Ubóstwo Polaka

Ubóstwo Polaka to rozmowa z Prof. Ryszardem Szarfenbergiem o pogłębiającym się ubóstwie Polaków. W sześć lat przybyło 700 tys. skrajnie biednych osób.

 

ubóstwoPrzeprowadzone badania są bardzo dokładnie i potwierdzają tylko to, co czuję od lat, że wbrew zapewnieniom rządu, że jesteśmy zieloną wyspą ekonomiczną, ubóstwo Polaków się pogłębia i że przepaść między ludźmi bogatymi, a skrajnie biednymi rośnie.

Według badań GUS 2,8 milionów Polaków żyje w skrajnej biedzie.

To są zatrważające liczby, a rząd nie robi nic, żeby uporać się z tym problemem, bo mylny jest pogląd, że niewidzialna ręka rynku załatwi wszystko sama i że wzrost gospodarzy załatwi także problem ubóstwa w Polsce.

Tak po prostu nie jest, bo wzrost gospodarczy nie przekłada się bezpośrednio na ilość zatrudnionych w gospodarce.

A rozwój Polski jest także oceniany po tym, jak żyją w tym kraju najbiedniejsi.

 

Skrajnie biednych w Polsce przybywa. W sześć lat 700 tys. osób

Rozmawiała Patrycja Maciejewicz
22.06.2015 06:00

– Spodziewałem się, że dane pokażą niewielką poprawę w 2014 roku. Ale jej nie było. Mało tego, od 2008 roku sytuacja stopniowo się pogarsza. W 2008 roku Polaków w skrajnej biedzie było 2,1 mln, Teraz jest 2,8 mln, w tym 700 tys. dzieci – mówi prof. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej UW.
 
Patrycja Maciejewicz: Według badań GUS 2,8 mln Polaków żyje w skrajnej biedzie. Mają mniej, niż wystarcza na najtańsze jedzenie i dach nad głową. Możemy być pewni tych liczb?Prof. Ryszard Szarfenberg*: To statystyki oparte na badaniach budżetów gospodarstw domowych, które GUS prowadzi co roku na olbrzymiej próbie kilkudziesięciu tysięcy rodzin. To najlepsze badania, jakie mamy. Są tak dokładne, że możemy na ich podstawie porównywać sytuację w województwach. Europejskie badania EU-SILC już tak dobre nie są, tam możemy jedynie porównywać makroregiony, struktury wielkości kilku województw.

Ma Warmii i Mazurach w tej skrajnej biedzie żyje co szósty Polak. Na Śląsku co dwudziesty.

– W warmińsko-mazurskim są takie gminy, w których 30 proc. ludzi korzysta z pomocy społecznej, i takie, gdzie jest to mniej niż 5 proc. Wymaga ono spełnienia kryterium ubóstwa oficjalnego, daje nam to wyobrażenie o zróżnicowaniach wewnątrz jednego województwa.

To nic dziwnego, że mamy tak duże zróżnicowanie między województwami. Tak jak są biedne i bogate rodziny, tak też są biedne i bogate wsie, dzielnice, miasta, województwa, całe państwa. Ono wychodzi i w innych badaniach. Weźmy choćby zatrudnienie w rolnictwie, stopę bezrobocia czy PKB na mieszkańca. Województwo mazowieckie tak już wysforowało się do przodu, że w nowej perspektywie unijnej trzeba było dla niego inaczej przygotować program operacyjny, bo nie zalicza się już do najbiedniejszych regionów UE.

Jak wygląda mechanizm popychający w ubóstwo i co sprawia, że ludzie w nim tkwią?

– Im mniej osób w rodzinie pracuje w pełnym wymiarze czasu pracy i im więcej tam osób na utrzymaniu, a w szczególności dzieci, tym większe zagrożenie ubóstwem. Jest tak dlatego, że współczesne społeczeństwa oparte są na zasadzie, że praca powinna być głównym źródłem dochodu rodzin. Trzeba też pamiętać, że nawet stała praca na pełen etat jest lepiej opłacana w pewnych zawodach, a w innych dużo gorzej. Jeżeli więc mamy jedną osobę, która pracuje i ma niską płacę, to z trudem ona utrzyma siebie, nie mówiąc już o innych osobach. Jeżeli do tego świadczenia społeczne zastępujące lub uzupełniające dochody z pracy są niskie, to mamy przepis na ubóstwo.

W Polsce utarło się przekonanie, że bezrobocie jest główną przyczyną ubóstwa. Nie uwzględnia ono jednak tego, że część rodzin z osobami pracującymi jest również uboga, są też takie rodziny z osobami bezrobotnymi, które ubogie nie są.

Taka polaryzacja ubóstwa jest też w innych krajach?

– Tak. Niemcy wschodnie cały czas mocno różnią się od zachodnich, podobnie Włochy północne i południowe. Zawsze są regiony, które ciągną statystyki w górę, i takie, które ciężko wyciągnąć z dołka. Długo by trwało doprowadzenie do sytuacji, w której w całym kraju byłby równomiernie rozłożony dobrobyt. W USA mamy jeszcze dłuższą historię miejsc (region gór Appalachów, hrabstwa tam położone) które były biedne, są biedne i jeszcze długo biedne pozostaną.

Bieda to błędne koło? Da się z niej wyrwać?

– Da się z niej wyrwać, wiele osób i rodzin prędzej czy później wychodzi z biedy dzięki własnym wysiłkom. Przydaje się też sensowna pomoc znajomych, organizacji obywatelskich i w końcu państwa. W Polsce badania enklaw biedy w Łodzi dają pewne wyobrażenie o tym, że mogą występować zjawiska powielania sposobu życia. Nie prowadzi się jednak badań dla całego kraju. W Wielkiej Brytanii poszukiwano wielopokoleniowego pozostawania bez pracy. Okazało się, że odsetek takich rodzin był na poziomie 1 proc.

Co pomaga w skali małych obszarów takich jak niewielkie gminy wiejskie. Tam zwykle oczekuje się, że w końcu pojawi się inwestor, firma, która da miejsca pracy ludziom, i w końcu będzie lepiej. To intuicyjnie prawdopodobne. Tylko że zanim efekt ten dotrze do najbiedniejszych, może trwać to bardzo długo. To zależy, czy są tam osoby gotowe podjąć pracę, czy mają odpowiednie kwalifikacje. Pracownicy mogą być też dowożeni spoza gminy. Z kolei wyobrażenia o dużej liczbie miejsc pracy mogą się okazać złudzeniem. Pieniądze unijne też nie uczynią cudów. Drogi są ważne, ale kiedy i jak skorzystają z tego najbiedniejsze rodziny w gminie, nie wiadomo. Trzeba więc uruchamiać i dbać o lokalne siły, wzajemną pomoc, współpracę.

Mamy programy unijne, które mają popychać te najbiedniejsze regiony do przodu.

– W poprzednim okresie budżetowym UE (2007-13) ubóstwo nawet nie zostało wyodrębnione jako cel. Dopiero w Strategii UE Europa 2020 taki cel został umieszczony. Dodatkowo w rozporządzeniu o Europejskich Funduszu Społecznym również pojawił się nowy priorytet dotyczący ubóstwa, ale projekty finansowane z tego funduszu są realizowane dopiero od 2015 r. Nikt nie badał, jak finansowanie z UE wpłynęło na ograniczenie ubóstwa rodzin w Polsce do tej pory. Wnioski dotyczące rozwoju województw są tu mało użyteczne, ale też wynika z nich, że dystans między bogatymi regionami a biednymi się nie zmniejszyły.

Inwestorzy najczęściej idą do miejsc, które już przed nimi ktoś „odkrył”, gdzie jest wiele firm. I konkurują o pracowników.

– Zastanówmy się, jaki miałaby interes średnia czy duża firma, żeby zainwestować w małym, odległym ośrodku? Inwestycje koncentrują się w takich miejscach, gdzie już jest jakiś rozwój, wykwalifikowani pracownicy. Silniejsi wygrywają tę konkurencję. Zwłaszcza duże miasta, bo one mają potencjał, by przyciągać kolejnych inwestorów. Kończą się potencjalni pracownicy? Kolejni dojadą z prowincji.

Ale są przykłady choćby Nowej Soli, czasami to np. władze lokalne muszą wykonać pierwszy krok, żeby przyciągnąć pierwszego inwestora.

– Taka logika jest obecna przy zakładaniu specjalnych stref ekonomicznych. Biznes dostaje przywileje i w związku z tym może być bardziej skłonny do inwestowania. Pytanie tylko, kiedy z tych inwestycji skorzystają ubogie rodziny, które mieszkają w danej gminie. A jeżeli już skorzystają, to czy w takim stopniu jak inne rodziny. Kiedy zamyka się kopalnię albo dużą fabrykę, to powrót do stanu sprzed takiej klęski może być długi i bolesny.

Dlaczego biedy nie ubywa, skoro poprawia się sytuacja przeciętnego Polaka?– Spodziewałem się, że dane pokażą niewielką poprawę w 2014 roku. Ale jej nie było. Mało tego, od 2008 roku sytuacja stopniowo się pogarsza. W 2008 roku Polaków w skrajnej biedzie było 2,1 mln. Teraz jest 2,8 mln, w tym 700 tys. dzieci. W procentach nie jest to może wielka zmiana, ale jak popatrzymy na liczby, to jest 700 tysięcy osób poniżej minimum egzystencji więcej.

Dochód narodowy na mieszkańca to średnia. Rosnąca średnia nie pokazuje nierówności i ubóstwa. Ze wzrostu tego dochodu mogą korzystać w dużo większym stopniu rodziny, które i tak były w dobrej lub bardzo dobrej sytuacji, a nie biedne i najbiedniejsze.

Jak to możliwe, że rośnie liczba biednych, ale nierówności dochodowe się nie zwiększają?

– Pomijając to, że nierówność jest inaczej mierzona niż ubóstwo, w szczególności skrajne. Wpływ przyrostu ubóstwa na nierówności może być zrównoważony przez zmiany nierówności wśród rodzin nieubogich. Trzeba pamiętać, że odsetek rodzin skrajnie ubogich nawet po wzroście to jednak nie więcej niż jedna dziesiąta społeczeństwa. Zjawiska związane ze wzrostami i spadkami dochodów tych 90 proc. mają większy wpływ na wskaźnik nierówności.

Czy z zasiłków od państwa można żyć przynajmniej na poziomie minimum egzystencji?

– Badania GUS systematycznie pokazują, że wśród rodzin utrzymujących się z zasiłków ubóstwo skrajne jest najbardziej rozpowszechnione. Jasno z tego wynika, że te świadczenia, które mają chronić przed ubóstwem, nie są skuteczne. Mogą one zmniejszać i łagodzić ubóstwo, ale nie czynią tego doskonale skutecznie.

Najbardziej bolesne jest to, że setki tysięcy dzieci żyje w rodzinach o tak trudnej sytuacji materialnej. Mamy system zasiłków rodzinnych, który w Polsce jest skierowany głównie do ubogich rodzin, mamy uzupełniającą go pomoc społeczną i okazuje się to nieskuteczne w ochronie przed ubóstwem skrajnym. Działania rządu w tym zakresie są spóźnione i niewystarczające. Brak woli politycznej, Ministerstwo Finansów skutecznie zablokowało reformę pomocy społecznej.

Jak sobie poradzić z biedą?

– Przede wszystkim potraktować ten problem w sposób poważny. W rządzie dominuje wyobrażenie, że ubóstwo ogranicza się przy okazji osiągania innych celów, np. wzrostu gospodarczego czy wzrostu zatrudnienia w ogóle. Słyszałem poglądy, że rząd ma bardzo mały wpływ na ubóstwo. Ponadto większość działań na rzecz rodzin ubogich są to działania lokalne. My nawet nie wiemy, jakie jest ubóstwo na poziomie powiatów i gmin, jak więc władze lokalne miałby racjonalnie z nim walczyć. Wszystkie te zaniedbania są związane z tym, że ten problem nie jest priorytetem rządu i samorządu. Rozwój Polski ocenia się również po tym, jakie życie mają najbiedniejsi.

*Prof. Ryszard Szarfenberg jest członkiem Polskiego Komitetu Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu i wykłada w Instytucie Polityki Społecznej UW

______________________________________________________________________________
#ekonomia