Wyspiańskiego zła poezja

Wyspiańskiego zła poezja – znakomity tekst świetnego reżysera Andrzeja Celińskiego na temat „Klątwy” w Teatrze Powszechnym w Warszawie.

 

Wyspiańskiego zła poezja


Wyspiańskiego zła poezja

Teatr polityczny? OK. Można wskazać w historii teatru zaangażowanego politycznie nieliczne wprawdzie, ale ciekawe i wychodzące poza konwencję plakatu wyborczego przedstawienia.

Teatr dekonstruujący mity narodowe i chłoszczący stereotypy? Jak najbardziej. Rozumienie napięcia jakie istnieje pomiędzy sferą faktów i ich literackiego odbicia, sprzyja refleksji nad sensem obojga.

Teatr prowokacyjny, budzący sumienia? Taki właśnie teatr proponuje dramat „Klątwa” Wyspiańskiego. Tekst jest antyklerykalny, stwarza możliwość pogłębionego namysłu nad tym, co w kościele katolickim dalekie od ideału.

Wyspiański jak wiadomo marzył o sztuce-czynie. Sztuce, która potrafiłaby zmienić bieg historii. Sztuce, która sprawowałaby swoisty „rząd dusz”, realnie wpływała na ludzkie postawy i zachowania, zmieniała postępowanie widzów. Miał jednak autor „Klątwy” trzeźwe podejście do własnych marzeń. „Wyzwolenie” – jego inna sztuka – jest opowieścią o klęsce takiego rozumienia roli teatru. Potężny wysiłek poezji-czynu inscenizowanej na scenie przez Konrada, który próbuje porwać do działania naród uśpiony zatrutą, usypiającą w estetycznej nirwanie „złą poezją” spełza na niczym. Z jakiego powodu? Z powodu nieprzekraczalnej granicy pomiędzy rzeczywistością, zwaną w innym dramacie Wyspiańskiego „skrzeczącą pospolitością”, a literaturą, która „nie z tego świata” pochodzi, i która na program polityczny nie najlepiej się nadaje.

Jak się ma „Klątwa” z Powszechnego do szlachetnego marzenia autora o sztuce porywającej do czynu? Walki o lepszy świat? O prawdę? O uwolnienie z okowów „złej poezji”?

Można powiedzieć, że udało się sztuce teatralnej wzbudzić realne reakcje społeczne (nie po raz pierwszy zresztą w długiej historii teatru). Włączyć się w bieg historii. Uruchomić emocje, za którymi idą realne działania. Czyżby zwycięstwo idei Wyspiańskiego? Jego marzenia o sztuce żywej pobudzającej do działania? Co widzimy? Krucjata modlitewna klęczy na schodach, powiewają flagi ONR, ktoś recytuje Mickiewicza. Po drugiej stronie, oddzielona kordonem policji, kolorowa, choć nieco podstarzała armia „dzieci kwiatów” zawodzi Dylana i pokrzykuje o łamaniu świętych zasad wolności sztuki. Obrazek na pierwszy rzut oka trochę bardziej z Gombrowicza niż z Wyspiańskiego.

Bo czy o uruchomienie takich działań i emocji chodziło twórcom? O to żeby urażeni w poczuciu tego co dla nich święte, religijni Polacy stawiali kosy na sztorc, i szykowali się na świętą wojnę z barbarzyńcami, którzy są według nich głusi i ślepi na polski kod romantyczny? Żeby ci, którzy pogardzają nieracjonalnymi moherami, sikali im do przysłowiowych zniczy i pluli na modlące się babcie? To jest ten ferment kulturowy o zaistnienie którego chodziło? Z tego ma się narodzić jakaś forma dobra? Refleksji? Namysłu nad kondycją narodowego mitu? Oczyszczenie i pojednanie ma się brać z poczucia pogardy dla tłuszczy, która nie rozumie „całościowej wymowy dzieła” i rzekomych subtelnych kontekstów estetycznych fellatio wykonywanego symbolicznie figurze JP II? To ma być ten zdrowy impuls do wyzwolenia się z okowów „katolickiego zabobonu”?

Nie sądzę. Gwałt się gwałtem odciska, bluzg bluzgiem, rzyg rzygiem. Jeśli to ma być dążenie do „oczyszczenia przez krew” to obawiam się, że rezultat może być dla artystycznych eksperymentatorów rozdrapujących polskie mity opłakany. I nie będzie to bynajmniej reakcja na estetyczne wartości przedstawienia, ale na zawarty w nim całkowicie pozateatralny i pozaestetyczny bluzg. Granica pomiędzy intelektualną prowokacją a plakatową inwektywą, której głównym celem jest ranić, choć cienka jest wyraźna. To w końcu sam mistrz „rozdrapywania ran” i autor „Klątwy” włożył w usta patrona polskich dekonstruktorów Dziennikarza z „Wesela” apel: „świętości nie szargać, bo trza, żeby święte były” Patrząc z tej perspektywy, trudno uznać Wyspiańskiego za patrona eventu „Klątwa”, zwanego tu i ówdzie przedstawieniem teatralnym.

Nie wydaje się też, żeby twórcy wyciągnęli wnioski z „Wyzwolenia”, w którym Wyspiański bardzo dobitnie pokazał, jak w realnym świecie kończy demiurg, opętany ideą realnego manipulowania społecznymi emocjami za pomocą sztuki.

Historycznie patrząc, najlepiej wychodziło to autorom tak wiekopomnych dzieł jak „Żyd Süss” czy ” Triumf Woli”. Nie o takie chyba jednak działanie chodziło. Jeśli zaś ktoś myśli, że to dzieło będzie miało skutek polityczny polegający na obaleniu „kaczodyktatury” to śpieszę ze złą wiadomością. Efekt będzie odwrotny.

Andrzej Celiński

https://www.facebook.com/groups/1242690162488814/permalink/1338506649573831/


#klątwa