Wolność wewnętrzna warunkiem szczęścia

Wolność wewnętrzna warunkiem szczęścia – Mając swój osobisty świat, swoją wewnętrzną wolność, będziemy w stanie działać o wiele rozumniej, skuteczniej i racjonalniej – dla swojego i innych dobra. 

Napisałem kilka dni temu o tym jak ważna jest wolność i że nie wolną nią kupczyć. Jakże się cieszę, że mój wpis natchnął Janusza Muzyczyszyna do rozwinięcia tematu wolności na swoim własnym blogu!!!

Wolność wewnętrzna warunkiem szczęścia

 

Wewnętrzna wolność

Grzegorz Kempinsky w swoim poście zatytułowanym „Nie handluj wolnością” przywołał tekst Michała Ratyńskiego sprzed 5 lat. Zacytowana niżej myśl przewodnia tego wpisu skłoniła mnie do szerszych refleksji.

„Nie pozwól sobie zadeptać własnej wewnętrznej wolności, nie handluj nią, chroń ją i osłaniaj, bo tylko ona stanowi o twojej wartości. Wszystko inne jest wyłącznie epizodem!”

Autor tekstu skupia się na problemie sprzedawania siebie i swojej wewnętrznej wolności w zamian za karierę polityczną, zawodową i wszelaką inną. Świadomie lub nie pominięty został znacznie bardziej – moim zdaniem – istotny obszar naszego życia, w którym dobrowolnie i co gorsza niezauważalnie dla siebie wyrzekamy się własnej wewnętrznej wolności.

Mam na myśli tzw. poświęcenie się „dla dobra”: sprawy, rodziny, idei, partnera, dzieci, itd. itp. Nie wiedzieć kiedy wpadamy w pułapkę przyjętych na siebie „zobowiązań”, powodujących, że zapominamy o swoim życiu, swoich potrzebach, o sobie samych. Żyjemy cudzym życiem w cudzym świecie, w którym nie ma miejsca na nasze „ja”.

O ile człowiek, który zaprzedał siebie za profity – pieniądze, stanowiska czy zaszczyty – dokonał swoistego „handlu wymiennego” i zostanie mu co najwyżej niesmak (jeśli obudzi się w nim poczucie przyzwoitości), to ci z nas, o których piszę powyżej, za swoje poświęcenie nie otrzymają żadnych wymiernych profitów. Powiecie – kierują się miłością, poczuciem obowiązku – zgoda. Niemniej każda z tych osób prędzej czy później skonstatuje smutną prawdę – dali z siebie wszystko, w zamian mają jedynie ulotną „satysfakcję” albo „poczucie dobrze spełnionego obowiązku”.

Nie chciałbym być posądzony o to, że jestem przeciwnikiem pomagania innym, czy wręcz poświęcania się. Chodzi jednak o to, aby w czasie tej działalności pomocowej nie zapominać o sobie i swoich potrzebach osobistych. Tylko bowiem wtedy można być skutecznym i równocześnie zadowolonym z przeżytego życia. Kto z nas nie zna osoby, która w jakimś momencie życia stwierdza, że całe jej/jego poświęcenie poszło „na marne” a swoje życie zostało przegrane, że przywołam tylko przykład kobiet, które poświęcają się dla swojego mężczyzny czy dla dzieci, czy ludzi poświęcających się dla jakiejś idei, nawet tej najszlachetniejszej. Nie daj Boże okaże się, że: mąż wybrał nowszy model, dzieci żyją w swoim świecie, w którym nie bardzo jest dla nas miejsce a naszą ideą zawładnęli młodsi, bardziej sprawni działacze i nas już nie potrzebują. Wtedy najczęściej budzi się ludziach reakcja „Jak to, ja tyle dla ciebie/was zrobiłem/zrobiłam i teraz mnie nie potrzebujecie?”

Czy da się tego scenariusza uniknąć? Moim zdaniem tak – w każdym momencie życia należy pamiętać (!) o swoich potrzebach, planach i marzeniach i nie pozwolić nikomu ich sobie odebrać. Mając swój osobisty świat, swoją wewnętrzną wolność, będziemy w stanie działać o wiele rozumniej, skuteczniej i racjonalniej – dla swojego i innych dobra. Czego sobie i Wam życzę.

Janusz Muzyczyszyn 

http://www.muzyczyszyn.pl/inne/


#wolność