W ciszy słyszę wyraźniej i widzę ostrzej

W ciszy słyszę wyraźniej i widzę ostrzej – Wojtka Maryańskiego rozważania o mijającym życiu i czy wiemy o nim co raz więcej, czy co raz mniej.

Jeden z moich ulubionych felietonistów, Wojtek Maryański, ze zwykłą sobie subtelnością, i wręcz sensualnością, pochyla się nad upływającym życiem i twierdzi, że “w ciszy słyszę wyraźniej i widzę ostrzej”.

W ciszy słyszę wyraźniej i widzę ostrzej

W ciszy słyszę wyraźniej i widzę ostrzej

Jest wieczór. Początek marca. Siedzę sobie z Felicjanem przy biurku w gabinecie. Tak kiedyś nazywano taki pokój z biurkiem książkami. W ciszy słyszę wyraźniej i widzę ostrzej.

Siedzę po całym dynamicznym dniu na kręconym fotelu pośród dziś delikatnie passe, Słowackich, Tuwimów, Joyce’ów, Musil’ów, Brecht’ów i wielu innych mądrych, posiwiałych i zakurzonych i dawno nie czytanych, którym tyle zawdzięczam.

Myślę jak co dzień, jak co rano, gdy razem z psami wstaję czy jak kładę się spać, także z nimi. O czym to ja tak godzinami myślę ? O życiu myślę. O życiu. O czym innym nie potrafię, bo tak na prawdę niczego innego nie znam.

Nigdy nie owładnęła mną pycha , żeby rościć sobie pretensję, że o życiu wiem prawie wszystko. Umówmy się. W istocie wiem niewiele, jak wszyscy. Może trochę więcej mam świadomości i wiedzy na temat swojego życia. Co to za wiedza?

Może wiem trochę więcej dzięki mojej uważności i narkotycznej pasji przyglądania się ludziom, gdziekolwiek jestem. Przyglądam się im patrząc przez okna cafeterii na Leicester Square, kiedyś, kiedy było to możliwe przyglądałem się im w Bagdadzie w jednej z kafejek nad Tygrysem. Kiedy chodzę po parku w okolicach zamku Joannitów w Łagowie. Rzecz oczywista w moim Inowrocławiu z nosem niemal przyklejonym do szyby kawiarni “Róże Fiołki i Aniołki “. W Biskupcu, na Warmii, dokąd specjalnie znad Dadaja z mojej psiej budki przyjeżdżałem, by usiąść przy herbacie z torebki i wgapiać się w młode kobiety i stare kobiety. Nie o wiek idzie tylko o światło jakim świecą.
W Świebodzinie na rynku. Na Ursynowie. W Hawanie smutnej, mimo narkotycznej muzyki. W Gdyni na bulwarze. Wszędzie uważnie patrzę, starając się odtworzyć, mając stosunkowo silnie rozwiniętą (jak myślę) empatię, historię każdego z tych ludzi.

Nie robię notatek. Udaje mi się zapamiętywać wszystkich z wyrazem ich twarzy, sylwetką, sposobem chodzenia, uśmiechem, lub jago brakiem.

Zapamiętuję i w każdej chwili jestem w stanie odtworzyć moją historię tej osoby, bez konieczności fotografowania. Stąd stosunkowo mało robię zdjęć.. Pamiętam dla siebie. Więc jako się rzekło, mimo wszystko wiem ja i chyba my wszyscy stosunkowo niewiele, bo ciągle sam siebie sobą zaskakuję. Podobnie jak zaskakiwany jestem przez sytuacje życiowe innych, których bym mimo mojej wyobraźni nie był w stanie wymyślić. 
Przyciągają mnie nie zorganizowane, wymyślone i wykreowane zdarzenia. Cięgnie mnie niezwyczajność zwyczajności.

Po co to robię? Po co się przyglądam? Po co współczuję? Po co zapamiętuję?

Nie wiem. Może po to, że kiedy już się kiedyś znajdę, gdzie jest wielu, usiąść z moim kochanym Mac’kiem i dla zabicia nudy napisać o nich kiedyś , coś. Nie wiem.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze z każdym dniem, który minął wiem coraz mniej a coraz więcej znaków zapytania, w ktore krok za krokiem się zaplątuję .

I co gorsza, to nie jest sen.

2 marca wieczorem.

Wojtek i Felicjan.

Wojtek Maryański

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1113883422117293&id=100004869375099


#życie