Trędowaci artyści wykopani poza nawias

Trędowaci artyści wykopani poza nawias – Marek Orłowski w sposób boleśnie prawdziwy opisuje życie artysty w naszym mlekiem i miodem płynącym kraju.

Kiedy kilka dni temu wrzuciłem na bloga artykuł o tym, że państwo wyrzuciło twórców poza system, (http://www.kempinsky.pl/artysci-beda-przymierac-glodem/) nie spodziewałem się tak gorącej dyskusji jaką wywołał. Część wpisów była prowadzona w dosyć agresywnym tonie i sprowadzała się do tego, że skąd państwo ma wziąć pieniądze na utrzymywanie takich darmozjadów, jakimi są artyści i dochodzę do wniosku, że większość ludzi w naszym kraju w ogóle nie ma pojęcia z jakimi problemami borykają się w Polsce twórcy. Dlatego poniższy wpis Marka Orłowskiego o tym, że artyści są często traktowani, jak trędowaci wydaje mi się szczególnie ważny.


Trędowaci artyści wykopani poza nawias

Trędowaci artyści wykopani poza nawias

Żarty, żartami, ale faktycznie istnieją w tym kraju takie grupy społeczne, które są traktowane jak trędowaci.

Ogół nie zdaje sobie sprawy jak człowiek wykonujący tzw. wolny zawód musi się nagimnastykować, aby jego starość nie zamieniła się w egzystencjalny koszmar. Ludziom ogólnie wydaje się, że artyści to takie motyle żyjące powietrzem i miłością, a jakiekolwiek prośby o normalne życie uznają za fanaberie artystyczne. Stereotyp artysty romantyka istnieje i ma się dobrze (odjechany kolo w beretce na głowie i głową w chmurach, niedbający o teraźniejszość, zapatrzony w przyszłość albo w dupę upsss…. chciałem napisać w muzę ).

Życie niestety brutalnie weryfikuje taki obraz człowieka sztuki sprowadzając kulturę do roli przemysłu (szczególnie ciężkiego), miejsca tworzenia kultury do roli zakładów przemysłowych, a twórców do roli pracowników fizycznych.

W takim świecie nie ma miejsca na duszę i ezoterykę sztuki i kultury. Może także dlatego oferowane nam są dzieła sztuki ze sztuką nie mające wiele wspólnego, a jedynie bulwersujące do granic wytrzymałości. Jak to się ostatnio często zdarza. Na przykład w teatrze.

Trzydzieści lat jestem w ten czy inny sposób związany z pracą w tzw kulturze. z niejednego pieca zioło pal ….chleb jadłem. Wystarczyło tylko, aby dotknęła mnie choroba i okazało się, że z punktu zostałem wypchnięty, wręcz wykopany poza nawias społeczny. Według prawa i przepisów nie należy mi się od Państwa nic. Dosłownie nic. I teraz mam dylemat o którym pisałem powyżej. (Fajki czy piwo).

Rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Połowa życia poświęconego sztuce, kulturze znaczy tyle, co miś uszatek dla dorosłych i mogę sobie o niej opowiadać wnukom jak o ciekawostce botanicznej. (Posłuchaj wnusiu. Pewnego razu dziadziuś spotkał sztukę. Fajna to była sztuka, ale z kulturą, to ona nie miała wiele wspólnego  A nazywała się tak jak Twoja babcia  )

Tylko tyle i aż tyle…

Marek Orłowski 

wpis w komentarzach do artykułu na:
https://www.facebook.com/notes/grzegorz-kempinsky/arty%C5%9Bci-b%C4%99d%C4%85-przymiera%C4%87-g%C5%82odem/10158360358460514


#artysci