Upał czyli druga Japonia

” Upał czyli druga Japonia ” to drugi felieton Anny Rychter  z cyklu „Przez dziurkę w kurtynie” o urokach życia w naszej mlekiem i miodem płynącej Polsce.

 

 

upał czyli druga Japonia

„Przez dziurkę w kurtynie” to projekt literacko-medialny Anny Rychter i Grzegorza Kempinsky’ego, w którym na łamach tego bloga będziemy obnażać absurdy i patologie polskiej codzienności, a może więcej….
http://www.kempinsky.pl/fejsbukowy-teatr/

 

 

 

 

Druga Japonia

Czerwiec 2011. Środek tygodnia. 7% wakacji minęło.

Mam wolny dzień. Za sobotę.

Nie muszę nigdzie się spieszyć.

Upał jak w lipcu.

Ręcznik, kocyk, krem z filtrem.

Krótkie majteczki, bawełniany top, plastikowe japonki, czapeczka z daszkiem.

Rowerek. Stary, pordzewiały, bez bajerów, z koszykiem na zakupy. Bagażnik z kłódką.

Kto by się na to połaszczył?

Jadę nad zalew miejski.

W spokoju poleżę w cieniu, powdycham woń oczeretów, poczytam, pomyślę, pomoczę nogi, wyłączę się.

Salonik prasowy. Nie ma klimatyzacji, ale jest:  mineralna bez gazu 0,33 l, miętuski lodowe, świeża gazetka.

Kupuję.

Pakuję do koszyczka.

Wsiadam.

Jadę.

Droga dla rowerów wyłożona eurobrukiem.

Każde połączenie cegiełek odczuwam w lędźwiowym odcinku mojego kręgosłupa 50+.

Muszę odpocząć.

Koniecznie.

Zeskakuję z roweru.

Błotnik się telepie. Z tyłu? Z przodu? Może śrubka wypadła?

Na tych wertepach wszystko jest możliwe.

Dojadę. To tylko ze 3 kilometry.

Postawię rowerek w cieniu, pod drzewem.

Rozścielę kocyk.

Zdejmę japonki.

Ręcznik zwinę w wałeczek i hooops pod główkę.

Czapeczka już leży na kocyku.

Mineralna w zasięgu rączki, miętuski pod kocykiem, bo się roztopią.

Kremik z dużym filtrem na buzię, rączki i nóżki.

Niech słoneczko nie szuka jelenia. Wystarczy sama metryka.

Zrobione na luzie.

Leżę.

Czytam.

Woda pluszcze.

W oczach słońce.

Dobrze.

Bardzo dobrze.

Tego właśnie było mi trzeba.

Już, już czuję, że się będę wyłączać…

Tuman kurzu.

Dudnienie.

Sypnęło piachem na kocyk.

Czarny tunning koło mojej głowy.

Wyhamował.

Siadam.

Patrzę.

BMWica. Może pamiętać Okrągły Stół. Może być starsza od pasażerów.

Wysiadają:

Dwie „Solarki” w obcisłej, czarnej lycrze: brunetka i blondynka.

Kontrastowe farby na czaszkach. Szerokie pasy w pasie. Obie ścięte „na małpę”. Tipsy czarne z czerwonym wzorem na jakieś 5 cm długości.

Za nimi:

Cztery czarne nogawki od dresów, dwie gołe klaty, tatoo zajebisty na całość, łyse głowy, na nogach granatowe „laczki”.

Dwa Pampersy na jakieś 2-3 lata. Różowe kwiatki w mięciutkich włoskach. Rozwrzeszczane.

-Kurwa! Po chuj tu tyle piachu?- retoryczne pytanie gołej klaty z płonącym smokiem pomiędzy sutkami.

Właśnie! Ja też nie wiem.

Wszystkie drzwi w BMW otwarte.

Gorąco.

Chyba ładnie grają.

Głośno.

Nie rozpoznaję muzyki.

Nie znam się. To przychodzi z wiekiem.

W moim wieku był magnetofon szpulowy ZK -120.

Nad zalew nie zabierałam.

Wtedy puszczali z radiowęzła „Lato z radiem”.

Czuję jak drży ziemia pod moim kocykiem.

Będzie trzęsienie?

Mogą być już ze 4 stopnie w skali Richtera.

Popijam mineralną.

Siedzę.

Nie mogę się skupić.

Zerkam.

-Vaneska! Nikolka! Chodźcie na lody! – biała „Solarka” zaprasza dzieci przekrzykując łomot.

Dwa pampersy zakopane po pachy w piachu z piskiem zrywają się do biegu.

Gorący wiatr potoczył po plaży kolorowe pozłotka.

Lody reklamowanej firmy już uwiecznione w wodach zalewu.

Czekoladowa polewa topi się w różowych usteczkach.

Dwa wrzaski mniej nie robią różnicy.

Może być już z 5 stopni w tej skali sejsmicznej…

Słońce bezlitośnie podgrzewa czarną maskę.

Zapach tekturowego drzewka dyndającego przy szybie jest coraz bardziej nachalny.

Działa na mnie jak choroba lokomocyjna.

Myślałam, że już z niej wyrosłam.

Nic z tego.

Mdli mnie.

Upał gęstnieje.

Słońce w zenicie.

Dochodzi południe.

Może im za gorąco w tych czarnych akcesoriach?

Odpuszczą?

Małe dzieci trzeba chronić przed upałem…

No i dlatego przyjechali nad wodę…

Nie. Na razie nie odpuszczą.

Zgłodnieli.

I na pewno pić im się chce. Jak to w upał.

Trzeba pić dużo.

Każdy głupi to wie.

„Solarki” rozstawiają grilla.

Tani, chiński, z hipermarketu. Nie dla idiotów. Ma dwie nogi. W piachu nie ustoi.

Trzasnęła gałąź nade mną.

Drzewo lipowe świetnie nadaje się na trzecią nóżkę. Nawet w naturze wygląda jak okopcone.

Nie będzie różnicy.

-Tylko te liście, kurwa – martwi się goła klata chyba z wizerunkiem Batmana.

Już zerwane, pomięte, rzucone koło mnie.

Czerwona, blaszana micha na trójnogu gotowa.

Szeleści podpałka, zapałki nie chcą się jarać.

Mokre.

Jest przecież zapalniczka.

-Dawaj kurwa, jak odpalisz fajki, to rozpalamy- brunetka wzięła sprawy grillowania w swoje tipsy.

Blondynka, jak zwykle – głupsza. Stoi i gapi się.

Ale tleniona? Też głupsza? Może nie?

Pali się.

Dym gryzie, dusi.

Popijam wodę.

Biorę landrynkę.

Kręci mi się w przysadce.

Może menopauza?

Nie…

To z upału.

Blondynka przynosi zawiniątko z bagażnika .

Rwie zębami grubą folię.

Jest kiełbacha na grilla! Już spreparowana!

Skwierczy cały bukiet przypraw: glutaminian, benzoesan, E -155, E -180, E – 445,-eee, tam. Niech sobie jedzą jak głodni.

Dym wali prosto na mnie.

Chyba się przeniosę dalej.

Powoli składam gazetę, japonki na nogi, kocyk trzeba wytrzepać.

Wreszcie pić im się zachciało.

Dwie nogawki od dresu taszczą z bagażnika skrzynkę piwa.

Chlast!

Kapsel zielenieje w piasku. Jak szmaragd ze złotym nadrukiem.

Mocne są drzwi w tej BMWicy. Niemiec potrafi tak wyprodukować auto, że na listwie otworzy się każde polskie piwo.

– Siwa, bierz browar! – klata z Batmanem nie znosi sprzeciwu.

Blondyna z turkusowymi powiekami zamkniętymi z rozkoszy już sączy złocisty nektar.

– Ja też chcę! – Czarna przewraca kiełbachę. Jak Kopciuch.

Mężczyźni wolą blondynki.

Dżentelmeni wolą  „Finlandię”.

Na dobry początek trzaska banderola akcyzy. Czerwona nakrętka uwalnia krystaliczną zawartość butelki.

Bulgot w szkle.

Dwie szklanki po „Nutelli” trykają się boczkami.

– Zdrowie! – łyse głowy jednocześnie  odchylają się do tyłu.

– Zaraz będzie grill, zjemy, wypijemy i można się wykąpać. Gorąco jak sto chujów! – filozofuje klata ze smokiem.

Pampersy pobiegły do wody.

Patyki po lodach leżą tuż przy kole mojego rowerka.

Grill pachnie, wódzia bulgocze, muzyka gra.

Gra muzyka.

Relaks.

Święty spokój.

Lato.

Upał.

Nie słychać wcale szumu wody.

Zalew faluje delikatnie i leniwie wyrzuca na brzeg:

butelki plastikowe,

puszki aluminiowe,

torebki foliowe,

deski pomostowe,

papierki polodowcowe,

pampersy różowe,

laczki czerwcowe,

wiaderka zabawowe,

topielce bezmózgowe.

O! Taka Druga Japonia.

Jakby przeszło tsunami.

Ziemia drży nadal.

Będą wstrząsy wtórne.

Wsiadam na rower.

Jadę.

Błotnik dalej brzęczy.

Mam jeszcze pół wolnego dnia przed sobą.

Schowam się w głębokim cieniu.

 

Zalew Miejski, lato 2011 (po marcowym tsunami w Japonii)

Anna Rychter
https://www.facebook.com/anna.rychter.12?fref=ts

 

Polska drugą Japonią, Irlandią w końcu Niemcami?

To żałosne, że przeważnie neoliberalni politycy wszystko co potrafią dla opisania pożądanych zmian w naszym kraju to próby generalnych odniesień do innych państw. Najpierw pan Lech Wałęsa przedstawiał wizję „drugiej Japonii”, co samo w sobie było super śmieszne i chyba nikt, poza wyjątkowo nielicznymi miłośnikami japońskiej kultury i sztuki nie miał żadnych złudzeń, że z tego porównania nic dobrego dla nas nie wyniknie. Potem bywało różnie, aż dopiero zdaje się pan premier Tusk dokonał porównania naszego państwa do drugiej Irlandii. Wyszło mizerniej niż się spodziewaliśmy, chociaż wyspa okazała się bogata w ciepłą wodę z kranów, co w naszym klimacie jak wiemy jest bezcenne, przez co najmniej 8 na 12 miesięcy w roku. W tej chwili słyszymy z ust początkującego polityka, że Polska ma szansę stać się małymi Niemcami, czy też czymś niemco-podobnym.

Chyba jest to już raczej dość nudne, bo ile razy mamy słuchać, że będziemy drugim „czymś”?….

Cały artykuł:
https://obserwatorpolityczny.pl/?p=33699

 

upał

upał

wysoka temperatura powietrza; skwar; spiekota
http://sjp.pl/upa%C5%82


#Polska