego czyli Lana: trzydziestojednoletnia obiecująca aktorka teatralna. Zdolna, ambitna, pracowita, piękna, szczera. Mimo to ogólnie bojkotowana w środowisku z racji swojej serialowej kariery. Skupiona na pracy, solidna, terminowa; zawsze jednak żyjąca i działająca czysto, fair, bez niedomówień. Perfekcją i maksymalnym profesjonalizmem zagłusza i poddusza Małą Wewnętrzną Laneczkę, córkę wiecznie nieobecnej i niezadowolonej Matki Perfekcjonistki! Nigdy jej nie ma, kiedy córka jej potrzebuje. Gdy już się zjawia, na zmianę gra Super Matkę kupującą dziecko okruchem Obecności, ochłapem Uwagi, minutą tańca szaleńczego w rytmie Abby z magnetofonu. Albo ma ciągle (w większości nierzeczywiste i wyolbrzymione) pretensje, zarzuty zaprawione własnym niespełnieniem i pogonią za karierą, umykającą młodością, poklaskiem scenicznym płaconym urodą i blaskiem w oczach (tego nie wróci nawet najdroższy i najlepszy krem od Sisleya!). Cynizm, sarkazm, złośliwość, ironia przesycona jadem do niemożności, wyśrubowane wymagania – oto, co otrzymywała od Matki. Winna dostać: Troskę, Uwagę, Czułość, Miłość, Akceptację… Połamana, składająca się wewnątrz z samych ran, blizn, odprysków duszy i serca ocalałych po latach całych żebrania o najmniejszy okruch Empatii, poharatana samotnością i wiecznym wykańczającym dążeniem do perfekcyjnego wzorca Kobiety i Aktorki – przeżyła, przetrwała! Ale jakim kosztem i za jaką cenę – tylko ona to wie i jest w stanie ocenić?!

W pewnej chwili Helena, zdobywszy się w garderobie na milimikron człowieczeństwa, spytała Lanę: „Jak możesz tak żyć, brzydząc się samej siebie?(…)”(4). Odpowiem za nią: trzeba, bo nadzieja i marzenia umierają ostatnie! Mam wspaniałe szczęście i bogactwo, mam go dużo więcej niż Lana: moi przyjaciele i rodzeństwo, nade wszystko pewien wielce uparty Baranek Jerozolimski. Pompują we mnie Optymizm i wiarę w intuicyjne najprostsze Dobro, karmią tęczą moją Samoakceptację, czasem ich krzyk jest rozpaczliwą walką z moimi Demonami Przeszłości. Pomyślcie jednak, jak wiele chodzi po tej planecie poharatanych Lan, które nie mają takiego skarbu i tyle szczęścia, co ja? Jak wiele z nich kończy depresją, narkotykami, samobójstwem – bo nieodwołalnie zabito w nich siłę do życia?

Finał „Diwy” Marijanny Nola to jeden z najbardziej niesamowitych momentów, jakie przeżyłam na widowni w ciągu ostatnich trzech lat. Ale wrócę do tego tekstu i tej inscenizacji przede wszystkim dla Edyty Herbuś, która daje z siebie wszystko po ostatnią kroplę potu, po cały ból mięśni, po łzę najszczerszą. Bo jej wierzę: jest prawdziwa, szczera, wiarygodna, siedząc na widowni śmieję się i cierpię z nią. O taką właśnie chemię chodzi w prawdziwym teatrze – tym rozwibrowującym dusze, poruszającym serca, napełniającym mózgi pytaniami niezliczonymi, na które czasem nie ma odpowiedzi.

Puentując…

…i cytując tym samym obu szefów Teatru Żelaznego: „Wyrzucajcie telewizory przez okno i chodźcie do teatru – najlepiej do Żelaznego!”

Ale to zupełnie nie jest koniec tego tekstu; nie byłabym sobą, gdybym nie podziękowała tym, bez których eskapada nie byłaby w pełni możliwa, a ten tekst by nie powstał. Otóż w sercu Katowic stoi Hotel, imiennik Miasta. Na parterze, czyli w recepcji władają Trzy Anielice i jeden Anioł, którzy:

ze stoickim spokojem znosili sklerozę roztrzepanej i zalatanej krytyczki, która wciąż zapominała numeru swojej rezerwacji,

jak już tam dojechała, z uśmiechem i sercem pilotowali wysiłki Lublinianki w celu nie–zgubienia się w Leśno-Zielonych Katowicach, podpowiadali najkrótszą trasę do Teatru Żelaznego, trzymali kciuki za spektakl,

późnym wieczorem dokonali cudu i wyratowali mnie wrzątkiem i gorącą herbatą od przeziębienia!

Za to wszystko Aniołom Recepcyjnym spod Katowickiego dachu najcudniej dziękuje roztrzepana krytyczka; bo cudni z nich ludzie, a spotykając takich na swojej drodze każda podróż a priori staje się przygodą – uśmiechem!

(1)http://www.imdb.com/title/tt0042994/ – z racji tak samo rozbitego pomiędzy Marleną Dietrich a Jane Wyman napięcia i siły wyrazu

(2) http://www.kempinsky.pl/manifest-teatru-zelaznego/ – Bazą do tego manifestu programowego były życzenia przesłane przez Śrubka Klub w Żywcu http://www.kempinsky.pl/manifest-zelaznego/

Co do mnie podpisuję się pod tym manifestem obiema rękoma i nogami, nie tylko ja zresztą, nie tylko! (3) http://www.teatrzelazny.pl/teatr-zelazny/galeria/

(4) „KROATYWNI. Dramat chorwacki po 1990 roku” redakcja: Katarzyna Majdzik, Leszek Małczak, Anna Ruttar, Małgorzata Stanisz. Wydawnictwo UŚ Katowice 2012 , tom II, s.66

link do źródła:
http://teatrdlawas.pl/artykuly/598-zelaziasci-czyli-teatr-budowany-z-ludzkich-cegiel

_____________________________________________________________________________
#teatr #TeatrZelazny

Leave a Reply