Teatry jak cukierki

Teatry jak cukierki – to zadziwiające że tacy „geniusze”, jak Mieszkowski, Łysak, Wodziński, czy reszta „spółdzielni teatralnej” podostawali teatry jak cukierki, spowodowali swoimi działaniami masowy odwrót widza od teatru w Polsce i nadal im się na to pozwala.

 

Teatry jak cukierkiZastanawia mnie kto ponosi winę za to, że porozdawano polskie teatry jak cukierki tym „pierwszorzędnym” artystom, których jedyną zasługą było to, że mieli chody u władzy?

Kiedy imćpan Łysak półtora roku temu zwalniał aktorów pokroju Franciszka Pieczki z Teatru Powszechnego w Warszawie jakoś nie słychać było żadnego larum tak, jak miało to miejsce we Wrocławiu, kiedy dyrektor Morawski zaczął zwalniać osoby sabotujące pracę teatru.

Kiedy ten sam oświecony dyrektor zaczął rozmontowywać ten wspaniały teatr im. wielkiego Zygmunta Hübnera i sprowadzać go do ostatniej ligi teatralnej, nie słychać było głosów sprzeciwu.

Kiedy wielki reformator teatru, Mieszkowski zadłużał programowo Teatr Polski we Wrocławiu i doprowadził go prawie do upadku, nikt nie protestował.

Kiedy główny ideolog teatralny Wodziński kontynuował dzieło Łysaka rozkładając na łopatki Teatr Polski w Bydgoszczy nie było demonstracji przeciw.

Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Zadziwiające jest jednak to, że „spółdzielnia teatralna” swoimi działaniami przez dekadę spowodowała 30% utratę widowni, równocześnie głosząc wielkie sukcesy artystyczne swoich teatrów i światłość teatru politycznego i za każdym razem, kiedy urzędnicy w końcu mieli dosyć tego „teatru majstersztyków”, na który nikt nie chciał chodzić, członkowie tej wielce wpływowej grupy teatralnej za każdym razem uciekali się do tych samych chwytów, żeby pozostawić swoje cztery litery na dyrektorskich stołkach: skandal i prowokację.

Robiło się coś skandalizującego, a potem kiedy chciano ich odwołać, krzyczano głośno o cenzurze, zamykaniu ust, zamachach na demokrację, zwycięstwie ciemnogrodu itd. itp. etc.

Dokładnie takie samo działanie, jakie ma obecnie miejsce w Teatrze Powszechnym w Warszawie, gdzie w obliczu kłopotów HGW i stołecznego ratusza, który zafundował jeden z najfajniejszych cukierków teatralnych w Polsce wielce iluminowanemu panu Łysakowi, wyprowadza się cios wyprzedzający, jakim niewątpliwie jest sztuka Olivera Frljicia

Czy naprawdę nikt nie widzi, że ta metoda jest wykorzystywana systematycznie?

Przecież w gruncie rzeczy nie chodzi o żaden skandal, obrazę uczuć religijnych, patriotycznych, czy innych, chodzi jedynie o ten żłób, do którego spółdzielnia się dobrała i którego za żadne skarby nie chce odpuścić.

Amen.


#teatrpolski