Windows 10 i jego ciemna strona

Windows 10 i jego ciemna strona – Microsoft udostępnił w końcu oczekiwaną, najnowszą wersję swojego systemu operacyjnego Windows 10, którą można aktualizować za darmo, ale czym to grozi…

 

Windows-10Przyznam, że kiedy pojawiła się możliwość gratisowej subskrypcji na Windows 10, zapisałem się na nią wiedziony ciekawością, ale także możliwością uzyskania nowego systemu operacyjnego za darmo.

Kiedy jednak mój informatyk poinformował mnie, że w ten sposób staję się niejako testerem niegotowego jeszcze produktu i stanę się po prostu mięsem armatnim, moje zainteresowanie osłabło i postanowiłem nie aktualizować wersji Windows 8.1.

Po przeczytaniu poniższego artykułu utwierdziłem się raczej w przekonaniu, że dobrze zrobiłem, albowiem wypuszczenie na rynek nowego Windows 10, który nie został należycie przetestowany, nie jest jedynym mankamentem tej opcji.

Chętnie przekonam się, że nie mam racji, ale w międzyczasie polecam poniższy artykuł, może on pomoże wam podjąć decyzję.

 

 

Ciemna strona Windows 10. Czym grozi zainstalowanie nowego systemu?

Źródło: WP | 2015-07-31 (11:06) |

W tym tygodniu Microsoft udostępnił w końcu oczekiwaną, najnowszą wersję swojego systemu operacyjnego. Windows 10 spotkał się z dość ciepłym przyjęciem ze strony użytkowników – również dlatego, że po raz pierwszy w swojej historii software’owy gigant zaoferował darmową aktualizację posiadaczom wcześniejszych wersji okienek. Tyle tylko, że „darmowa” jest tu terminem dość luźnym. Użytkownicy płacą bowiem w inny sposób – swoimi danymi, chciwie zbieranymi przez nową wersję Windowsa. Czy można tego uniknąć?

Za darmo, czyli kto płaci?

 

Internet przyzwyczaił nas już do tego, że wszystko jest w nim „darmowe” – czyli opłacane z reklam. Największym dostawcom usług i serwisów, jak Google czy Facebook, oczywiście od dawna nie wystarcza już jedynie wyświetlanie nam opłaconych przez zewnętrzne firmy banerów czy ogłoszeń. By zwiększyć swoją atrakcyjność dla reklamodawców oferują im dopasowanie użytkowników, znalezienie grup, dla których ich produkty będą najbardziej atrakcyjne. Robią to gruntownie analizując naszą działalność w swoich usługach. Automaty Google’a skrupulatnie „czytają” nasze maile, analizują zapytania wpisywane przez nas do wyszukiwarki, Facebook śledzi każdego „lajka”, komentarz czy udostępnienie.

Wszystko to oczywiście w celu „najlepszego dopasowania treści” do naszych preferencji, chociaż tak naprawdę dużo ważniejsze jest tu dopasowanie nas do sprzedanych reklam. Przyzwyczailiśmy się już do tego i jakoś tam się godzimy, zakładając, że działania w obrębie chociażby Facebooka traktować należy z pewną nieufnością. Jeżeli tylko mamy świadomość, że nic, co tam umieszczamy, nie jest i nie będzie prywatne, to jakoś da się w takiej rzeczywistości funkcjonować.

Windows jak Facebook

Trochę inaczej sprawa ma się z systemem operacyjnym. On kontroluje przecież wszystko co robimy na komputerze, ma dostęp do naszych plików, jest w stanie efektywnie śledzić każdy nasz ruch. Tym bardziej niepokojące jest więc, że Microsoft umieścił w Windows 10 szereg rozwiązań bliźniaczo podobnych do tych, jakie stosują internetowi giganci w swoich online’owych usługach.

W szczególności niepokój budzi następujący zapis w polityce prywatności:

„Będziemy uzyskiwać dostęp, ujawniać i zachowywać osobiste dane, w tym należące do ciebie treści (takie jak zawartość twoich e-maili, inna prywatna komunikacja i pliki w prywatnych folderach), kiedy będziemy w dobrej wierze uważać, że jest to konieczne”.

Dalej Microsoft wymienia sytuacje, w których może uznać za stosowne podejmowanie takich działań. Wymienia kwestie potencjalnych konfliktów z prawem, ochrony bezpieczeństwa swoich użytkowników, własnych serwerów czy własności. Można więc faktycznie wierzyć, że nasze dane nie będą wykorzystywane, jeżeli nie będzie to naprawdę konieczne. Ale to, że ostatecznie decyzja należy w tym miejscu do Microsoftu, wydaje się przynajmniej niepokojące.

Jak tego uniknąć

W rzeczywistości oczywiście większość danych, zbieranych automatycznie przez najnowszy system Microsoftu, służy dopasowywaniu reklam do naszych preferencji. Nie każdy musi uważać, że jest w tym coś złowrogiego, ale przyznać trzeba, że analiza wszystkiego, co robimy na komputerze to jednak trochę inna para kaloszy, niż śledzenie naszej działalności w konkretnym serwisie internetowym. Na szczęście tego śledzenia można uniknąć.

Jeżeli dopiero będziecie instalować Windows 10, nie godźcie się na „instalację ekspresową”. Będziecie wtedy mogli już na wstępie wyłączyć dostęp poszczególnych programów do danych lokalizacji i wyłączyć asystentkę wyszukiwania Cortanę (która, chociaż może być użyteczna, zbiera jednocześnie informacje o wszystkim, czego i gdzie szukamy).

http://tech.wp.pl/kat,1009779,title,Ciemna-strona-Windows-10-Czym-grozi-zainstalowanie-nowego-systemu,wid,17741690,wiadomosc.html?ticaid=1156b8

______________________________________________________________________________
#Internet