Top Dogs jadą do Gruzji

Ogromnie mnie cieszy, że Top Dogs został zaproszony do Gruzji i że „zespołowość” tego spektaklu została dostrzeżona i doceniona.

 

top dogs ZAPROSZENIETop Dogs pojadą na Kaukaz!

Kiedy David Mgebrishvili i Tengiz Khuhia, szefowie Państwowego Teatru w Poti (Gruzja) poprosili mnie o zarekomendowanie Teatru, który podejmie z nimi partnerską współpracę, a jeszcze wcześniej o znalezienie spektaklu, który mógłby reprezentować Polskę na organizowanym tam międzynarodowym festiwalu, byłem zaszczycony, ale i pełen obaw… 

Polski i gruziński teatr różnią się sposobem gry aktorów, nieco inaczej pracują reżyserzy, ale przede wszystkim całkiem inną mentalność mają nasze publiczności. Jak zatem pogodzić odpowiednią dawkę formy z przekazem ludycznym, niezbędnym aby w Poti trafić do widza? Jak wybrać tak, żeby będąc pewnym swojego wyboru, utrafić także w gusta i oczekiwania gruzińskich partnerów, którzy przecież mi zaufali? Tymczasem wygląda na to, że nos mnie nie zawiódł…
Od dłuższego czasu czytałem tego niepokornego Kempinskyego. Z tej bardzo prostej przyczyny, że w niektórych sądach jesteśmy tak samo radykalni, ale przede wszystkim zgodni. Jego scenicznej roboty nie widziałem, a dawno przestałem wierzyć w laurki składane w mediach, czy witrynach internetowych teatrów. Cóż, sam piszę, zatem mam słabość do innych piszących reżyserów. Wybrałem się zatem na Top Dogs, świeżutkie (z końca ubiegłego roku) przedstawienie w reżyserii rzeczonego Grzegorza Kempinskyego. Dramat popełnił Szwajcar Urs Widmer. Tematyka również mi nieobca, reżyserowałem „ro-Zwał” na podstawie powieści Sławomira Shuty (Paszport Polityki) w adaptacji Mateusza Potaczka. Spektakl zdobył nagrodę dla najlepszej pary aktorskiej na festiwalu w Moskwie. Temat sprzed kilku lat, już ograny, sztuka Szwajcara nienowa – cóż, przyznam się i wybacz mi Grzegorzu, nie spodziewałem się zbyt wiele. Raczej nastawiałem się na powtórzenie pewnych wniosków i scenicznych konsekwencji sytuacji „wyplucia przez korporacje”. Kiedy zobaczyłem pierwszą scenę z gimnastycznymi drabinkami jako podstawowym elementem scenografii, byłem prawie pewien, że nic mnie tu nie zaskoczy. Oto kilka lat wcześniej za całą scenografię swojego „ro-Zwału” wziąłem… drabinę (taką malarską), która ze względu na skomplikowaną, „dopasowaną” choreografię pojechała z aktorami do Moskwy. Ale to okazała się pierwsza i ostatnia rzecz łącząca nasze spektakle. Było coraz ciekawiej, coraz bardziej współodczuwałem historie opowiadane przez bohaterów. Dobrze, bez żadnych fajerwerków, ale „tłusto” zagrane, w świetnej oprawie ruchowej i na tle naprawdę dobrej scenografii Barbary Wołosiuk. Najbardziej jednak w tej inscenizacji ujęła mnie programowo wręcz równa, „drużynowa” gra aktorów. Stworzyli 8-osobowy zespół ludzi połamanych, szarpiących się ze swoimi pokorporacyjnymi emocjami, spalonych tam, gdzie powinna być energia, chęć życia. To było najbardziej prawdziwe, poddane terapii grono ludzi. Aktorzy słuchali się nawzajem, na siebie grali, choć przecież od siebie bardzo dalecy.Jeśli mam wskazać co mi się nie podobało, również nie będę się zastanawiał. A dlatego chociażby, że rozmawiamy tutaj jak reżyser z reżyserem ;) Nie podobało mi się Grzegorzu to sprowadzenie aktorów przed scenę. Wraz z nimi i ze scenografką stworzyliście piękny sceniczny kosmos. Ta „interakcja” z widownią mnie trochę irytowała. Była niepotrzebna i niewiarygodna. No dobra, powiem wprost – sztuczna. Bohaterowie-planety, których widzieliśmy w tej wysmakowanej scenografii, mają swoje orbity, z których nie schodzą. Tam pod sceną, to już nie ich galaktyka. To tak subiektywnie…
Top Dogs to trudny do poprowadzenia spektakl i sukces, bo jest nim ewidentnie, jest tu zasługą w tym samym stopniu formy Kempinskyego, co dyscypliny i prawdy przekazu aktorów. Wymienię zatem obsadę, bo aż się prosi zapamiętać: Aleksandra Gajewska, Renata Spinek, Robert Lubawy, Jarosław Karpuk, Marian Kierycz, Andrzej Kroczyński, Krzysztof Urbanowicz, Marian Wiśniewski. Po skończonym spektaklu byłem już prawie pewien, że ten spektakl, mimo kilku innych branych wcześniej pod uwagę, chciałbym zarekomendować w Gruzji. Sprawa niełatwa, bowiem to spora obsada, a zatem wyzwanie zarówno dla teatru wysyłającego jak i przyjmującego. Z ogromną radością mogę stwierdzić, że partnerzy z Poti zgodzili się podjąć zespół Teatru Nowego, a dyrekcja TN podjęła decyzję, że z tej możliwości skorzysta. Oto efekt: top dogs ZAPROSZENIE

Ale stało się znacznie więcej, bowiem uznałem, że może nie trzeba dalej szukać, ale spróbować doprowadzić – skoro tak się układa współpraca – do podpisania umowy partnerskiej właśnie tych dwóch teatrów. Wstępne rozmowy ułożyły się nadspodziewanie dobrze, z przychylnością przyjęła projekt prezydent Zabrza Malgorzata Mańka-Szulik i już wkrótce delegacja z Poti przyjedzie podpisać umowę. A ja cieszę się jak dziecko… Kilka ostatnich lat właśnie przynosi owoce. I to dopiero początek. Pewne jest jedno, będzie się działo…

Dariusz Jezierski

 

 

link do źródła:
http://info-poster.eu/top-dogs-pojada-na-kaukaz/

_________________________________________________________________________
#teatr