Wroga przysporzyć sobie w prosty sposób

Wroga przysporzyć sobie w prosty sposób – to dowcipny felieton Marka Orłowskiego na temat wrogów i jak postępować, żeby sobie ich przysporzyć.

Zaczęło się od mojego wpisu na Facebooku, że dobrze jest mieć wroga, bo to przynajmniej świadczy, że o coś w życiu walczyłeś, na co Marek rozpisał się na ten temat w poniższym felietonie:


Wroga przysporzyć sobie w prosty sposób

Jak w prosty sposób przysporzyć sobie wroga? Manual.
(Reminiscencje na temat postu kolegi. Też o wrogach. )

Wrogów można mieć na wszelkie sposoby.

Idę rano po bułki. Myk i już mam trzech wrogów. Bo bułki były ostatnie, a z mną stało jeszcze trzech głodnych gości. Proste? Proste.

Albo jeszcze inaczej. Nie znasz gościa totalnie i nawet nie wiesz, że masz w nim wroga i to nieprzejednanego. Bo gościu ogólnie jest wrogo nastawiony do otoczenia. Wrogów można mieć niezależnie od wszystkiego.

Załóżmy. Jedziesz tramwajem. Masz miejsce siedzące i cieszysz się z tego, bo trudno teraz o miejsca siedzące w tramwajach. Siedzisz wygodnie, ale przypomniało Ci się, ze nie skasowałeś biletu. Kasownik? Oj, daleko trzeba będzie wstać. Zajmą miejsce? Nie zajmą?. No trudno. Ryzykujesz. Wstajesz. Podchodzisz do kasownika. Kasujesz bilet. Odwracasz się i patrzysz. Na Twoim miejscu siedzi dres i bezczelnie z uśmiechem w oczach i kpiną na ustach ( nie śliną. Kpina, to taki głupi wyraz twarzy) patrzy się na ciebie. Nic tylko podejść wziąć głęboki zamach i w ryj dać. A TY? Nic, tylko podchodzisz, bierzesz głęboki……….wdech i grzecznie pytasz „Przepraszam Pana. Czy mógłby mi pan ustąpić? Zajął mi Pan miejsce.” Dresio tylko spojrzał z byka i rzecze „(przepraszam za wyrażenie) „Spierdalaj” A Ty co? Zdalasz stamtąd z przeświadczeniem, że masz oto nowego wroga nieprzejednanego i w dodatku nieinteligentnego u którego żaden argument prócz siły nie przejdzie.

O.K. Podobna sytuacja. W tramwaju. Może być ten sam. Ładny był. Sytuacja analogiczna. Z biletem . Analogicza. Czyli podobna, albo wręcz taka sama. Kapujesz?….Kasujesz?. No, to na co czekas? Widzisz? Da się? Da się. Odwracasz się. Patrzysz. Siedzi. A co ma nie siedzieć. Oni tak wszyscy. Jak który nie siedział, to na bank będzie siedział. Więc wszystko gra. Ten…… Siedzi. Podchodzisz. Bierzesz głęboki wdech i rzucasz. „Spierdalaj gościu. Ja tu siedziałem” .
Ooooo……… teraz pjechałeś po bandzie. Za to Cie lubię kolo. Ty to umiesz się postawić. No dobra, a co na to dres? Dres jak dres. Rozum ma szczelnie zaizolowany, to niewiele don dociera. Rzuca tylko krótkie „Pogieło Cię gościu?”. Zauważ. To i tak lepiej niż poprzednio. Wcześniej całkiem Cie znieważył. Teraz wyraźnie czuć nutkę szacunku………… Ale tylko na chwile, bo zaraz dodaje „Spierdalaj” . No wiec robisz to co poprzednio dodając na odchodnym słowo „przepraszam”, bo przypomniałeś sobie, ze tego nie powiedziałeś na początku negocjacji o miejsce. I znów masz wroga. Kolejnego z resztą, bo tamten to co? Myślałeś że w międzyczasie polubi Cię? Ni ma letko kolo. Ni ma letko.

Sami wiec widzicie jak łatwo dzisiaj o wroga.

Albo w takiej polityce. Wystarczy, ze znasz preambułę konstytucji na pamieć. Ale znasz ją z jednym Zwrotem inaczej. Weźmy na to przykładowo znajduje się tam zwrot Polskiej Rzeczypospolitej, a ty znasz w wersji Rzeczypospolitej Polskiej czy odwrotnie. Bez znaczenia w tem wątku.(zaś se wrogów narobię) i już jesteś z wrogiego ugrupowania. I to jak najbardziej wrogiego, albowiem cytowana przez ciebie preambuła mimo iż pozornie jednaka świadczy dobitnie o twoich zapatrywaniach politycznych. Są nie do przyjęcia w demokratycznym kraju, jakim jest Polska. Są one na wskroś szowinistyczne. Skrajne i nieodpowiedzialne. Świadczące o zapędach nacjonalistycznych z przewagą nacjonalistycznych. Gwarantuję, że trzy czwarte parlamentu, to będą Twoi zdeklarowani wrogowie. (Deklaracje wrogości można nabyć w sekretariacie sejmowym.) Co nie przeszkadza po sesji wspólnie iść na wódeczkę do sejmowej restauracji w zgodzie i pokoju. To jest tak zwany wróg profesyjny. W pracy ? Normalnie jak pies z kotem . Po pracy luzik i balanga.

Jest jeszcze jeden rodzaj wroga o którego łatwiej niż o katar. To wróg przypisany. Lub znany pod innymi nazwami. Odwieczny wróg (Nie mylić z odwietrznym. To inny rodzaj wroga, własnie wspomniany katar ale nie omawiamy go dzisiaj. Sławne w PRL-u hasła na plakatach lekarskich w przychodniach „Katar – twój wróg” , czy jakoś tak) Wróg numer jeden. W naszym przypadku jest ich kilku i dobra numeracja ułatwia ich rozpoznanie. Lub też nazwa, którą ja lubię najbardziej. „Mój ukochany wróg”. Co to jest „Ukochany wróg”? To taki wróg, bez którego żyć nie można, a dzięki któremu umiera się z pieśnią na ustach i Bogiem w sercu. My Polacy mamy dwóch takich wrogów. To oczywiście…. no kto? Kto? Oczywiście, że Ruskie i Niemce. Zarówno i z jednymi i z drugimi od dawien dawna, kiedy jeszcze nasi przodkowie bez majtek latali, toczyliśmy boje zażarte któren z nich większym dla nas wrogiem jest. Po latach zmagań, konfliktów, podrzynania gardeł w przeróznych konfiguracjach wyszło, ze nic nie wyszło i dalej to nasi „Ukochani wrogowie”.

Taki wróg, to lepszy niekiedy niż przyjaciel. On nie zdradzi. No. Przynajmniej nie w sensie stałości uczuć. jak na przykład nasi etatowi sojusznicy z zachodu. Sojusznik z zachodu to taki nie wróg, ale zachowuje się jeszcze gorzej niż „ukochany wróg” Taki sojusznik, to skarb. I nie pomoże w potrzebie, w czasie pokoju będzie knuł i zdradzał pod pozorem wsparcia i pomocy i wzajemnej przyjaźni. Sojusznicy Zachodni, to nasi najlepsi przyjaciele są. I nic tego nie zmieni. Nawet fakt, ze za ich wolność my przelewamy krew naszą w dodatku w ich krajach, za co oni potem każą sobie jeszcze słono zapłacić. No cóż Jaki sojusz, taka przyjaźń. To jedyny rodzaj przyjaciela, który jest gorszy od wroga.

Łomatko. Alem się rozpasa….upss….. rozpisał. Wracajac do sedna. To ja mam pytanie.

Aosssochozzzi.

Marek Orłowski
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1506014616117125&id=100001258038712


#polska