Wybaczenie to wyświechtane słowo

Wybaczenie to wyświechtane słowo – Wbrew pozorom wybaczenie sobie jest nawet czasem ważniejsze niż wybaczenie sprawcy doznanej krzywdy.


Wybaczenie to wyświechtane słowo

Rozważania o wybaczaniu

Wybaczanie – jakie to wyświechtane słowo, prawda? Według Słownika Języka Polskiego:

Wybaczenie – to darowanie komuś winy.

No dobrze ale co to znaczy w praktyce? Nie ma chyba człowieka, który choć raz w swoim życiu nie doznał jakiejś subiektywnie odczuwanej krzywdy zadanej przez inną osobę. Słowo „subiektywnie” jest tu użyte świadomie, jako że jest oczywiste, iż każdy z nas – zależnie od wieku, płci, doświadczenia życiowego, środowiska, czy indywidualnych cech charakteru – ma swoje osobiste granice, przekroczenie których skutkuje poczuciem krzywdy, zranieniem.

Nie wierzysz? Spytaj przypadkowo napotkane osoby, jakie sformułowanie pod swoim adresem uważają już za krzywdzące czy obraźliwe. Za nazwanie „leniem” osoba przewrażliwiona na swoim punkcie poczuje się urażona, gdy ktoś inny wzruszy tylko ramionami. Określenia używane w stosunku do siebie na co dzień i powszechnie przez np. kiboli, dla tzw. „normalnego człowieka” są już ciężką obrazą.

Musimy zatem przyjąć do wiadomości, że systemy „wartości” obrażanego i obrażającego (sprawcy i skrzywdzonego) mogą być całkowicie różne. Wynika z tego, że sprawca niekoniecznie musi być świadomy wyrządzonej krzywdy, jeśli z góry i świadomie nie zakładał wyrządzenia przykrości drugiej osobie. Często o sposobie odbioru komunikatu (czynu) decyduje też sposób wypowiedzi – intonacja, akcentowanie, czasem nawet moment, w którym to się dzieje. Spróbujcie powiedzieć człowiekowi, który za minutę ma stanąć np. przed komisją egzaminacyjną: „Stary, ten krawat ci wcale nie pasuje do garnituru”. Albo: „Wiesz, do tej sukienki lepiej pasowałaby ci inna torebka” – powiedziane do przyjaciółki, która właśnie wchodzi do kawiarni na randkę swojego życia. Jak zareagują na te przyjacielskie uwagi? Jeśli mamy do czynienia z człowiekiem pewnym siebie – uśmiechnie się i pominie milczeniem, jeśli trafimy na człowieka zakompleksionego o niskim poczuciu własnej wartości – wbiliśmy go właśnie w ziemię.

Krzywdę drugiemu człowiekowi można niestety wyrządzić na wiele sposobów. Weźmy np. klapsy. Co za problem z daniem klapsa w tyłek dziecku, gdy coś zbroi? Normalka, prawda? A jak dający tego klapsa tatuś będzie się czuł, gdy dostanie „w pysk” od swojego szefa za niewykonaną pracę? Albo gdy go tenże szef zruga przy całej załodze? No więc jego dziecko czuje się tak samo po klapsie. Każdy rodzaj przemocy (słownej, fizycznej, psychicznej, ekonomicznej) jest zawsze źródłem krzywdy wyrządzanej drugiej osobie.

Chciałbym w dalszym wywodzie skupić się na osobie, która czuje się skrzywdzona. Nie zawsze bowiem zwykłe „Przepraszam” kończy sprawę. W pamięci i psychice zostaje poczucie krzywdy, szczególnie głęboko, gdy tego „Przepraszam” nie było.

W miarę upływu czasu (często wielu lat) takie pojedyncze krzywdy odkładają się w nas jak cegły w murze. Zlepiamy je hołubioną skwapliwie niechęcią, a często wrogością do sprawcy. I tak ten mur, którym odgradzamy się od rzeczywistego świata rośnie sobie i rośnie. W końcu spoza niego nie widzimy już nic oprócz siebie i swoich krzywd i nieszczęść, których od świata doznaliśmy i doznajemy. Czy da się to błędne koło przerwać i „wrócić do życia”?

Moim zdaniem Tak! Najprostszym ale i skutecznym sposobem jest proces wybaczenia – wybaczenia sprawcy tego co zrobił ale i sobie, że nie byliśmy w stanie się wtedy obronić. Wbrew pozorom wybaczenie sobie jest nawet czasem ważniejsze. Mądrzy ludzie mówią, że gromadzenie w sobie krzywd jest jak wędrówka z plecakiem, do którego co chwilę wkładasz kolejny, ciężki kamień, a wybaczenie to wyrzucenie tego plecaka w cholerę do przydrożnego rowu. Albo jest jak próba pływania w głębokiej wodzie z kamieniem uwiązanym u szyi. Nie odetniesz ciężaru, to się utopisz.

Łatwo się mówi wybaczyć! Przecież nie da się zapomnieć doznanej krzywdy! Oczywiście, bowiem „Wybaczam” nie oznacza „Zapominam”. Jak zatem to zrobić?

Jeden ze skutecznych sposobów to napisanie listu do sprawcy, w którym opisujemy to jak odbieraliśmy jego działania, słowa, itp. i dlaczego czujemy się przez to skrzywdzeni. Piszmy wyłącznie o swoich odczuciach, nie oceniając adresata. Przykład: „Czułam się wbita w ziemię i nic nie warta, kiedy wówczas powiedziałeś, że ta zupa była gorsza niż w najgorszej knajpie, a ja gotowałam ją po bardzo ciężkim 16-godzinnym dyżurze w szpitalu”. Spiszmy wszystko, każdą cegłę z tego muru, każdy kamień z tego plecaka. Jeśli masz w swoim otoczeniu bardzo zaufaną osobę, albo chodzisz do dobrego terapeuty (to polecam gorąco!), zrób ten proces z nim. Po wypisaniu wszystkiego przeczytaj ten list na głos, usłysz sam/sama swoje myśli, które siedziały w tobie od dawna i blokowały twoje życie. Potem powiedz głośno: „Wybaczam tobie, że mi to zrobiłeś, wybaczam sobie, że nie mogłem się wtedy obronić”. Poczuj to w sobie! Jeśli potem uznasz za możliwe i celowe, to wyślij, doręcz lub przeczytaj ten list adresatowi, nie czekając na reakcję. W tym momencie to już nie twój ciężar! Jeśli to niemożliwe, to uroczyście spal ten list, powtarzając słowa wybaczenia. Przeszłości ani nie da się przeżyć inaczej na nowo, ani nie można pozwolić aby kierowała naszym życiem. Jeśli zdobędziesz się na wybaczenie swoim sprawcom przeszłych win, odżyjesz jak trawa na wiosnę.

Proces wybaczenia jest wbrew pozorom również ważny dla sprawcy. Podam przykład z życia:

Pewien człowiek opowiadał mi o swoim umierającym ojcu. Z relacji wynikało, że jego ojciec ogromnie się męczy, cierpi z bólu, prawie nie ma już z nim kontaktu i sprawia wrażenie jakby chciał umrzeć a nie mógł. Syn był bardzo tą sytuacją zmartwiony, bo nie mógł już w żaden sposób pomóc. Zaczął opowiadać o swoich relacjach z ojcem. Były fatalne. Od dziecka był ostro karany za byle co – a to za stopnie, a to za inne drobiazgi. Nie czuł nigdy ojcowskiej miłości, wsparcia, czy ciepła. Opowieść była długa. Poradziłem mu aby o tym wszystkim przy najbliższej wizycie spokojnie ojcu powiedział. O tym jak się czuł jako dziecko w tych wszystkich sytuacjach i żeby koniecznie na koniec mu to wszystko szczerze wybaczył. Gdy spotkaliśmy się następnym razem, był w żałobie. Powiedział mi: „Dziękuję za radę, powiedziałem to wszystko ojcu, słuchał skupiony, nie mógł mówić ale na koniec, gdy powiedziałem, że mu to wszystko wybaczam, twarz mu się odprężyła, znikło z niej cierpienie. Niedługo potem cicho i spokojnie odszedł.”

Nie czekajmy Szanowni Czytelnicy z wybaczaniem aż do tych ostatecznych chwil, bo możemy nie zdążyć. Wyrzućmy w porę do rowu te nasze plecaki z ładunkiem kamieni i idźmy naprzód. Będzie lżej nam ale i może innym przy okazji też.

Janusz Muzyczyszyn 

https://www.muzyczyszyn.pl/ludzie/rozwazania-o-wybaczaniu/


#wybaczanie