Ulotna i Przyziemny

„Ulotna i Przyziemny” to kolejny odcinek znakomitej książki Anny Rychter pt. „Żyjąca w Polsce i inne stany nieważkości” o życiu codziennym Polek w naszym kraju miodem i mlekiem płynącym.

 

„Ulotna i Przyziemny”

Ulotna i PrzyziemnyRomantyczni, eterycznie zakochani i od początku zdani wyłącznie na siebie.

Nikt im nigdy niczego nie dawał, nikt nie pomagał. Rodzice nie wyprawili im wesela, nie wybudowali domu, nie kupili samochodu, nie dali forsy na pralkę, lodówkę, czy wózek dla dziecka. Wszystko musieli zdobywać sami.

Mieszkanie w wynajętym pokoiku, małe dziecko, pieluchy, jedna pensja. Coraz skromniejsze życie, coraz większe niedostatki.

Ulotna wraca do pracy po urlopie macierzyńskim. Latorośl idzie do żłobka. Przyziemny pomaga jak umie, ale najciężej żyje się Ulotnej. Latorośl nie znosi żłobka. W dodatku często choruje. Ulotna musi wtedy iść na zwolnienie lekarskie. Ma dużo czasu na przemyślenia. Widzi, że jest coraz gorzej. Tak naprawdę to nie stać ich już na nic. Komorne, lekarstwa, życie. Jest źle. Ale będzie jeszcze gorzej.

Ulotna traci pracę. Nie może pogodzić się z rzeczywistością.

Ktoś proponuje jej wyjazd za granicę. Przyziemny wie, że to jest najlepsze wyjście. Ulotna także.

Latorośl i Przyziemnego zostawia pod opieką Litościwej.

Ciężko jest jej rozstać się z najbliższymi.

Odwleka wyjazd, usiłuje znaleźć jakąkolwiek pracę, ale wszystko na nic. Galopujące bezrobocie szczególnie wśród kobiet, nawet takich z wyższym wykształceniem zbiera swoje żniwo.

W końcu podejmuje wyzwanie. Zrozpaczona, odrywa Latorośl od swoich ramion i wyjeżdża.

Zaczynają się zwykłe, szare dni na emigracji. Z dala od kochanych osób, w kieracie obowiązków, wśród całkowitej alienacji, żeby tylko trochę zarobić, pomóc Przyziemnemu. Myślami ciągle jest przy nim i przy dziecku. Dzwoni, kocha, tęskni.

Ale musi wytrzymać jakoś te pół roku. Jak wróci, na pewno będzie im wszystkim lepiej.

Oszczędza na wszystkim, żeby jak najwięcej przywieźć do domu.

Udało się. Wraca szczęśliwa. Na pół roku. Tutaj nadal nie ma dla niej pracy. Czas szybko mija. Ulotna szuka punktu zaczepienia, składa w kilku miejscach swoje cv, ale nic z tego.

Znowu musi wyjechać.

Tym razem na rok.

Ma wspaniałe i świetnie płatne miejsce pracy. Ale źle znosi kolejną rozłąkę. Płacze do telefonu, nie może wytrzymać dnia bez rozmowy z najbliższymi. Pisze listy, w każdej chwili gotowa jest wrócić.

Przyziemny wciąż spokojnie przekonuje ją, że wszystko jest w porządku, on ma tutaj pracę, Latorośl opiekę, a przez ten rok pobytu Ulotnej na emigracji na pewno zdołają kupić własne mieszkanko.

Zdołali.

Wzięli też kredyt, dołożyli pieniądze zarobione przez Ulotną i kupili używane 40 metrów w bloku.

Musieli zrobić kapitalny remont, bo mieszkanie miało ponad 30 lat i wszystko trzeba było w nim wymienić. Jak wiadomo do takich zmian potrzebna jest forsa. Wiele robili sami, własnymi rękami. Byli szczęśliwi, bo mogli być razem. Litościwa zajmowała się dzieckiem, a oni każdą chwilę poświęcali na wicie swojego gniazdka.

Minęło kilka miesięcy i Ulotna znowu musiała kupić bilet i ponad dobę spędzić w roztelepanym busie, żeby zarobić trochę kasy na remont i wyposażenie mieszkania.

W dodatku Latorośl już od września miała iść do szkoły i trzeba było pomyśleć o wyprawce.

Zaplanowali z Przyziemnym, że po powrocie Ulotnej kupią pralkę, lodówkę i karimatę i wprowadzą się do swoich wymarzonych 40 metrów.

Ten wyjazd był najgorszy ze wszystkich dotąd.

Dziecko spragnione obecności matki nie chciało jej wypuścić, Przyziemny był pełen najgorszych przeczuć, a Ulotna zapowiedziała ze łzami w oczach, że to naprawdę ostatni raz, że więcej nigdy już nie pojedzie, że muszą być zawsze razem.

I pojechała.

Tym razem trafiła źle.

Złośliwi starcy, którymi miała się opiekować prześcigali się w utrudnianiu jej życia i pracy. Musiała być na każde ich wezwanie w dzień i w nocy.

Demencja starcza, której ulegli, sprawiła, że rzucali w nią talerzami z resztkami jedzenia, które im gotowała, wypruwali zawartość pampersów do łóżek, skarżyli na nią do swoich dzieci, opowiadając im nieprawdziwe historie o jej zachowaniu. Podejrzewali ją o kradzieże, straszyli wezwaniem policji, bo przecież pracowała na czarno. Przeklinali, życząc jej najgorszego.

Starała się wytrzymać te kilka miesięcy, nawet nie skarżyła się Przyziemnemu, ale on czuł, że coś jest nie tak, że Ulotna jest jakaś daleka, inna.

Wcześniej, kiedy mówiła, o warunkach w jakich pracuje, wkładała w to swoje emocje, oceniała, chwaliła lub krytykowała, tęskniła i chciała wracać.

Tym razem jakby zgasła wewnętrznie.

Raz tylko ze smutkiem powiedziała, że już nie wytrzyma tego wszystkiego, zerwie umowę i wróci wcześniej, bo to jest ponad jej siły. Czuła się poniżana, szantażowana  i zaszczuta.

Miała dość.

Przyziemny poparł jej decyzję i postanowił pojechać po nią i zabrać z miejsca, do którego zupełnie nie pasowała.

I pojechał.

Tyle, że busem firmy pogrzebowej.

Bo Ulotna przed zerwaniem umowy i wyjazdem do Polski chciała jeszcze Niewdzięcznikom umyć okno na dwunastym piętrze ich mieszkania.

Nie dokończyła zaplanowanej pracy, bo z jakiejś przyczyny wypadła z tego okna na zielony trawnik przy wieżowcu.

Przez te kilkanaście sekund dzielące jej życie na dwa światy była jeszcze bardziej Ulotna i Eteryczna, by w końcu stać się na zawsze Przyziemną. 

Przyziemny nie zdążył uchwycić Ulotnej, zanim zmieniła swoją postać.

Teraz on stał się Ulotny, krążył ciągle po pustym mieszkaniu, nie dotykając nowej podłogi.

Do dzisiaj szuka swojej Przyziemnej, która dla niego zawsze będzie Ulotna.

Nie wierzy, że ona na zawsze została tu, na Ziemi pod ciężką płytą grobowca – drugiego mieszkania, którego się we wspólnym małżeństwie tak szybko dorobili.

Anna Rychter
https://www.facebook.com/anna.rychter.12?fref=ts


#polska