Zamiast artysty-prowokatora

Zamiast artysty-prowokatora, dzielącego widownię na „naszą” i „obcą”, postrzegam, że obecnie teatr potrzebuje płaszczyzny, która byłaby spoiwem dla ludzi.


Zamiast artysty-prowokatora


Zamiast artysty-prowokatora

Przeczytałem niedawno ponownie kilka słów, które wypowiedział Marek Bartelik, znany krytyk sztuki o sztuce współczesnej:

„wydaje mi się, że doszliśmy w kulturze postmodernistycznej – przy całej niejasności tego pojęcia – do punktu krytycznego, w którym pojawia się potrzeba przywracania refleksyjnej postawy wobec sztuki.

Dziś miejsce dekonstrukcji na powrót zajmuje konstrukcja, nawet jeżeli jesteśmy świadomi pułapek, jakie za tym stoją.

Mamy głód obcowania ze sztuką w skupieniu – z dala od zgiełku biennale, targów sztuki, wystaw typu blockbusters.

Zamiast artysty-prowokatora szukamy artysty otwartego na świat, który odnajduje swoje miejsce nie na zasadzie konfrontacji lub epatowania własnym ego, ale na zasadzie empatii; budowania wspólnoty w ramach czegoś, co byśmy do niedawna nazwali „wielką narracją”.
http://www.dwutygodnik.com/artykul/4636-rothko-umarl-na-sztuke.html

Wydaje mi się, że w teatrze doszliśmy do podobnego punktu krytycznego.

Ponoć nawet sam papież polskiej dramaturgii współczesnej powiedział w ostatnio w prywatnej rozmowie, że ta dramaturgia nie ma przyszłości. To jest oczywiście dość żałosne i śmieszne, że potrzebował on ponad dekadę, żeby dojść do tego, co dla zachodu, który już dawno to przerobił jest oczywiste od dziesięcioleci, ale z drugiej strony to jednak dobrze, że zaczął on dostrzegać to, że polska publiczność teatralna masowo odrzuca ten rodzaj teatru i dramaturgii po prostu przestając chodzić do teatru.

Wydaje mi się, że to właśnie jest owym punktem krytycznym polskiego teatru: masowy odpływ widza od teatru pozbawionego narracji, niezrozumiałego, intelektualnie wyolbrzymionego i epatującego ego reżysera.

Zamiast artysty-prowokatora, dzielącego widownię na „naszą” i „obcą”, postrzegam, że obecnie teatr potrzebuje płaszczyzny, która byłaby spoiwem dla ludzi, spełniała w swoisty sposób rolę horyzontalnej komórki społecznej, spełniała ich potrzebę, żeby być częścią większej całości, i bardziej kontemplować, budować wspólnotę, być nastawionym na własną społeczność, niż dzielić i mieć na uwadze głównie konkursy, festiwale, medialny szum i skandale.

To chyba taka potrzeba „wielkiej empatii” teatru.

Amen


#teatr