Teatralny łobuz

 Teatralny łobuz, albo raczej „Proces” to mały dramat teatralny na trzy osoby, w którym niewątpliwie teatralny łobuz, pomimo tego, że milczy, gra główną rolę.

 

łobuzTa uniwersalna teatralna krotochwila, wyszła spod pióra Grzegorza Soboty, odnosząc się do niedawnych wydarzeń w pewnym teatrze, w którym taki właśnie łobuz został zwolniony za „bazgranie po murach”.

Kiedy Grzegorz się o tym dowiedział i że łobuz ów wyleciał za domniemanie szkalowania dyrektora zaczął się zastanawiać, jak wyglądał będzie proces i na poczekaniu stworzył poniższy dialog:

Dyrektor: –  Ja, …. uważam że Łobuz pisząc o machlojach ….. pisał o mnie”
Łobuz na to: – Ależ nie, wysoki sądzie ja uniwersalnie pisałem, ogólnie o złodziejach i patologiach w teatrze….
Dyrektor:  – Nie, absolutnie, to jest wypisz wymaluj o mnie!
I tak powstała ta maciupinka teatralna, w której można by rzec, że podobieństwo z prawdziwymi zdarzeniami i osobami jest całkiem zamierzone.

Grzegorz Sobota
PROCES
dramat w jednym Akcie

Osoby:
– Sędzia

– Dyrektor Państwowej Instytucji

– Łobuz

 

 

Akt I Scena 1
(Sędzia otwiera rozprawę stukiem młotka, Łobuz milcząc słucha, Dyrektor Państwowej Instytucji to raz łkając, to grożąc, to biadoląc)

Dyrektor – Wysoki Sądzie. Na wstępie chciałbym zauważyć, ze jako dyrektor państwowej instytucji  nie bardzo rozumiem powody dla których musiałem marnować czas na przyjście tutaj. Oskarżanie mnie jest poważnym nieporozumieniem, wysoki sądzie. Wysoki sąd rozumie, ja mam liczne kontakty w mediach, ja nawet osobiście znam tych ludzi, którzy jutro Panu dupę obrobią w gazetach. Ja nie wiem wysoki sądzie, czy wysoki sąd przemyślał dobrze sprawę. Nie, spokojnie, nie będę mówił że Pana zniszczę… Przecież za to miałbym karę porządkową, takie  tysiąc złotych byłoby dla mnie ciosem, zwłaszcza że nie płaciłem sam za siebie od niepamiętnych czasów, a nie bardzo mam pomysł jak taki rachunek w koszty instytucji  wrzucić… Nie będę mówił że zniszczę, niemniej proponuję przemyśleć raz jeszcze sprawę, bo wydaje mi się że oddalenie pozwu byłoby wyjściem słusznym. Akceptowanym  społecznie.  Z entuzjazmem przyjęte w mediach. Co więcej, wiele osób ze świata ludzi wytwornych przyznałoby Panu rację. Kto wie, kto taką postawę słuszną może dostrzec … Bo to się wie … Pan Sąd Wysoki … roznosi, tego, no, nigdy nie wiadomo kiedy ktoś z ministerstwa zadzwoni … nagrodzi, tak że tego …

Sędzia- Panie, streść się Pan, bo czasu szkoda.

Dyrektor –  No to tego, no, ten tu łobuz podły jak wiadomo wszystkim nie dość że mnie obraża to potem po sądach ciąga. Co już samo w sobie jest nieporozumieniem sporym. Idę ja sobie  do biura, patrzę, a ten bazgra na murze o złodziejach jakichś. Czytam ja te bazgroły jego, czytam, no i na to wychodzi, że niby o mnie, Sędziuchnu Wysoki … No to co zrobić miałem, jak mnie taki żal za dupę złapał ? Sędzichno kochany. Wziąłem ci ja jego, wywaliłem, po sprawie myślę sobie. Nikt mi u bazgrołów o mnie bazgrać już nie będzie. A ten mnie po sądach włóczy, że niby za nic wyleciał, Sędziuchno kochany.

Sędzia-  Panie , ale co nabazgrał ?

Dyrektor – No tak dokładnie to nie widziałem jakby, tego, no, wie Sąd Wysoki jak to w nerwach jest, ale że „złodzieje”, „klika” i  „machloje” to widziałem dokładnie. No to przecież jak nic  o  mnie Sędziuchno Kochany !!! … Przecież to nie trzeba w naszej instytucji robić żeby takie wiedzieć rewelacje !!!  Ja to nawet i zrozumieć mogę, że tak korci, nabazgrać, ale nie publicznie, nie na murach jakichś. Mógł z kolegami pogadać, pożalić się, jak go to tak boli, mógł pamiętnik pisać, a nie pro publico mnie po murach nosić. No to wziąłem wywaliłem,  co mi tam myślę, święty spokój będzie, nawet mu napisałem że za te bazgroły leci,  niech wiedzą w kolejnych instytucjach czym ten łobuz pachnie. A ten mnie po sądach włóczy, w żywe oczy się śmieje.

Sędzia-  Czyli oskarżony do winy się nie przyznaje ?

Dyrektor – A panie Sędzio, to takie gadanie jest… Bez przesady. Nie więcej niż w instytucjach innych wałków u mnie leci. Myślał by kto. Spać po nocach mogę. Że tam czasem, tego, no, czy dla kolegów trochę, to wiadomo. Każdy tak robi, a są tacy co w mojej instytucji to by i więcej, tego, no, tak że , tego … No nie powiem że winny jestem. Jak to na posadzie dyrektorskiej. Wiadomo. Ale na wszystko papiery są, faktury, wszystko zaksięgowane, a że tam czasem jakiś ktoś się czepi, to też mi halo wielkie.

Sędzia-  Ja pytam, czy oskarżony przyznaje się że z pracy wyrzucił niesłusznie. Czy sprawdził napis  i czy winnym się nie czuje ? … może tak uniwersalnie pisał, ogólnie jakoś ? Podpisał napis ? Namalował Pana ?  Czasem ludzie tak piszą, ogólnie, bez przykładów konkretnych …

Dyrektor – No, tego, jak to mam czuć się winny Sędziuchny Kochany ? Przecież te trzy słowa mi wystarczą. Jak nic o mnie pisane przecież, wszyscy wiedzą. Nawet w instytucjach innych niby wesprą a za plecami śmiech pusty. No o mnie pisane przecież Sędziuchno Złoty, o mnie, jak nic o mnie … (Klęcząc) … Sędziuchno Złoty, o mnie było, na pewno. Sąd wysoki daruje, uniewinni, przecież to kompromitacja będzie taka. Jak ja się w instytucji pokarzę ?  On przecież o mnie pisał. O mnie, Sędzio Złoty … Ja niewinny jestem … No o mnie jak nic o mnie …

___________________________________________________________________________
#teatr