Zapasiewicz fascynujący

„Zapasiewicz fascynujący” to fragment felietonu Macieja Wojtyszko o tym, jakim człowiekiem, dziekanem i aktorem był Zbigniew Zapasiewicz.

Zapasiewicz fascynującyNajciekawszy w poniższym fragmencie jest dla mnie pogląd, który wyraził Zapasiewicz, że reżyserzy powinni być kształceni z aktorami.

W dobie kompletnego braku podstawowego warsztatu reżyserskiego  wśród tak zwanego mainstreamu reżyserskiego, kiedy to aktorzy, co rusz, żalą mi się, że te opiewane geniuszami reżyserii lojtki ze spółdzielni teatralnej w ogóle nie potrafią pracować z aktorem, wydaje się to być szczególnie trafne.

Mówię to, jako reżyser, którego jedno z najważniejszych doświadczeń edukacyjnych w łódzkiej Szkole Filmowej było spotkanie z Tomkiem Lengrenem i Januszem Kondratiukiem, którzy prowadzili zajęcia pod tytułem „Współpraca z aktorem”.

Ich geniusz nie polegał na ich umiejętnościach dydaktycznych, albowiem zajęcia upływały nam na słuchaniu przewspaniałych anegdot, ale samo zadanie było genialne: Oto 13 reżyserów stanęło przed zadaniem, żeby każdy z nich wybrał sobie fragment Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa, obsadził kolegami reżyserami i próbował ich wyreżyserować. 13 reżyserów, którzy reżyserowali 13 reżyserów!!!

Wiadomo, że efekt sceniczny tego był marny, ale nie o to chodziło. Chodziło o to, żeby reżyser przyodział buty aktora i został postawiony w jego miejscu, żeby poczuł na własnej skórze, jak to jest, kiedy reżyser zalewa cię bełkotem intelektualnym, a nie potrafi postawić najprostszych zadań do zrealizowania na scenie.

Tak! postawienie nas w roli aktora, było posunięciem genialnym i pozostawiło trwały ślad w mojej edukacji zawodu i uważam, że KAŻDY reżyser powinien taką szkołę przejść!

Amen

Fascynujący Zapasiewicz

…Sednem, tajemnicą i najważniejszym elementem teatru była dla niego sztuka aktorska.

Kiedyś wyraził nawet pogląd, pogląd dyskusyjny w świetle obecnych rozwiązań, że reżyserzy powinni przez pierwsze lata studiów być kształceni wspólnie z aktorami.

Myśl ta znakomicie odsłania Jego rozumienie miejsca reżysera w teatrze.
Bardzo go irytowali wszyscy ci, którzy próbowali reżyserować bez empatii wobec aktora-współtwórcy.

Jeśli chodzi o sztukę aktorską – był geniuszem. Jeśli chodzi o osobowość, był jednym z najwrażliwszych, najskromniejszych i najszlachetniejszych ludzi, jakich spotkałem w całym moim życiu zawodowym.

To prawda, potrafił się irytować i ochrzaniać współpracowników. To prawda, drażniło go nieprzygotowanie i brak profesjonalizmu. Każdego by drażniło. I to też było wychowawcze.

Jednym z dowodów na to, jak serio traktował swoją pracę, będzie zawsze dla mnie fakt, że przygotowując się do roli Piłata w Mistrzu i Małgorzacie, czytał Zmierzch i upadek cesarstwa rzymskiego Gibbona i że się z tym nie afiszował. Przypadkiem zauważyłem, jaką książkę ma ze sobą.

Nie afiszował się też tym, że znakomicie gra na pianinie, że pięknie śpiewa, że ma solidne podstawy wykształcenia klasycznego. I poczucie humoru! Opary absurdu Słonimskiego i Tuwima cytował zawsze z nieskrywaną przyjemnością, a swoją wrażliwość na urodę i potęgę słowa udowadniał i czynem, i przykładami.

Na zawsze utkwiły mi w uszach fragmenty Jego opowieści o rozmowie z nieuczciwym hydraulikiem i fraza: „Pan jest złodziejem!!!”. Mistrz.

Jego uczniowie to zarówno aktorzy, którzy mieli szczęście z nim się spotkać, ale również profesjonalni reżyserzy, których egzaminował podczas współpracy.

Trzy lata, ale trzy lata takie lata 81-83 to ważne lata w historii Wydziału Reżyserii.
Zbigniew Zapasiewicz uchronił wszystko, co pozostawili Jego poprzednicy, i dołożył swoją cegiełkę do tradycji Schillera, Korzeniewskiego, Axera.

Naturalne, że w tak trudnym czasie trudno było Wydziałowi rozkwitać, ale fakt, że substancja została uchroniona, a młodzi ludzie wykształceni i przygotowani do lepszych czasów, to wystarczająca zasługa ówczesnego dziekana, artysty najwyższej miary.

MACIEJ WOJTYSZKO

1-07-2015

Cały tekst:
http://teatralny.pl/felietony/fascynujacy-zapasiewicz,1151.html


#teatrpw